Skaczesz po świecie jak kozica

Zobaczysz, Agatka, jakie cuda razem zrobimy! żywiołowo gestykulowała Weronika, siedząc na parapecie w akademiku na Powiślu. Ty w swoim doradztwie, ja w marketingu, a potem trach zakładamy własną agencję. Wszystko przed nami, naprawdę!
Agata podniosła wzrok znad notatek i roześmiała się, odrzucając do tyłu ciężki warkocz.
Werka, sesja za tydzień, a ty już imperium budujesz!
A co, nie wolno pomarzyć? Weronika zeskoczyła z parapetu i usiadła obok na odkształconym łóżku. Powiedz, serio, Agatka. My nie jak te papugi z roku. My przecież mamy głowy na karku. Przebijemy się, zobaczysz.
Agata odłożyła długopis i spojrzała na przyjaciółkę rozczochraną, w spranej koszulce, ale z iskrzącymi oczami. I właśnie w tej chwili uwierzyła jej całkowicie.
Przebijemy się, na pewno powiedziała cicho…
Dziesięć lat minęło, jak jeden oddech…
…Agata przegryzała te lata zębami. Praktyki w międzynarodowej firmie, potem nocne harówki nad raportami, angielski biznesowy o świcie, chiński co sobota. Konferencje, seminaria, networkingi. Pięła się w górę, łokcie i kolana zdarte, ale nie zwalniała tempa. Do trzydziestki nosiła już garnitury z włoskiej wełny, latała na negocjacje do Tokio, zapomniała nawet, kiedy ostatnio płakała z przemęczenia po prostu nie było kiedy.
…Weronika poznała Pawła na trzecim roku. Mechanik samochodowy, pachnący benzyną, patrzył na nią tak, jakby była jedyną kobietą w świecie. Na czwartym roku Werka zaszła w ciążę; na piątym rzuciła studia. Agencja marketingowa rozmyła się gdzieś pomiędzy pierwszymi ząbkami córki a kolejnymi narodzinami. Jej imperium stało się trzypokojowe mieszkanie na Bemowie, gdzie zarządzała garnkami, dziecięcymi fochami i wiecznie cieknącym kranem.
Czasem jeszcze się spotykały coraz rzadziej.
Agata przywoziła prezenty z delegacji: jedwabną apaszkę z Mediolanu, zestaw herbaty z Yunnanu. Wyjmowała zdjęcia, pokazywała świątynie w Kioto, opowiadała o negocjacjach z Japończykami.
Nic nie mówią wprost, wyobrażasz sobie? Wszystko aluzje, półtony. Przez trzy miesiące poznawałam ich etykietę, żeby nie dać plamy na pierwszym spotkaniu.
Weronika kiwała głową, obracała w dłoniach paczuszkę z herbatą i milczała. Potem wzdychała ciężko.
Tobie to dobrze. A u mnie Michaś znów wirusa z przedszkola przytaszczył, Paweł całymi dniami na warsztacie, pieniędzy jakby zawsze za mało…
Agata nie wiedziała, co odpowiedzieć. Między nimi wyrosła mur z innych żyć, zapachów, języków jej perfumy za dwieście euro kontra weronikowy proszek do prania dla dzieci.
…Na urodziny Weroniki Agata przyjechała prosto z lotniska. Granatowy kostium, szpilki, fryzura zrobiona w salonie VIP. Wtopiła się w towarzystwo lekko, żartowała, opowiadała o nowym projekcie, łapała ciekawskie spojrzenia mężczyzn, podziwiające kobiet.
Weronika siedziała w kącie…
Sukienka była stara, jeszcze ta, w której była trzy lata temu na imprezie Pawła. Włosy związała w kucyk, bo rano nie miała czasu nawet na suszarkę Michaś znowu rozrabiał. Obserwowała, jak Agata błyszczy w centrum pokoju, jak wszyscy jej słuchają, a w środku rosła ciemna, lepka nuta. To nie była zazdrość.
To było coś znacznie gorszego…
Agata weszła do kuchni po wodę, zatrzymała się na progu. Weronika stała oparta o okno, kurczowo trzymając kieliszek wina, patrzyła gdzieś w dal niewidzącym wzrokiem.
Werka, czemu tu stoisz sama? Agata podeszła i dotknęła jej ramienia. Chodź, Nadka właśnie wynosi tort.
Weronika wyrwała się, zrzucając dłoń Agaty.
Idź. Czekają tam na ciebie.
Agata zmarszczyła brwi, ale nie poddała się. Nalewając sobie wody, zaczęła ostrożnie:
Wiesz, zawsze chciałam ci powiedzieć… Brakuje ci pracy, widzę to. U mnie w firmie jest wolne stanowisko, początkowe, ale z perspektywami. Mogę pogadać z HR, dostałabyś się na staż, potem…
Kieliszek uderzył w blat, wino rozlało się czerwoną plamą.
Staż? Weronika się odwróciła, a Agata cofnęła się pod wpływem jej twarzy. Mi? Staż?
Werka, chciałam tylko pomóc…
Pomóc? Weronika roześmiała się, złośliwie, jakby złamała się gdzieś w środku. Słyszysz siebie? Wielka Agata Nowak raczy spojrzeć łaskawie na biedną koleżankę. Dziękuję za łaskę!
