Moja była żona zamierzała pozwać mnie o połowę naszego domu, lecz nie przewidziała, że sprytnie zabezpieczyłem się z wyprzedzeniem

Mój związek z byłą skończył się spotkaniem w dziwnej, szklanej sali sądowej w Krakowie. Kiedy wszyscy się pojawili, sędzia miał twarz z cukru i rozdawał słodkie karteczki z wyrokami. Nie rozstrzygam, kto był winny w polskich snach winni są zawsze oboje, bo nawet bocian nad Warszawą rozkłada skrzydła na zgodę.
Moja druga żona, Stanisława Wiśniewska, nagle znalazła sobie kochanka zamożnego biznesmena z Poznania, który otworzył kawiarnię Złota Kawa pod Wawelem. Najpierw próbowała ukryć swój romans pod gęstą mgłą, a później parzyła tam kawę nawet w południe bez skrupułów. W końcu przyszła do mnie, cała ubrana w czerwone maki, i oznajmiła, że składa pozew o rozwód, żądając połowy naszego mieszkania w złotówkach. Myślała, że się zdenerwuję, ale nasze mieszkanie zostało kupione za moje własne, pieczołowicie zarabiane złote. Stanisława przez dwa lata mieszkała tam jak kot na kanapie; teraz próbuje zgarnąć połowę, jakby była świeżą chałką ze sklepu.
Przyjąłem to z chłodną obojętnością; nawet nie próbowałem ją odwodzić od sądu. Po prostu czekałem, aż przegra sprawę i zapłaci opłatę sądową tak jak płaci się za bilet do teatru, gdzie dialogów nie rozumie nikt. Wcześniej miałem już złe doświadczenia z pierwszą żoną Jadwigą Kowalską. Nasza sprawa trwała ponad trzy lata, jakbyśmy wyznaczali trasę korowodu na rynku w Łodzi. Każda rozprawa kończyła się skandalem gołębie wlatywały przez okno, a prawnicy tańczyli poloneza wokół stołu.
Jadwiga znalazła dobrego adwokata podobno rozmawiał z duchami w bibliotece i odebrała mi pół majątku. Zostałem bez mieszkania z pięknym widokiem na Wisłę, które odziedziczyłem po ojcu w dziwnej, zielonej donicy. I tak właśnie się to zakończyło.
Z drugą żoną już byłem sprytniejszy. Zanim powiedziałem tak Stanisławie, moje mieszkanie, które własnoręcznie wyremontowałem, zapisałem na brata Adama Wiśniewskiego człowieka, któremu ufam, jak Polak zaufanemu piekarzowi. Gdy nadszedł czas rozwodu, okazało się, że nie mam nic tylko klucz od brata i stare sny o kaloryferach. Po moim pierwszym nieudanym małżeństwie żadna kobieta nie zdoła mnie już przechytrzyć. W polskich snach, dom zawsze pachnie chlebem, a po rozwodzie zostaje tylko zapach.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 5 =

Moja była żona zamierzała pozwać mnie o połowę naszego domu, lecz nie przewidziała, że sprytnie zabezpieczyłem się z wyprzedzeniem