Obawa przed niepoznaniem jej dręczyła go od samego początku. Ostatni raz, kiedy Marek widział Jadwigę, mieli po piętnaście lat, a teraz mieli już trzydzieści i on snuł wyobrażenia o niej w tym małym mieście na Dolnym Śląsku.
Z pewnością ma troje dzieci i męża, który codziennie sięga po kieliszek myślał Marek ze złością, choć nie było jasne, skąd wzięła się ta wściekłość. W końcu to on wyjechał, nie ona.
Spotkano go jak gwiazdę filmową, a on poczuł się niekomfortowo. Jadwigi nie było wśród innych absolwentów, co wydawało mu się nawet lepsze: Co za głupia nostalgia, po co mi ta Jadwiga?
A potem ją ujrzał.
Miała smukłe dłonie, przez nie przepływały niebieskie żyłki, twarz była ostra niczym lisiczka, a krótko przycięte, puszyste blond włosy układały się w lekki kształt dymka, jakby to był zgnieciony mniszek. Marek uznał ją za niezwykle piękną i kiedyś nieumyślnie wykrzyknął:
Jaka piękna Jadwiga
Jego kolega z klasy, Paweł Gubik, roześmiał się i dodał:
Ty też tak powiesz! Zobacz Zuzannę ma długie włosy i gładką skórę. a Jadwiga? jest trochę trądzikowa i blada niczym ćma.
Na twarzy Jadwigi rzeczywiście były małe pryszcze, lecz Marek sądził, że nie psują niczego. Z przyjacielem przyznał:
Rzeczywiście.
Jak zaprzyjaźnić się z Jadwigą? Dziewczyny już nie rozmawiały z chłopakami tak, jak kiedyś, a jeśli podszedłby i zagadał, pierwsza Zuzanna zaczęłaby drwić o narzeczonym i narzeczonej.
Pomysł podał Paweł, zapraszając wszystkich chłopaków na swoje urodziny. Jego mieszkanie nie było tak duże jak Mareks, ale ciasno i wesoło. Matka Pawła wymyślała zagadki, a potem bawili się w Transformery, które podarowali koledzy z klasy, a największy z nich Marek.
Mamusiu powiedział przed urodzinami. Mogę zaprosić całą klasę?
Całą klasę? zaskoczyła się matka. Gdzie ich wszyscy pomieścimy?
Proszę, mamo!
Wszystko i tak nie przyjdą wtrącił z drugiego pokoju ojciec. Zrób im bufet, niech bawią się przy stole, a nie przy stole siedzą.
A rodzina?
Rodzina przyjdzie innego dnia odpowiedział spokojnie ojciec. Trzeba będzie nawet obrus, serwetki i siedem potraw
Tak postanowiono. Marek bał się, że Jadwiga odmówi i nie przyjdzie, zwłaszcza że nie ma pieniędzy na prezent. Wszyscy wiedzieli, że pochodzi z dużej rodziny, matka jest bibliotekarką, a ojciec alkoholikiem; słodycze widzi jedynie przy świętach, a kurtki nosi od starszej siostry. Dlatego, gdy podszedł do Jadwigi, żeby zaprosić ją na urodziny, wymówił to jak łamigłówkę:
Czy mógłabyś narysować mi okładkę na płytę?
Jadwiga nie zrozumiała, co ma zrobić, a Marek wyjaśnił, że pies Burek porwał okładkę z płyty, zostawił jedynie białą, co mu nie odpowiadało.
A nie macie magnetofonu? spytała nieufnie, bo wszyscy wiedzieli, że ojciec Marka jest właścicielem sieci restauracji w Krakowie i w domu mają najnowszy sprzęt, a nie stare gramofony.
Mamy, odrzucił Marek. Lubię słuchać płyt. Narysujesz?
Jadwiga dostała piątkę z rysunku, a jej prace często wisiały nie tylko w szkole, ale i na wystawach okręgowych.
Dobrze zgodziła się. Narysuję.
Na urodzinach, gdy połowa chłopaków grała w konsolę, a druga połowa oglądała film na wideomagazynie, Marek pokazał Jadwidze, Michałowi i dwóm dziewczynom, które niespodziewanie podślizgnęły się za nimi, swój odtwarzacz i płyty. Słuchał różnych zespołów, ale najchętniej Beatlesów, tak jak jego ojciec, a okładkę ich albumu podarował mu pieseł Burek.
