LOKALNY AMUR

15 listopada 2025 Wieczór w małym mieszkaniu przy ulicy Jana Pawła II w Krakowie

Dziś znowu wciągnął mnie ten lokalny Amorek, czyli nasza Babcia Łucja, i nie mogę przestać myśleć, jak wszystko się potoczyło.

Jagodo, będziesz winna jego śmierci! krzyknęła w głowie, kiedy słyszałem, jak Babcia rozrzucała po mieszkaniu swoje stare przysłowia. Co? Ty, Jagodo! Tak, właśnie Ty! Nic dziwnego, że tak się stało. A kto wczoraj pięknie siedział na ławce przy podwórzu, nagi kolanami w słońcu się błysnął? Czy naprawdę tak można? Tomek ma wrażliwą duszę… Widział jedynie gołe kolana dziewczyn na lekcjach wf w szkole, i to dawno temu… Co z tego, że w okolicy jest mnóstwo dziewczyn w mini spódniczkach! Ty go porównałaś! tak, właśnie ich kolana i Twoje! To zupełnie inna sprawa, dla Tomka szczególna!

Głos w słuchawce stał się ostrym przypomnieniem:

Nie wymyślam nic, właśnie widzę go, pisze list pośmiertny Tak, tak mówi, pośmiewcze, nie może bez niej, mówi! Wbijam w serce, mów, rozumiesz mnie, co? Pisana jest tak! Wbijam w serce, mówi, a nie patrzy na mnie! Lepiej pójdę na piwo w sensie, umrę! Tak, słowo umrę jest wyraźnie widoczne! Jak mogę tego nie widzieć? Mam w ręku stary dalekowzrokowy lornetkę mojego dziadka! Mogę w nią zobaczyć wszystko, co chcę!

Telefon zaprzestał na chwilę, a ja usłyszałem jedyne zdyszane oddechy rozmówczyni:

O, korowód mój, po prostu za późno z nami Jagodo, tak właśnie, spóźniliśmy się, wzięła ostry nóż i już zaczęła się wdzierać Krew, krew Mówisz, że zdążysz? No to biegnij, biegnij, ratuj swojego księcia!

Babcia Łucja, przyciśnięta szczupłymi, chytrymi oczami, zadowolona obserwowała, jak do zniszczonego mieszkania Tomka wdziera się pełna życia Jagoda, niosąc ze sobą niezużywaną miłość, chęć nakarmić go barszczem i marzenie o licznej gromadce dzieci.

Tomek nie miał szans. Ten szczupły, marzycielski młodzieniec mieszkał sam: pół roku temu jego matka ożeniła się i wyjechała do męża, zostawiając syna w trzypokojowym mieszkaniu i surowo nakazując musisz się szybko ożenić i dać mi wnuków, choćby jednego, i to natychmiast!.

Zgodził się, bo domowy spokój kusił go. Nie mógł jednak znaleźć dziewczyny. Geniusz w elektronice, w kontaktach był milczący, kompleksowy i nieśmiały. Nie potrafił sam inicjować zalotów, a od agresywnych dziewczyn uciekał niczym lotniczy myśliwiec. Babcia Łucja popierała tę decyzję nie chciała mieszkać z oporną, zarozumiałą sąsiadką.

Jagoda z kolei była pełna energii, troskliwa, pełna szacunku. Nie była najpiękniejsza, ale urocza okrągła twarz z piegami przyciągała wzrok. Wystarczyło przyjrzeć się bliżej, porozmawiać a młodzi mężczyźni, tacy jak Tomek, nie mieli pojęcia, jak to zrobić!

Wszelkie ich gadżety ech, jakie to odrażające słowo! dawały jedynie krótkie informacje. Fotki, krótkie filmiki i to nie w stylu Niny z TikToka, a w porównaniu z natrętnymi dziewczynami, których Tomek bał się jak ognia. Wygląd! Makijaż! Jak czarownice przy szabatowym ogniu! Współczesne dziewczyny wydawały się od Jagody jak klaun w cyrku od kasjerki przy kasie! Prawda: jaka by nie była miła i urocza kasjerka, zapamiętasz jej twarz, nie tę jej, a tego dziwacznego klauna. Z nim nie rozmawiałeś, a z kasjerką wymieniłeś co najwyżej kilka zdań.

Tomek, zerkając na Jagodę, nie potrafił pojąć własnego szczęścia. Mógłby tak umrzeć zagubiony, według Babci Łucji. Dlaczego? Z głodu! Z zimna! Z braku kobiecego czułości!

W domowym zaciszu był niczym zagubiony jeżyk we mgle. Jadł Mieszane ryżowe danie i pierogi, o ile nie zapomniał wyłączyć garnka na czas. A do tego kanapki w nich Tomek był specjalistą! I kawę parzył całkiem nieźle.

Teraz próbował pokroić ogórek do sałatki. Skaleczył się, poszedł szukać bandaża i zielonego płynu, gdy nagle ktoś postukał w drzwi wejściowe. Musiał natychmiast otworzyć, nie patrząc na krwawiący palec, z którego kapała krew.

Na przerażone oczy Tomka rzuciła się Jagoda. Co jej mówiła, w czym go namawiała Babcia Łucja nigdy się nie dowiedziała. Lornetka nie przenosi dźwięku, a szkoda! Na szczęście chytry lokalny Amorek, czyli Babcia Łucja, zobaczyła, że chwilę później Jagoda w swoim mieszkaniu podaje Tomkowi barszcz, ziemniaczki z kotletami, sałatkę z kiszonej kapusty i kompot. Z wyglądu chłopaka wyglądał apetycznie.

Tomek rozpromieniał się uśmiechem, z jego oczu znikała samotność, a z życia zagubienie i kompleksy.

Mija miesiąc, a para wzięła ślub w kościele św. Marii w Krakowie. Babcia Łucja została zaproszona i podano jej najpyszniejsze ciasto, a największy kawałek zachował na koniec. Przy pożegnaniu Panna Młoda Jagoda, chichocząc, zapytała staruszkę:

Więc on miał umrzeć, tak? Jak powiedziałaś, że zaczął się wbijac w palec?? Tak, prosto w palec!!! No, Babciu Łucja, wiesz, jak mnie zakłócała wstyd, gdy mówiłam, że go uratuję, a on wyciągnął mi palec! No, Babciu Łucja!

Czuję, że choć wszystko wydaje się zabawne, to jednak w tej całej mieszance emocji kryje się prawdziwa, polska opowieść o miłości, niepewności i przypadkowym spotkaniu, które odmieniło życie kilku dusz.

K. (Kasia)

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 + 4 =

LOKALNY AMUR