Kochana, wiesz jak to jest samotność potrafi przyjść niespodziewanie, tak jak zimny wiatr od Bałtyku. Jagoda siedziała w kuchni, kiedy przyszedł jej kolega z sąsiedztwa, Krzysztof, opowiadał, że ma już żonę, a ona wciąż sama. Lepiej mieć choćby darmową pomoc przy sprzątaniu, niż wcale nic, mruknęła, patrząc na pustą szafkę.
Co ty, Jagodo, myślisz, że sama musisz się gubić? wtrąciła Kaja, nasza wspólna babcia, przewracając się ze śmiechu. Człowiek nie powinien być sam, a kobieta zawsze potrzebuje kogoś przy sobie. Inaczej to po prostu nie gra… A potem nikt nie zauważy, że coś się dzieje. Samotność, wiesz, to taka cicha rzeka, co wlewa się w nasze serca.
Co to za rzeka? zapytała Jagoda, zrzędząc na te wszystkie morały.
Samotność jest nieprzyjemna! wykrzyknęła Małgorzata, patrząc na siebie w lustrze, nie dostrzegając, że w jej domu nie ma gości. To jak chcieć dać komuś wodę, a samemu się spragniesz. Dzieci? Twoi mali pomocnicy!
Gdzie oni? zerknęła Jagoda, zaskoczona własnym pytaniem.
Gdzie? Gdzie… w Karczewie! w końcu zrozumiała, że babcia Małgorzata wciąż płacze po kątach, a Krzysztof odezwiał się, że nie ma już nic do roboty. Ty powinnaś wszystko wytrwać, a ja się o ciebie troszczę. Jedna z nas ma ciężki dzień, a dusza wciąż głodna. Dajmy znać, co myślisz?
Jagoda już od dziesięciu lat była w związku z Andrzejem, jej bliskim. Ten jej drogi pan, którego nazywała bratem serca, przybył na świat w 2012 roku, po raz pierwszy pod koniec lata. Po chwili wpadł do domu, ale nie zostawił już więcej niż wspomnienie. Kiedy Jagoda dowiedziała się o tym, podjęła decyzję wybrała dwie szklanki wina i dwie butelki wódki, a potem zamówiła ich kilka. Choć mąż próbował jej wmawiać, że raz można, a nic nie jest straszne, jeśli jest razem, ona nie mogła się po prostu poddać. Rozpad miał miejsce.
Mąż podszedł, zostawiając w ręku starą krowę i dwójkę kurczaków dla byłej żony oraz dwóch dzieci na podwórku. Dzieci wyjechały i rozeszły się po różnych stronach kraju. Syn wziął pracę w Poznaniu, córka szybko wyszła za mąż i wybrała się za granicę. Jagoda została sama w małym, dwupokojowym mieszkaniu w samym centrum Warszawy.
Samotne życie nie przerażało jej. Znalazła pracę w marketingu, gdzie zarabiała kilka tysięcy złotych miesięcznie, i cieszyła się, że ma gości dzieci i Małgorzatę w swoim domu. Mimo braku wielkiego wykształcenia, zawsze znajdowała sobie zajęcie i nie nudziła się. Czytała, pływała, chodziła na jogę, uwielbiała podróże, a od czasu do czasu biegała po lesie z przyjaciółmi. Żyła tak, jak chciała.
Aż pewnego dnia Małgorzata postanowiła uregulować swoją przyszłość
Posłuchaj mnie, Jagodo. Mężczyzna w porządku, jeszcze nie za stary, ma 61 lat. Siedem lat różnicy w wieku jest w porządku. Dom wielki, przytulny, gospodarstwo z krówkami, kozami, świnami i kurami nie brakuje niczego! To zdrowe jedzenie ziemniaki, kapusta, mięso, jajka. Wystarczy kilka lat, a będziesz mieć spokój. Dodatkowo facet sympatyczny, wykształcony, mówi po książkowo Spróbuj, co? namówiła Małgorzata, chcąc mnie przekonać.