Jadwiga początkowo się nudziła: odtwarzacz już nikogo nie zadziwi, nawet jeśli był nietypowy, ale gdy muzyka zaczęła grać, zamierzała się wyprostować jak sznurek i słuchała skoncentrowana, jakby to był marsz. Michał znudził się muzyką, poszedł grać w konsolę, a dziewczyny przyjęły się do dyskotekowego tańca. Inni wpadli do pokoju, zaczęli się szarpać jak porażeni prądem, a Jadwiga siedziała na skraju swojego łóżka, nie ruszając się.
Kilka dni po urodzinach podeszła i zapytała:
Czy mogłabyś pożyczyć płytę? Obiecuję, że będę ostrożna!
To są tatowe płyty odparł od razu Marek. Nie wolno ich nikomu dawać. Ale możesz przychodzić do mnie i słuchać, kiedy chcesz.
Trochę niewygodnie zawstydziła się Jadwiga.
Niewygodnie nosić spodnie na głowę i spać na półce, kiedy kołdra spada sparodiował Marek, naśladując ojca. Reszta jest wygodna, więc nie myśl o tym, przyjdź, i wszystko będzie w porządku.
Tak zaczęła się ich przyjaźń, najpierw na bazie wspólnej miłości do legendarnych Beatlesów, a potem po prostu, bez żadnych podstępów.
Marek, naprawdę chcesz być z tą dziewczyną? dopytywała matka. Ona nawet nie mówi, tylko kiwa głową na każde twoje słowo. Rozumiem, że to wam mężczyznom się podoba, ale to już za dużo. Co macie ze sobą wspólnego, ona przecież jest biedna! Aha, mówiła, że lepiej będzie, jak przejdzie do liceum!
Mamo, nie chcę jeździć na drugi koniec miasta jęknął Marek. Moja szkoła jest dobra, nauczyciele przyzwoici, a moja korepetycjonistka mówi, że mam świetną wymowę i bogaty zasób słownictwa, co nie jest w każdej szkole.
Matka od lat namawiała go do liceum, ale Marek nie chciał, nie tylko przez Jadwigę, ale i dlatego, że naprawdę lubił swoją szkołę.
Niech dziewczynie kręci się w głowie odparł ojciec, młodość to rzecz piękna.
Nie kręcę nic! wykrzyknął Marek, zaczerwieniony, a wstyd jeszcze bardziej go podgrzał.
Ten dialog dał mu prawie rok wolności: matka przewracała oczami, kiedy przyprowadzał Jadwigę do domu, ale już nie wspominała o liceum. W dziewiątej klasie matka kiedyś weszła do pokoju, gdy Marek studiował figury Jadwigi, i wtedy wszystko się wydarzyło.
Najpierw Marek pomyślał, że to tylko chwilowa szaleństwo, bo kiedy Jadwiga uciekła do domu, matka nie powiedziała mu nic. Wieczorem, gdy wrócił ojciec, było cicho. Po trzech dniach ojciec oznajmił:
Ruszamy do Warszawy.
Do Warszawy? nie zrozumiał Marek.
Tak. Rozszerzam sieć, otwieram restaurację w stolicy. Ty też masz się przygotować, nie będziesz już w tej szkole, a w Warszawie jest dużo konkurencji. Już załatwiłem liceum i korepetytorów.
Nie jadę odparł Marek.
A gdzie się wybierasz?
Nie było dokąd pójść. Jadwiga, gdy się o tym dowiedziała, płakała, a Marek obiecał, że skończy szkołę i przyjedzie po nią. Jadwiga westchnęła, jakby już dorosła, i powiedziała:
Nigdy już nie wrócisz
Na pożegnanie dał jej tę samą płytę, do której narysowała okładkę i przy której po raz pierwszy się pocałowali.
Wszystko wskazywało, że pomysł przeprowadzki do Warszawy wymyśliła matka. Marek poczuł się zraniony zarówno przez nią, jak i ojca. Kiedy w dziesiątej klasie kolega wyjechał studiów do Londynu, powiedział ojcu:
Też chcę do Londynu.
Matka zaczęła płakać i rozpaczać, bo bała się, że zostanie sama. Marek pamiętał, że miał starszego brata, który zmarł rok po narodzinach z powodu wrodzonej choroby serca, a jego matka długo nie mogła zajść w ciążę, więc rozumiał, że obawia się go stracić.
W Londynie podobało mu się. Zwiedzał wszystkie miejsca związane z jego idoli, zaczął palić, zmienił fryzurę i rotował dziewczyny co tydzień. Chciał zapomnieć Jadwigę, więc wybierał zupełnie inny typ kobiet, lecz każda szybko go nużyła.
