Obsługa dla jego mamy

Szymon, wszystko rozumiem, ale nie zatrudniałam się u twojej mamy jako kucharka syknęła zirytowana Kasia, wrzucając puszkę groszku konserwowego do wózka. Najchętniej rzuciłabym to wszystko, wsiadła do samochodu i pojechała do siebie. Miało być spokojne rodzinne spotkanie we trójkę, a gotujemy dla całej armii krewnych, gdy twoja mama tylko siedzi! Czy to normalne?
Szymon skulił ramiona i odwrócił wzrok, udając, że wyjątkowo interesuje go skład surimi. Wyglądał niczym pies przyłapany na gorącym uczynku.
Kasiu, no ciszej trochę, ludzie patrzą wymamrotał, próbując ująć ją za łokieć, lecz ona gwałtownie cofnęła rękę. Mama trochę się przeliczyła z siłami, zdarza się każdemu. Kupmy wszystko z listy, wróćmy i skończmy te sałatki. Wytrzymaj, proszę, dla mnie i dla święta.
Trochę się przeliczyła. Co za eufemizm.
Kasia zacisnęła zęby ze złości. Doskonale wiedziała, że teściowa wszystko zaplanowała z premedytacją.
Zaczęło się tydzień wcześniej od telefonu. Wiesława Aleksandrowa zadzwoniła z życzeniami na Nowy Rok i nagle postanowiła zaprosić młodych do siebie.
Kochani, zagaiła teściowa słodkim głosem, od którego można dostać cukrzycy przyjedźcie do mnie na Boże Narodzenie. Stęskniłam się! Posiedzimy, powspominamy dawne czasy, pogadamy. W czterech ścianach jest mi tak samotnie.
Kasia od razu poczuła napięcie. Przeczucie podpowiadało jej podstęp. Te spokojne rodzinne wieczory u teściowej zawsze kończyły się przesłuchaniem dotyczącym wnuków.
Gdy Wiesława Aleksandrowa zaczęła ten temat po raz pierwszy, Kasia i Szymon nie byli jeszcze małżeństwem.
Kasiu, a nie myślałaś jeszcze o dzieciach? zagadnęła, gdy zostali sami.
Kasia kompletnie się zdezorientowała.
No… zaczęła niepewnie, gorączkowo szukając odpowiedzi. Chcę dzieci, ale nie teraz. Szymon i ja dopiero się spotykamy.
Oj, Kasiu, brak pieczątki w dowodzie nie przeszkadza dzieciom, machnęła teściowa ręką. A wiek… godzina tyka, nikt nie młodnieje. Ja też… Tak umrę, nie zobaczywszy wnuków.
Na początku Kasia się wykręcała, potem zaczęła warczeć; w końcu, zanim się spostrzegła, po prostu zaczęła unikać spotkań, by oszczędzić sobie nerwów.
Tak się złożyło, że Kasia z Wiesławą Aleksandrową ledwo się znały. Kasia wolałaby ten dystans zachować, ale Szymon nie potrafił odmówić matce; był zbyt miękki i oddany.
Kasiu, pojedźmy, namawiał ją po kolejnym telefonie, patrząc jej w oczy. Ona jest już starsza, naprawdę jest jej bardzo samotnie. Raz, tylko jeden dla mnie. Proszę cię.
Szymku, nie zatrzymuję cię. Jedź. Wiesz, że nie obchodzę Bożego Narodzenia.
Spójrz na to jak na zwykłą kolację rodzinną. Mama chce się z tobą zaprzyjaźnić. Jesteśmy rodziną…
Kasia opierała się długo, w końcu się zgodziła. Liczyła na uprzejmą uśmiech, wspólną herbatę i ciasto. Jak bardzo się pomyliła…
Od początku wszystko szło nie tak. Wiesława nalegała, żeby przyjechać o ósmej rano, żeby spędzić czas razem. Kasia stanowczo się sprzeciwiła, bo w weekend chciała się wyspać. Po kłótni wywalczyła opóźnienie do dziesiątej.
I tak, zaspani, przekroczyli próg mieszkania teściowej… i nic. Żadnego zapachu mięsa, żadnego skwierczenia masła. Sama gospodyni powitała ich w starym szlafroku i wałkach.
