Mama okazała się zbędna

A to mieszkanie, które na czwartym piętrze? zapytałem.
Tam jestem zbędna! przyznała Jadwiga Fomińska, rumieniąc się ze wstydu.
No to jedźmy do mnie! nagle zaproponował były kolega z klasy, Marek Kowalski.
Lalko, Rybko, to ty? zawołał pod nosem nieznajomy mężczyzna.

No ja, Rybka! odparła kobieta, choć po rozwodzie zostawiła nazwisko męża i nosiła już Fomińską. Zastanawiało mnie, skąd on ją zna.

A ja jestem Szymon Lewandowski! radośnie wykrzyknął nieznajomy. Nie rozpoznałaś? Od razu cię poznałem, kiedy cię zobaczyłem: wcale się nie zmieniłaś!

Marek zostawił żonę po narodzinach drugiego dziecka. Okazało się, że nie zapewniła mu warunków do rozwoju. Były lata dziwnych dziewięćdziesiątych, kiedy o samodoskonaleniu nie słyszano każdy walczył, jak mógł. Nie było internetu, nie było coachów. Mąż odszedł, a Jadwiga została sama z dwójką pociech, z których jedno było noworodkiem.

Pierwszą myślą było zakończenie wszystkiego w jakikolwiek sposób, ale rozum zwyciężył. Pomoc przyszedł tata: fabryka, w której pracował, upadła, a on stracił pracę inżynier zamienił się w opiekuna.

Żyli skromnie, prawie na skraju głodu. Jedna matka w rodzinie pracowała. Alimenty od Marka były śmiesznie małe, a ceny rosły w tempie wykładniczym. Gdy najmłodszy skończył rok, Jadwiga zaczęła przywozić futra z zagranicy trochę ulżyło w portfelu.

Wspólnym wysiłkiem udało im się podnieść dzieci na nogi, a nawet wykształcić je i to za darmo! Dzieci już zakładały własne rodziny. Pierwsza, Lena, wyszła za mąż: Jestem w ciąży, mamo! Wkrótce będziesz babcią!. Radość w domu, jak mówią, po kątach rozeszła się.

Wszystko szło dobrze, dopóki syn nie wprowadził swojej żony do dwupokojowego mieszkania, które w latach siedemdziesiątych przydzielił ojcu Jadwigi w zakładzie. Do tego czasu rodziców już nie było, a małe mieszkanie liczone było za chłosty. Mieszkanie miało spiżarnię i balkon.

Teraz Jadwiga musiała spać w tym samym pokoju co syn. Potem Sergey przywiózł swoją kochankę, a oni złożyli wniosek o rozwód! Wszystko wydawało się piękne i podniosłe, ale codzienność wzięła górę: okazało się, że matce nie ma gdzie spać.

Gdy kochanka nocowała na kanapie, było to jeszcze tolerowane rozkładany materac leżał zarówno w kuchni, jak i w spiżarni. Tak, w spiżarni! Jadwiga nie chciała spać w kuchni uważała to za poniżające. Została więc w spiżarni

Nie zamykaj drzwi, a wszystko będzie w porządku! radzili z szacunkiem syn i córka, nie chcąc zostawiać matki samej. Po pięćdziesięciu latach w spiżarni nie było już tak źle.

Kilka dni minęło spokojnie, bo nie zamykała drzwi. Potem znalazła w spiżarni swoje rzeczy wyrzucone z szafy i drobne bibeloty w końcu przeniesiono ją tam na stałe.

Wtedy Sergey już był mężem: Musisz zrozumieć, mamo, nie stać nas na wynajem! Przepraszam. Ona starała się być przydatna gotowała, sprzątała, a oni ją traktowali jak starą psinę w spiżarni

Perspektywa życia wśród słoików i kartonów nie napawała ją dumą. Było wstydem: wyrosła syna i córkę, a nic nie mogła im dać. Nie było gdzie iść, pieniądze były ubogie pracowała jako nauczycielka angielskiego w szkole i udzielała korepetycji, ale to wciąż nie starczało na własne mieszkanie.

W końcu wzięła torbę z paszportem i kartą płatniczą, wyszła z domu i usiadła na ławce przed wejściem, mając nadzieję, że przyjdzie jakiś konstruktywny pomysł. Następnego dnia nie miała lekcji, więc mogła siedzieć aż do zmierzchu.

