Rodziców się nie wybiera…

Na dworze było późno i tak mroźno, że ledwo zdążyłem wrócić po pracy do domu z dworca. Po dotarciu do domu, zobaczyłem ten sam obrazek, co zwykle. Dzieci sąsiadów w podniszczonych jesiennych płaszczach, nie mogły wejść do ich domu.

– Mamo, tato, otwórzcie! Jest zimno, bardzo zimno. – Poprosiła starsza z nich drżącym głosem.

– Czy po wypiciu alkoholu ze znajomymi, rodzice zasypiają? – Zapytałem.

Dziewczynka Alina westchnęła ciężko, ale nic nie odpowiedziała. Jej bracia przytulili się do niej, ukrywając przede mną swoje twarze z zarumienionymi nosami.

– Chodźcie ze mną. Musicie się ogrzać i coś zjeść. Na pewno jesteście głodni przez cały dzień.

Dzieci poszły za mną na następne podwórko.

Nie mają nawet odpowiednich ubrań, w tych łachmanach szybko zamarzliby na śmierć, nawet przy lekkim mrozie. Rodzice nigdzie nie pracowali, a pieniądze zarobione na sprzedaży butelek, makulatury, złomu, przepijali w mgnieniu oka. Dzieci nie chodziły nawet do szkoły, czy przedszkola i żyły tak, jak musiały.

To nie był pierwszy raz, kiedy rodzice wysłali dzieci na „prywatne” życie w małym, zniszczonym domu. Codziennie odbywały się burdy, przekleństwa, odgłosy tłuczonych butelek, a matka dzieci była ciągle posiniaczona. Za każdym razem rezultat był taki sam, para kłóciła się, a potem zasypiała w pijackim zapomnieniu, zaniedbując dzieci, które zostawały na dworze lub były zabierane przez sąsiadów.
Niejednokrotnie musiałem przetrzymywać je przez noc, ponieważ nie można było się do nich dostać. Rano dostałem karę, za zabranie dzieci bez poinformowania rodziców.

Najwyraźniej nadszedł czas, aby napisać skargę do biura opieki społecznej, zanim coś stanie się z dziećmi. Moi sąsiedzi i ja, niejednokrotnie kłóciliśmy się z rodzicami i składaliśmy liczne doniesienia na policję – wszystko bezskutecznie. No dobrze, w lecie dobrze, spali w szopie, a teraz zima i takie srogie mrozy.

Tym razem, nie udało mi się z nimi skontaktować, ale Alina powiedziała mi, że widziała ojca i jego kolegów wychodzących z domu, gdy szła z braćmi. Dziwne, może dziewczyna się pomyliła, zwłaszcza że widziała z daleka. Nawet nie podejrzewałem, że coś jest nie tak i nie sądziłem, że to właśnie tej nocy ich życie się zmieniło.

Ich matka, też nie otwierała rano drzwi. Poprosiłem o zwolnienie z pracy i wezwałem policję. O dziwo, policja i pogotowie ratunkowe przyjechały szybko, biorąc pod uwagę, jak daleko mieszkaliśmy. Drzwi trzeba było otworzyć siłą. Teresa leżała na podłodze w kałuży krwi i nie ruszała się, ale były jeszcze oznaki życia. Lekarz, po wstępnym badaniu, stwierdził, że najprawdopodobniej doznała urazu głowy, ale ponieważ kobieta była w takim stanie przez całą noc, nie było gwarancji, że uda się ją uratować.

Teresa została wysłana do szpitala, a ja zatrzymałem dzieci przy sobie. Złożyłem zeznanie, podpisałem stos papierów i pomogłem sporządzić szkic męża Teresy. Policja musiała go przesłuchać i stworzyć obraz tego, co wydarzyło się w domu tamtej nocy.

– Wujku Szymonie, czy nie oddasz nas do sierocińca, jeśli moja mama umrze? Boję się tam iść. Słyszałam, że jest tam bardzo źle…

Alinka patrzyła na mnie oczami pełnymi łez i nadziei, ale ja nawet nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć. Było mi ich żal. Byłem w dość dobrej sytuacji, jak na naszą wieś, a mój syn już dawno dorósł i wyjechał za granicę. W dużym domu jest samotnie, a mój syn jest daleko i rzadko przyjeżdża w odwiedziny. Nie prosi mnie o pomoc, wręcz przeciwnie, sam pomaga.

Niestety Tamary nie udało się uratować, pomoc medyczna dotarła do niej zbyt późno. Zorganizowałem jej pogrzeb, nie mogłem pozwolić, aby pochowano ją na cmentarzu szpitalnym. Pojawiła się kwestia dzieci sąsiadki. Na razie mieszkały ze mną, ale wkrótce miały zostać zabrane przez rodzinę zastępczą. Myślałem o tym, żeb samemu się nimi zaopiekować, bo przecież nie były mi obce, znałem je od dziecka, ale bałem się takiej odpowiedzialności. Oczywiście zadzwoniłem do syna i opowiedziałem mu o wszystkich wydarzeniach w naszej okolicy oraz o tym, że dzieci zostały osierocone, mimo że ich ojciec żył.

– Tato, to zależy od Ciebie, ale ja bym się zgodził. Znam Cię, jeśli teraz odmówisz, później będziesz się obwiniać za błędną decyzję. Poza tym, zawsze chciałem mieć młodszego brata lub siostrę, a jest ich troje. Wtedy łatwiej będzie Ci zarządzać i będziesz miał kogoś, kto się Tobą zaopiekuje, kiedy ja będę się urządzać w Kanadzie.

Ojciec dzieci został odnaleziony i zatrzymany. Przyznał się do zabicia żony z zazdrości.
Z pomocą syna, zebrałem wszystkie potrzebne dokumenty i przejąłem opiekę nad dziećmi. Alina, Tomek i Damian zamieszkali ze mną. Postanowiliśmy zachować pomoc państwa na ich dalszą edukację. Miałem o wiele więcej zabawy, czułem się, jakbym wrócił do lat dziecięcych mojego syna. Dzieci stale pomagają mi w obowiązkach domowych, a Alina czasami pomaga mi w pracy.

Mój syn powiedział, że wyglądam teraz dużo młodziej, co jeszcze może mi brakować? Dom jest pełen dzieci i ich rozbrzmiewającego, radosnego śmiechu!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × cztery =

Rodziców się nie wybiera…