Nareszcie! Przyszliście łaskawie! rzuciła teściowa zamiast przywitania. Już prawie jedenasta! Goście za progiem, nic nie gotowe. Trzeba było wstać wcześniej! Teraz będziecie mi pomagać!
Kasia znieruchomiała, nawet nie zdążyła zdjąć kurtki.
Goście? Jakie goście? spytała bezradnie.
Oj, kto… Lidka i Witold wpadli przejazdem z Bydgoszczy, grzech nie zaprosić. Ciocia Wala z trzeciego piętra ma przyjść. Kuzynka obiecała zajrzeć… Nie mogłam wszystkim odmówić, co? Dość gadania, do kuchni, czas goni!
Wtedy Kasia pojęła skalę katastrofy. Zaproszono ich nie jako gości, lecz jako darmową siłę roboczą.
Święto przerodziło się w koszmar. Wiesława z gospodyni przemieniła się w generała, uzbroiła się w ścierkę dla powagi i biegała po mieszkaniu, rozdając rozkazy. Samej gotować nie raczyła. Ich wysłano do sklepu z listą, bo czegoś brakowało, czegoś w ogóle zapomniała kupić.
Kasia naprawdę miała ochotę uciec, ale postanowiła wytrzymać dla męża.
Szybko wrócili do swoich stanowisk pracy. Kasia przy desce do krojenia, Szymon przy misce z ziemniakami. Zamiast obiecanej atmosfery święta, dostali tylko listę zadań. Harowali w pocie przez pięć godzin bez przerwy.
Około czwartej zaczęli schodzić się goście. Eleganccy, pachnący perfumami, roześmiani. Kasia i Szymon byli wykończeni i brudni, ledwo doczołgali się do stołu. Z czerwonymi twarzami, w poplamionych ubraniach, trzęsący się ze zmęczenia… Nie mieli siły świętować, nie mieli ochoty żyć.
Wiesława zdążyła się jednak przebrać i umalować. Siedziała na czele stołu, odbierając komplementy.
No Wiesia, jak zawsze… Taka gospodyni, tyle nagotowała! zachwycała się Kasia nieznana kobieta, nakładając sobie sałatkę, którą przygotowała synowa.
Staram się. Dla gości wszystko, skromnie odpowiedziała teściowa, uśmiechając się.
W pewnej chwili Wiesława znów zaczęła temat dzieci podniosła kieliszek i wygłosiła nauczający toast o tykających zegarach. Gdyby nie Szymon, który ścisnął kolano żony, Kasia rozlałaby miskę sałatki na stół.
To był ostatni raz, powiedziała sucho mężowi, gdy wracali późnym wieczorem. Więcej mnie u twojej mamy nie zobaczysz. Możesz jeździć do niej, pomagać i się napracować, ale sam. Mam dość.
Szymon nawet nie próbował się sprzeczać. Tylko pokiwał głową.
Minęły trzy miesiące. Kręgosłup Kasi dawno już przestał boleć, ale niesmak pozostał. Kiedy na początku marca Szymon poinformował, że mama znów ich zaprasza, zacisnęła nerwowo szczęki.
Zaprasza nas na ósmego marca. Mówi, że tym razem będzie tylko we trójkę. Może jeszcze ciocia Luba wpadnie na chwilę, ale tylko pogratuluje i odejdzie tłumaczył mąż, widząc spojrzenie Kasi, szybko dodał Ale nie zmuszam cię, tylko mówię.
Szymon cały się skurczył, spodziewając się awantury, krzyków o zmarnowanym święcie. Ale Kasia tylko odwróciła wzrok na okno i…
Dobrze. Powiedz mamie, że przyjedziemy.
Kasiu… Naprawdę? Mówiłaś przecież…
Pamiętam. Ale jeśli odmówię, zacznie znowu dzwonić i naciskać każdego dnia, jak ostatnio. Chcę sprawić, by już mnie więcej nie zapraszała, nie płakała i nie szantażowała. Szymek, zaufaj mi, jeśli nie chcesz znowu siedzieć godzinami nad garnkami.
Szymon odwrócił wzrok, przyjął neutralną postawę…
Ósmego marca, wbrew oczekiwaniom Wiesławy Aleksandrowej, nie zaczęło się od budzika i nerwów. Kasia i Szymon leżeli w łóżku, oglądali serial i jedli lody w pościeli. Żadnych przygotowań, makijażu, szukania koszuli.