Lalko, Rybko, to ty? zawołał pod nosem jakiś mężczyzna.

No ja, Rybka! powtórzyła Jadwiga, już pod nazwiskiem Fomińska.

A ja jestem Szymon Lewandowski! znów się uśmiechał nieznajomy. Nie rozpoznałaś? Od razu cię rozpoznałem, kiedy cię zobaczyłem: wcale się nie zmieniłaś!

Nie muszę kłamać: nie zmieniłaś się! A jak się zmieniłaś! pomyślała smutno Lalka, teraz już Jadwiga Fomińska.

Czas zmienia nas to dobry lekarz i zły kosmetyk. Potwierdzić to może pierwszy przystojny chłopak z klasy, który stał się łysiejącym, pulchnym, starszym człowiekiem. Ona nie jest lepsza

Spotkali się po dwudziestu latach. Na spotkaniu wciąż można było ich rozpoznać. Jadwiga w szkole była w niego zakochana, a na studniówce zaprosiła go na biały walc.

On poślubił brzydką córkę jakiegoś partyjnego urzędnika, który miał nieograniczone przywileje i był wielkim karierowiczem.

Czemu siedzisz? zimno! Nie zamarznij! przyśmiał się Aleksander, którego wtedy rozbawiał żart.

Stary szkolny znajomy zaatakował go z humorem: w tamtych czasach na ławkach siedziały tylko bomby.

Dlaczego jesteś w tej dzielnicy? zmienił temat Jadwiga. Przede wszystkim przeprowadziłeś się?

Przyjechałem odwiedzić wnuki, mieszkają w moim dawnym mieszkaniu! Teraz wracam do domu! A ty? Może i ty mieszkasz w starej kamienicy? Pamiętam, że to było czwarte piętro!

Jedźmy razem, przypomnijmy szkolne czasy, Rybko! I nasz walc na studniówce!

Czy naprawdę go zapamiętałaś? zdziwiła się starsza kobieta.

A skąd! A dokąd po szkole zniknęłaś? spytała Jadwiga.

Zniknęłam? oburzyła się. To ty spotkałeś tę małpę! No więc sama się wycofałam!

Nie mieszaj przyczynowo-skutkowych związków, Rybko: najpierw się wycofałaś, a dopiero potem spotkałem małpę! skorygował ją Szymon. No i dokąd zmierzasz?

Jadwiga spojrzała prawdę w oczy: Nigdzie! i zapłakała.

Jak to nigdzie? Nie masz domu? zapytał przystojny.

Nie mam», cicho odpowiedziała.

A to mieszkanie? To które na czwartym piętrze?

Tam jestem zbędna! wyznała jadąca się wstydem Jadwiga.

No to jedźmy do mnie! nagle zaproponował dawny kolega z klasy.

A małpa A żona co? zapytała Jadwiga, bo mąż miał przyprowadzić jakąś panią, ale nie mógł spać na ulicy.

Z małpą już się rozwiedliśmy! Wstaw pod swoją piątą kropkę! Nie bój się, nie będę cię nękał!

I wirtualny świat już dawno skończyłem! Śpij spokojnie!

Mężczyzna podal jej rękę, pomagając wstać z ławki, i rzekł: No to jedziemy, mam auto za rogiem!

I odlecieli.

Mieszkanie byłego kolegi okazało się przytulne, a Szymon nie kłamie naprawdę nie nękał! Tylko pierwsze dwa miesiące, potem zaproponował małżeństwo.

Mieli już po pięćdziesiąt trzy lata nasze czasy! Zawsze podobała mu się wesoła Lalka. Ich walc zapamiętał na całe życie.

Lalka zgodziła się na ten krok kto by odmówił?

Przez cały ten czas dzieci nie dzwoniły do matki ani razu. Najpierw czekała intensywnie, potem po prostu czekała. Potem w jej życiu zaiskrzyło coś innego: przygotowania do ślubu i rodzinne życie.

Dzieciom nie chciano mówić o tym małżeństwie. Nie planowano wielkiego przyjęcia po prostu usiedli w kawiarni przy czterech świadkach. Nieobecność krewnych była więc wytłumaczona.