Po powrocie do Polski pracował w restauracjach ojca. Do tego czasu miał już dwa długotrwałe związki: jeden z Greczynką, która trzymała go jak kleszcz, drugi z koleżanką z uczelni, Janiną, bladą Brytyjką o puszystych blond włosach.
Matka, gdy tylko wrócił, zaczęła szukać mu odpowiednich żon, a Marek rzadko bywał w domu, zamieszkał w mieszkaniu, które ojciec podarował mu na osiemnaste urodziny. Matka dzwoniła, Marek nie odbierał. Ojciec prosił go, by był łagodniejszy, a Marek odpowiadał:
Ona chciała, żebym odniósł sukces? Zrobiłem to. Nie wyjdę za nią, niech sobie to zapisze na nosie.
Kiedy Michał napisał do niego, Marek nie od razu rozpoznał, kto to jest zdjęcie w awatarze nie pasowało do wspomnień. Gdy się wyjaśniło, Marek był zadowolony i potwierdził udział w spotkaniu absolwentów, chociaż nie był już absolwentem.
Patrzyła na niego z uśmiechem i nie gniewała się, w przeciwieństwie do samego Marka.
Cześć wymamrotał. Nic się nie zmieniłaś.
To była prawda: Jadwiga wciąż była szczupła, blada, z niebieskimi żyłkami pod skórą. Tylko włosy były nieco dłuższe.
Od tej chwili Marek nie zwracał uwagi na innych. Rozmawiali i rozmawiali. Jadwiga była już zamężna, ale rozwiedziona, miała jednego dziesięcioletniego syna, który nazywał się Ignacy. Gdy usłyszał własne imię, Marek się zawstydził, ale nie mógł zaprzeczyć przyjemności, jaką to wywołało.
Jedźmy razem rzekł nagle, świadomy, jak głupio to brzmi. Zabierz syna i jedźmy, w Warszawie jest lepsze niż tutaj.
Zostałeś marzycielem powiedziała smutno.
Czy to znaczy nie?
Jadwiga nie odpowiedziała. Zabrała się do domu. On nie mógł jej zatrzymać, nie znalazł słów, by przekonać do zostania.
Ja też przyjadę uśmiechnęła się Arzana, inna koleżanka. W jakim hotelu jesteś?
W Centralnym, oczywiście.
Pozwól, że odprowadzę dodała żartobliwie.
Marek nie zapytał nic więcej. Zadzwonił taksówką i odjechali.
Gdy zapukali do drzwi, pomyślał, że to sprzątaczka lub coś w tym stylu, i zdziwił się, że jest tak późno. Może pomyliliśmy pomyślał.
Na progu stała Jadwiga, w tym samym sukienku, włosy związane w kok, nozdrza zadęte złośćą.
Gdzie ona?
Kogo?
Arzana! Najpierw porwała mojego męża, a teraz wchodzi u ciebie?
Marek się roześmiał.
Nie ma tu żadnej Arzany. Chcesz, sprawdź.
Odsunął się, Jadwiga weszła do pokoju, rozejrzała się, usiadła na krześle.
Jadwiga, zadzwoniła Yulka i powiedziała, że wyjechaliście razem.
Zawoziłem ją taksówką do domu, jak prawdziwy dżentelmen, i to wszystko.
Nawet się nie pocałowaliście?
Podniósł ręce i żartobliwie odpowiedział:
Nie jestem winny!
Co tak? U niej i usta są pomalowane, a jeszcze coś.
Nie przyjechałem po to odparł Marek.
Po co więc? Z tobą spotkać się po piętnastu latach, przypomnieć obietnicę?
A ty czekałaś?
Zapomniałam cię następnego dnia!
Dobrze, ja też nie pamiętam długo.
Czy mam iść?
Idź. Tylko może najpierw posłuchajmy płyty?
Płyty?
Tak, przyniosłem odtwarzacz.
Jadwiga zmrużyła oczy, spojrzała złośliwie i zapytała:
Czyli mnie zapomniałeś, a odtwarzacz przyniosłeś?
Tak właśnie.
Wzięła torbę przy wejściu, wyciągnęła coś i podała Markowi. To była ta sama płyta, której okładkę narysowała, i którą podarował jej przy pożegnaniu.
Zapomniałaś mnie następnego dnia, a tę płytę trzymałaś latami? zażartował Marek.
Jadwiga wzW świetle migoczących świec, ich dłonie splecione w tanecznym wirze ukazały, że przeszłość i teraźniejszość mogą istnieć jednocześnie, a serce, choć rozbite, odnajduje rytm w nieustannej melodii miłości.



