Dawno temu, kiedy jeszcze pamiętam, matka mojego brata, Helena Kowalska, nie raz wykrzykiwała do syna: Twoja żona psuje nam wszystkie święta!
Tomasz jej jedyny syn odzywał się wideo, szeroko się uśmiechając: Jadwiga proponuje, że jutro spotkamy się w restauracji albo w kawiarni.
Helena, choć nieco surowa, dodała: Dobry pomysł, ale niech Jadwiga sama wybierze miejsce, żebyśmy nie musieli w trakcie zamawiania zmieniać lokal.
Tomasz zapewnił, że już wybrał. W naszej okolicy otwarto nowy lokal, jutro go wypróbujemy powiedział beztrosko.
Helena, choć niechętnie, poprosiła o adres i godzinę. Po chwili otrzymała wiadomość ze szczegółami. W jej rodzinie były dwie synowe Jadwiga i Katarzyna oraz zię, Marek. Z Katarzyną i Markiem relacje układały się gładko, lecz z Jadwigą
Helena nie wtrącała się w życie Jadwigi, raczej starała się trzymać na uboczu, ale dziewczyna nie potrafiła zachować się przy stole, brakowało jej taktu. Kilka miesięcy wcześniej cała rodzina wybrała się do restauracji, a zamiast miłego popołudnia słuchała kaprysów Jadwigi.
Nie podoba mi się to danie, narzekała. Kelner nie uśmiechnął się prawidłowo. Menu jest ubogie. Z powodu ostatniego razu musieli nawet dwukrotnie zmienić lokal.
Jednak wtedy Jadwiga znalazła kolejny powód do sprzeciwu. Zamówiła sałatkę i poprosiła, by nie dodawano do niej cebuli.
Proszę, sałatka bez cebuli powiedział kelner, kładąc talerz przed Jadwigą.
A co to jest na sałatce? zapytała niesmacznie, wskazując manicurzem gałązkę koperku.
To ozdoba odparł zaskoczony kelner.
Czy miałem prosić o koper w sałatce? spierająco brzmiała odpowiedź Jadwigi.
Jeśli chce Pani, mogę go usunąć, w samej sałatce nie ma koperku zaoferował kelner, myśląc, że rozwiązał problem.
Usuńcie całą waszą sałatkę, popsuła mi się apetyt Przynieście mi mleczny koktajl rozkazała Jadwiga, odwracając się w stronę okna.
Wszystkie jej kaprysy zostały spełnione, a obsługa nie podniosła głosu. Atmosfera wieczoru legła w gruzach. Jadwiga siedziała z nadmuchanymi wargami i obrażonym wyrazem twarzy, podczas gdy reszta rodziny jedła i rozmawiała, więc wyjścia do lokali z nią były niczym tortura.
Nawet rodzinne spotkania nie omijały jej przywar. Jej kapryśność i impulsywność zatruwały każde przyjęcie. Na pogrzebie ciotki Tomasza Jadwiga zdołała wywołać skandal.
Kto tę naleśnikową potrawę przygotował? Są takie gumowe! wykrzyknęła głośno.
Helena próbowała ją uciszyć: Nie musisz krzyczeć, po prostu ich nie jedz.
A co tu właściwie jest? Gotuję lepiej dla swojego psa, alkohol i soki też są tanie. Fuj zmarszczyła nos.
Nie przyszedł tutaj po jedzenie, lecz po pożegnanie. Proszę, okaż szacunek i przestań się obrażać powiedziała cicho teściowa.
Jadwiga odpowiedziała smutno: Zaproszono nas pożegnać, a pożegnać nie ma.
Wydawało się, że incydent już za sobą, lecz nie trwało to długo. Kilku krewnych zadzwoniło do Heleny, opowiadając, jak Jadwiga narzekała im na potrawy i zachowywała się nieodpowiednio. Żona Tomasza poczuła wstyd i przysięgła, że nigdy nie zabierze Jadwigi na podobne uroczystości.
Zbliżały się urodziny Heleny, a Jadwiga z mężem zamierzali przyjść na rodzinne przyjęcie. Helena, przewidując to, oznajmiła, że nie czuje się najlepiej, i odłożyła świętowanie na nieokreślony termin. Wiedziała, że pod koniec miesiąca Tomasz wyjedzie w delegację na kilka dni właśnie na tę okazję czekała.
Z wyprzedzeniem opracowała podstępny plan, by uczcić urodziny bez Jadwigi. Gdy Tomasz zadzwonił do matki z innego miasta, Helena rozesłała zaproszenia pozostałym dzieciom. Jadwiga, jak zwykle, nie została poinformowana o rodzinnym święcie.
Urodziny Heleny upłynęły w radosnej atmosferze, bez niezadowolonych gości. Nie trzeba było słuchać krytyki jedzenia czy napojów. Po raz pierwszy od dwu lat Helena mogła odpocząć w towarzystwie dzieci.
Jednak szczęście nie trwało długo. Ktoś z gości wrzucił zdjęcia z przyjęcia na media społecznościowe, a Jadwiga natychmiast je zobaczyła.
Halo, Heleno, naprawdę świętowaliście? zapytała z urazą.
Tak, po co pytać, już od kilku tygodni się zdradzamy odparła matka.
Dlaczego mnie nie zaprosiliście?
Tomasz wyjechał w delegację, a sama pewnie by się nudziła
Ze mną nigdy nie jest nudno, po co pomyśleliście inaczej? Dlaczego nie poczekaliście na powrót Tomasza? dopytywała Jadwiga.
Helena, nie mając innego wyjścia, wykrzyknęła: Bo żona psuje wszystkie nasze święta swoim kwaśnym spojrzeniem! od razu żałując słów.
Co? To ja psuję? Myślałam, że jesteś dobrą kobietą, a Ty szlochając, odrzuciła słuchawkę.
Kilka godzin później Tomasz zadzwonił do matki, pełen oburzenia.
Dlaczego tak traktujesz moją żonę? Co jej uczyniła? pytał.
Helena odpowiedziała: Nic nie zrobiła, ale Jadwiga ciągle psuje uroczystości, a Ty nie potrafisz jej postawić na miejsce.
Jak ona psuje? zdziwił się syn.
Kapryśnymi uwagami, nie da się z nią nawet do restauracji pojechać, nie mówiąc o wspólnym stole w domu. Zawsze narzeka, zawsze niezadowolona! wyznała.
Tomasz próbował bronić: Ona jest szczera i bezpośrednia, w przeciwieństwie do Ciebie, a ja zawsze traktowałem ją jak córkę.
Helena kontratakowała: Szczerość i niekulturalność to dwie różne rzeczy. Jeśli chcesz, żebym była jak matka, niech się zachowuje jak dorosła, a nie jak mała kapryśna!
Tomasz, po chwili namysłu, przyznał: Będę przy niej pilnował i pokażę, jak się zachowywać. Ale obiecaj mi, że zawsze zaprosisz Jadwigę na święta.
Helena zgodziła się niechętnie, pod warunkiem, że to będzie pod odpowiedzialnością Tomasza.
Niestety Jadwiga nie zmieniła się. Starała się powstrzymać scen, lecz jej wysiłki były bezowocne. Helena nie miała wyboru musiała lekceważyć jej wybryki i nie wchodzić z Tomaszem w kolejne kłótnie. Wybrała więc mniejsze zło, trzymając się z daleka od kolejnych dramatów.