Dobrze, Małgorzata, poznam swojego sąsiada balagura i tak będzie. Nie obiecywałam niczego, ale wiesz, co mówią: bez pracy nie ma kołaczy. Małgorzata nie chciała już dłużej odkładać sprawy, więc zorganizowała spotkanie z Krzysztofem.
Krzysztof okazał się nieco tajemniczy, ale mały, muskularny, z zadbanymi paznokciami. Głęboki głos, nieco szorstki, ale wciąż wesoły. Mówił, że nie potrzebuje niczego, a jego imię brzmiało jak wiersz Wojtek. Po pierwszym spotkaniu Jagoda poczuła, że coś w nim drga. Zaczęła się zastanawiać, czy to nie jest właśnie to, czego potrzebuje trochę wsparcia.
Wojtek, który miał dwie osoby w gospodarstwie, był gotów na nowy rozdział. Jagoda myślała, że może w końcu znajdzie równowagę, a on był gotów przyjąć ją w swój świat. Mężczyzna miał w domu stodołę, krowy, kozy i świnie, wszystko w porządku, choć nie zawsze widoczne na pierwszy rzut oka. Byli tam też dwaj pracownicy, pochodzący z Azji, którzy pomagali przy pracy.
Jagoda napisała do Wojtka wiadomość, że nie chce już kolejnych spotkań, bo nie ma już ochoty na wielkie zmiany. Wojtek odebrał telefon po kilku dniach. Po krótkiej rozmowie obaj zrozumieli, że nie są dla siebie. Jagoda wstała rano, umyła się, wypiła kawę z bukietem i spojrzała przez okno, myśląc o dzieciach, które dawno nie widziała. Musiała odwiedzić syna, a córkę przywitać na urodziny. Potrzebowała też nowej torebki i ciepłego płaszcza. Mimo wszystko, zadzwoniła do Leny, by umówić się na spotkanie.
Zaczęła się zastanawiać, czy wszystko, co ma, jest naprawdę potrzebne. Mieszkała w centrum, miała przyjemną pracę, małą działkę, na której latem uprawiała warzywa, a zimą hodowała kurę niosącą jaja. Sama prowadziła farmę. Kupiła nawet nowy samochód za osiem tysięcy złotych. Nie wiedziała, po co sobie to wszystko, ale wiedziała, że musi dbać o porządek w domu, gotować obiad, sprzątać i zarządzać gospodarstwem. Dochód z tego biznesu był przyzwoity, choć nie bogaty, a na emeryturę jej wystarczałby mały fundusz.
Wszystko, co potrzebuje Jagoda, jest po prostu potrzebne do wygodnego życia. Czy to nie jest trochę jak w domu, gdzie trzeba zająć się ogrodem, zrobić przetwory i pogodzić się z dwoma piętrami schodów? Wieczorem zadzwoniła do Małgorzaty.
Małgosiu, nie bierz tego do siebie. Postanowiłam odrzucić propozycję Wojtka, bo nie czuję się gotowa na kolejny związek. Może kiedyś znajdę kogoś, kto naprawdę mnie doceni, ale teraz wolę zostać sama. On nie wyglądał na kogoś, kto szukałby żony, a raczej siły w pracy.
Małgorzata przyznała, że trochę się rozczarowała, ale rozumiała. Po kilku dniach Jagoda wstała, wzięła prysznic, wypiła kawę i udała się na spacer po Łazienkach. Pomyślała o synu, który mieszka w Poznaniu, o córce, która przyjeżdża na święta, i o tym, że musi kupić nową torbę i ciepły płaszcz. Zadzwoniła do Leny, żeby umówić się na kawę i pogadać o życiu.
Tak właśnie wyglądało jej codzienne życie pełne małych radości, trochę samotności, ale i wiele miłości do siebie samej. Nigdy nie zapomnę, że jedyne, co naprawdę potrzebujemy, to odrobina wsparcia i odrobina odwagi, żeby iść dalej.