Potem Jadwiga usunęła z kontaktów telefon swoich dzieci. Bo jak nie wspominają o rzeczach, to ich nie potrzebują uczą to tak mądrzy coachowie od upraszczania życia.

To samo można zastosować do ludzi: matka stała się w życiu swoich dzieci niepotrzebnym przedmiotem. A więc nie były mu potrzebne. Czy to okrutne? Tak. Czy sprawiedliwe? Również.

Od wyjścia matki z domu minęło osiem miesięcy. Zbliżały się długie świąteczne ferie, a Jadwiga i mąż pojechali na zakupy do supermarketu.

Nagle rozległ się krzyk: Mamusiu!, i na szyję Jadwigi rzuciła się córka; obok podskakiwał radosny syn.

Objęli się, a matka zapytała:

Dlaczego jesteście w tak dziwnym składzie?

Bo brat i siostra nigdy nie chodzili razem po sklepach albo osobno, albo z partnerami.

Teraz zawsze jesteśmy w takim dziwnym składzie! odparł zakłopotany Sergey.

Okazało się, że oboje się rozwiedli!

Od razu? zdziwiła się matka. Co za odwaga! Dlaczego?

Bo po prostu! odpowiedzieli. Matka od razu trafiła w sedno: przybyli z hukiem.

Przybyli w nieodpowiednim czasie i zastały ich razem: mąż Leny i żona Sergeia! A wprost mówiąc: od dawna ich łączy miłość i inne sprawy.

Kiedy wrócisz, mamo? pytał z niecierpliwością uśmiechnięty syn. Teraz wszystko będzie dobrze!

I dodał: Gdzieś się podziałaś? Tęsknimy!

Dlaczego tak szybko się zorientowaliście? wtrącił się jakiś pan, stojący przy zrzucającej się na nowo ładnej matce. Myśleliście, że jeszcze przez dwa lata nie poznacie Lalki!

A co was to obchodzi? zezłościł się Sergey. Wszedł pan w sprawy Lalki

Kiedy wrócisz? powtórzył.

Tak dodała radosna córka a Sergey już nic nie robi w domu, wyobrażasz? Ja muszę się troszczyć o dziecko!

Wychowałaś świetnego syna! spróbowała żartować, lecz żart nie wypalił. Przeciwnie, inny nieznośny pan spokojnie rzekł:

Pokaż swoje umiejętności pedagogiczne i spróbuj przekierować braciszka, bo my wszyscy krytykujemy, że jesteśmy mistrzami!

Kim pan jest? zapytała wściekle córka.

Ja? Jestem po prostu mężem w płaszczu! odparł mężczyzna.

Miał na sobie naprawdę ładny płaszcz. A na Jadwigi pojawił się nowy strój wcześniej wszystkie pieniądze szły na jej ubrania.

Jaki mąż? zdziwiły się dzieci.

Zwykły: mąż wulgarny! odparł zuchwały typ. Dlatego matka nie wróci! Ma już własne życie!

Nie chcesz być babcią? zapytała z nadzieją Lena.

Lalka chce być żoną to przyjemniejsze! Po co mam spać z babcią? rzucił mężczyzna, po czym dodał: Miło było cię poznać! Teraz idziemy!.

A my? zapytał cicho Sergey.

Wy też pewnie pójdziecie rzucił mąż Jadwigi z nutą drwin.

Matka nie podjęła żadnej próby rozmowy, jedynie uśmiechała się słabo.

Mężczyzna wziął Jadwigię za rękę i zapytał:

No to lećmy?

I leciały. Dzieci stały jak wryte, nie mogąc uwierzyć.

Kiedy Jadwiga i Szymon wracali z zakupów, mężczyzna zapytał:

Jak tam skafander? Nie uciska? Jest powietrza wystarczająco? Nie dusisz się?

Obaj doskonale wiedzieli, o co chodzi. Wiedzieli, że imię Aleksander znaczy obrońca. On rzeczywiście był ich obrońcą. Czy można się udusić od miłości? Nikt jej nie kochał tak

Ladka pomyślała, że w końcu dostała skafander idealny, gotowa do lotu w kosmos. Nic nie jest za późno!

No to lecimy?

I znów leciały.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 + szesnaście =

Mama okazała się zbędna