Źle zrozumiałaś Agata spróbowała zachować spokój. Widziałam, że ci ciężko, że chcesz więcej, i tylko proponuję rozwiązanie.
Pytałam cię o coś? Weronika zrobiła krok w stronę Agaty, ta cofnęła się mimowolnie. Zmieniłaś się, Agatka. Kiedyś byłaś normalna, teraz… Dumnie patrzysz z góry, z tym swoim Tokio i garniturami.
To niesprawiedliwe.
Niesprawiedliwe? Weronika wybuchnęła, ktoś zajrzał na sekundę z salonu, ale szybko wyszedł. A sprawiedliwe, że wszędzie wciskasz swoją idealną codzienność? Codziennie na Insta samolot, konferencja, smoothie za sto dwadzieścia złotych! Myślisz, że fajnie się na to patrzy?
Agata aż się zakrztusiła zaskoczeniem…
Dzielę się radością, Werka. To chyba normalne.
Radością? Weronika prychnęła. Ty po prostu się popisujesz! Pokazujesz, jaka jesteś najlepsza, a my nieudacznicy. Normalne Polki w trzydziestce mają rodzinę, dzieci, a ty? Skaczesz po świecie jak koza, bez męża i dziecka. Jałowa!
To słowo ugodziło Agatę w najbardziej miękkie miejsce.
Ciężko pracowałam głos Agaty drżał, choć starała się nad tym zapanować. Siedziałam nocami, gdy ty oglądałaś seriale. Uczyłam się języków, gdy ty gotowałaś zupy. To mój wybór, mam do niego prawo.
Daj spokój! Po trupach szłaś. Myślisz, że nie wiem, jak podłożyłaś Marcinę na tamtej pracy? Egoistka! Zawsze myślałaś tylko o sobie!
Agata umilkła, patrząc na dawną przyjaciółkę jej trzęsące się usta, czerwone plamy na policzkach, starą, dawno zbieraną złość, która wreszcie wylała się na wierzch.
I nagle wszystko stało się boleśnie jasne.
Nie mnie nienawidzisz, Werka Agata powiedziała cicho. Nienawidzisz siebie. Że nie zaryzykowałaś. Że się poddałaś. Łatwiej ci myśleć, że to ja jestem zła niż przyznać, że po prostu się bałaś.
Weronika pobladła.
Idź już!
Już Agata odstawiła szklankę i skierowała się do wyjścia. Żegnaj, Werka. Powodzenia w twojej codzienności.
Agata chwyciła torbę z wieszaka i wyszła. Zimny deszcz zaczął bić po twarzy, ale nawet się nie skrzywiła, ruszając w szarą kurtynę.
Szpilki odbijały rytm na mokrym chodniku. Drogie ubranie przemakało, przyklejało się do pleców, makijaż na pewno już spływał z oczu, ale co za różnica. Agata szła do metra, z każdym krokiem coraz swobodniej oddychając.
Czekała na ból. Na żal za piętnastoma latami przyjaźni, za tą dziewczyną z iskrzącymi oczami na parapecie akademika, za wspólnymi marzeniami i planami. Ale zamiast bólu przyszła ulga, głucha i trochę wstydliwa.
Ich przyjaźń nie umarła dziś. Gasła powoli, rok za rokiem, rozmowa po rozmowie. Za każdym razem, kiedy Agata dzieliła się radością w odpowiedzi widząc zaciśnięte usta. Za każdym razem, kiedy mówiła o planach Weronika przewracała oczami. Za każdym razem, kiedy próbowała wyciągnąć ją z bagna, a tamta chwytała ją za nogi, ciągnąc w dół.
Agata zjechała do metra i usiadła na pustym miejscu, nie patrząc na ślady wilgoci, które zostawiła. Wyjęła lusterko z torebki, spojrzała w swoje odbicie rozmazany makijaż, rozwichrzone włosy, zaczerwienione oczy. Uśmiechnęła się krzywo i schowała lusterko.
Jutro wstanie o szóstej, zrobi fryzurę, założy inny kostium i pojedzie do pracy. Bo życie nie kończy się przez cudzą zazdrość…
Miesiąc później Agatę wezwał dyrektor generalny. Weszła do gabinetu gotowa na wszystko nowy projekt, krytykę, kolejny maraton negocjacji. Aleksander Kwiatkowski podał jej teczkę z dokumentami. Agata przeczytała pierwszą stronę.
Stanowisko: Dyrektorka regionalna ds. Azji.
Roczny kontrakt Singapur.
Zasłużyłaś, Agato Nowak dyrektor odchylił się w fotelu. Zarząd podjął jednogłośną decyzję. Wylot za trzy tygodnie, zdążysz się przygotować?
Agata spojrzała mu w oczy i skinęła głową.
Zdążę.
Wyszła z gabinetu, przyciskając teczkę do piersi, patrzyła przez okno, gdzie listopadowe słońce malowało niebo pasami złota i czerwieni. Gdzieś na Bemowie Weronika pewnie gotowała obiad, narzekając Pawłowi na świat.
A Agata pakowała walizki do Singapuru.
I ani razu, przez całe życie, nie żałowała swojego wyboru. Jak mawiają każdy jest kowalem własnego losu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 − siedem =

Skaczesz po świecie jak kozica