Rano Jadwiga obudziła się chora. Dzień wcześniej była na cmentarzu w Krakowie, bo mąż poprosił ją, by posprzątała przy grobie jego babci. Gdy mąż szukał jej grobu, Grażyna zauważyła stado kruków siedzących na zardzewiałej bramie. Jakby wyczuła czyjeś spojrzenie, podeszła do żelaznego pomnika. Na czarnobiałym zdjęciu stała starsza kobieta w chustce. Nagle usłyszała surowy, męski głos:
Na co tak patrzysz? Posprzątaj!
Grażyna, nie rozumiejąc przyczyny, zaczęła sprzątać przy cudzym grobie. Zadziwiające wydarzenia nie skończyły się na tym. Kiedy mąż odnalazł grób babci, wydawało się, że stary pomnik zamienił się w nowy, marmurowy. Fotografia również uległa zmianie zamiast starszej kobiety jej twarz zdobiła młoda dama z uśmiechem.
Nic nie rozumiem! wykrzyknął Stanisław. Kto mógł to zrobić? Nie ma już żadnych krewnych, wszyscy tu leżą.
Nie wiem, jak to się stało westchnęła Jadwiga.
***
Ręce Grażyny boleły nie do zniesienia. Przede wszystkim dręczyło ją pytanie, kto wymienił pomnik przy ukochanej babci Stanisława.
Czy to halucynacje, a może czary? zapytała męża.
Idź do lekarza radził doktor Krzysztof. Ja sam nie rozumiem, co się stało z tym pomnikiem.
W szpitalu Jadwiga trafiła w wir kolejnych badań. Chirurg zalecił zastrzyki w stawy, które odrzuciła. Rentgen nic nie pokazał, a lekarze wypisali receptę na maść i leki przeciwbólowe. Do bólu w rękach dołączyła senność i niskie ciśnienie. Grażyna czuła, że w jej ciele nie ma już żadnego zdrowego organu. Tak trwało kilka dni. Medycy nic nie znajdowali, a młoda kobieta zaczęła przygotowywać się na śmierć. Sąsiadka z podwórka, przynosząca sól, nie rozpoznała już Jadwigi:
Córeczko, co się stało? zapytała pani Zofia. Wyglądasz na bardzo zmęczoną.
Jadwiga opowiedziała o głosie, który kazał jej sprzątać cudzy grób, i o nagle zmienionym pomniku przy grobie babci Stanisława.
Mówisz o głosie? Pomnik i fotografia się zmieniły? zamyśliła się starsza pani. To chyba właściciel cmentarza, który przerzucił na ciebie czyjąś chorobę. Może się żałował, a może wziął zapłatę.
Co to ma znaczyć? łkała Jadwiga.
Czarna magia! westchnęła sąsiadka. Musisz iść do kościoła.
Kościół nie przyniósł Jadwidze ulgi. Przez cały rok cierpiała na niewyjaśnioną dolegliwość, musiała odejść z pracy i ledwo poruszała się po mieszkaniu. Po Wielkanocy, w Dzień Zaduszny, mąż zaproponował, by odwiedzili zmarłych przodków:
Spróbujesz?
Spróbuję odpowiedziała.
Ty jesteś właścicielem cmentarza! wykrzyknęła Jadwiga, łamiąc się pod ciężarem choroby. Przyjmij mój dar! Nie chcę umrzeć! Mam dzieci, męża! Zwróć cudze choroby!
Jadwiga wydała się w płaczu, a wszystkie duchy zdawały się patrzeć na chudą, nieszczęśliwą kobietę. W oczach mężczyzny na fotografii pojawiło się współczucie.
Zabierz pieniądze! szepnęło w jej uszach. Idź z Bogiem! Ta, co cię wezwała, dostanie odpłatę.
Dlaczego płaczesz przy cudzym grobie? usłyszała podniesiony głos Stanisława. Chodźmy!
Pomnik babci pozostał niezmieniony. Na zdjęciu wciąż była starsza kobieta z smutnym wyrazem twarzy.
Co to było? krzyknął przerażony Stanisław.
Chcę żyć! wywrzała Grażyna. Właścicielu, chroń mnie!
***
Następnego poranka Jadwiga obudziła się zupełnie zdrowa. Myśli krążyły wokół wczorajszego zdarzenia. Domyślała się, kto z krewnych mógł zasiać zło. Siostra męża, od pierwszego spotkania jej nie lubiąc, wkrótce zachorowała i zmarła. Trudno było uwierzyć w te wydarzenia, lecz jedno pozostało pewne: nie warto brać na siebie cudzych cierpień, bo każdy los ma swoją cenę. Życie uczy, że jedynie szczerość wobec siebie i akceptacja własnych granic przynoszą prawdziwy spokój.