W południe teściowa zaczęła niepokojąco dzwonić.
Halo, Wiesława Aleksandrowa? Nie uwierzy pani Dopiero otworzyliśmy oczy powiedziała Kasia tonem skruchy. Wczoraj posiedzieliśmy z przyjaciółmi, zaspaliśmy budzik.
Jak to, Kasiu? Czekam na was! niezadowolona odpowiedziała Wiesława. Pośpieszcie się, gęś stygnie.
Już się zbieramy! Godzina, półtorej i będziemy, obiecała Kasia, wracając do serialu.
Szymon nerwowo patrzył na żonę, ale milczał. Lepiej poleżeć w ciepłej pościeli niż znów odrabiać pańszczyznę u mamy.
Po godzinnym oczekiwaniu telefon znów zadzwonił. Kasia zrobiła pauzę przed odebraniem.
Prawie wychodzimy, Wiesława Aleksandrowa! Zaraz zamawiamy taksówkę i lecimy, zaświergotała, nie wstając z łóżka.
Kolejna godzina legenda się zmieniła.
Tu samochód wjechał w autobus, wszystko zablokowane powiedziała, przyciszając TV. Koszmarne korki. Ale zaraz ruszymy dalej.
Około trzynastej Wiesława nie wytrzymała.
Gdzie wy, do cholery, jesteście?! ryknęła już bez świętego tonu z rana. Ile można jechać?! Już dawno byście pieszo dotarli!
Kasia wyraźnie słyszała w tle rozmowy i śmiech. Zmrużyła oczy.
Wiesława Aleksandrowa, nie jest pani sama? spytała wprost.
Sama, nie sama… Co za różnica? odburknęła teściowa. Krewni przyszli złożyć życzenia. Nie wyrzucę przecież za drzwi. Jedziecie czy nie?! Ledwo się ruszam, ciężko mi samej!
Wszystko jasne. Wiesława znów liczyła na darmową obsługę. Tymczasem musiała gotować sama. Sama sobie wykopała dołek.
Wie pani… Nie przyjedziemy, powiedziała spokojnym tonem Kasia.
Co?!
Chyba zrobiło mi się niedobrze. Najwyraźniej mnie zemdliło w drodze. Wracamy do domu.
Najpierw cisza, potem eksplozja.
Jak śmiesz?! Niewdzięczna zołza! Od rana stoję przy kuchni, dla kogo to wszystko?! Dla kogo?! Wiesława wybuchła gniewem. Ty specjalnie! Drwisz sobie ze mnie! A jeśli teraz mi coś pęknie?! Szymon! Daj Szymona!
Szymon słyszał wszystko. Nie ruszył się. Kasia po chwili nacisnęła czerwoną słuchawkę, wyłączyła telefon.
O to chodziło powiedziała mężowi. Tam znowu tłum. Liczyli na nas jako obsługę. Niech mama ogarnie gości sama, skoro zaprosiła cały tabun.
Wieczorem pojechali do rodziców Kasi.
Kontrast był widoczny od progu. Była krzątanina, ale atmosfera zupełnie inna. Nikt nie siedział z kwaśną miną, nie oczekując służby. Mama Kasi starała się upchnąć wielką miskę sałatki na stole, nawet ojciec kroił kanapki.
O, młodzież przyszła! ucieszył się, widząc córkę i zięcia. Szymon, przynieś krzesła z sypialni do salonu, bo nie macie gdzie siedzieć.
Szymon poszedł po krzesła. Kasia stanęła z mamą przy stole, pomagając rozstawiać talerze.
Pomagali, owszem, ale nie z obowiązku. Tu to nie był wyzysk, lecz coś zupełnie naturalnego. Każdy dołożył swoją cegiełkę, by wszystkim było dobrze.
Za stołem Kasia patrzyła na uśmiechniętą mamę i Szymona, który śmiał się z teściem, czując jak napięcie powoli opuszcza jej ciało. Sprawiedliwość w końcu zatriumfowała. Może brutalnie, może przez awanturę, ale Wiesława Aleksandrowa raczej nie odważy się ponownie wykorzystać ich jako obsługę. Mosty między Kasią a teściową zostały ostatecznie spalone, lecz to o wiele lepsze, niż być służącą na cudzym święcie życia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − 10 =

Obsługa dla jego mamy