Zakochałem się w żonie mojego przyjaciela – ukrywaliśmy nasz romans przed nim, dopóki Maria nie zacz…

Z Beatą pracowaliśmy w tej samej firmie, lecz w innych oddziałach, w sercu Warszawy. Bywało, że oboje zostawaliśmy po godzinach; wtedy jej mąż mój wieloletni przyjaciel, Paweł dzwonił do mnie z prośbą, bym odprowadził Beatę na przystanek tramwajowy, bo bał się o nią w nocy. Tak więc czasem czekałem na Beatę w marmurowym holu, a potem szliśmy razem przez rozświetlone ulice, rozmawiając o wszystkim od polityki po nowe wystawy w Zachęcie.
Z czasem odkryliśmy, że mamy wiele wspólnego, choć Paweł nie rozumiał jej pasji do literatury czy teatru. Ja znajdowałem w tych rozmowach prawdziwą przyjemność i stopniowo nasza relacja przeszła w coś więcej pożegnania zamieniały się w czułe uściski, potem w pocałunki na policzku, aż pewnej deszczowej nocy Beata pocałowała mnie naprawdę, zupełnie zapominając o nadjeżdżającym tramwaju.
Wiedziałem, jak bardzo to jest złe wobec Pawła i ich rodziny, lecz nie mogłem powstrzymać uczuć do Beaty.
Beata zaczęła wymyślać historie o pracy po nocach tylko po to, by spędzać ze mną wieczory. Opowiadała mężowi, że ma delegacje do Krakowa albo jedzie odwiedzić matkę na mazurskiej wsi, podczas gdy tak naprawdę chodziliśmy na romantyczne kolacje i spacery nad Wisłą, kiedy Paweł był w pracy i nie mógł nas zauważyć.
Kochałem Beatę szczerze i choć nigdy nie rozmawialiśmy o tym, żeby odeszła od męża, miałem pewność, że gdybym ją poprosił, bez wahania złożyłaby pozew o rozwód. Sam żyłem w naiwnych marzeniach, odbierając szczęście nie komuś obcemu, lecz swojemu przyjacielowi. Nieraz siedzieliśmy razem w barze przy ul. Krakowskie Przedmieście, Paweł żalił się, że Beata ostatnio ciągle się stroi, wychodzi wieczorami i może ma kogoś… A ja udawałem, że go pocieszam, po czym w pośpiechu biegłem na spotkanie z ukochaną.
Nie pojmowałem, dlaczego tak rujnuję czyjeś życie, dopóki pewnego dnia Beata przyszła do mnie po kłótni z Pawłem. Była roztrzęsiona, gotowa wyładować swoją złość.
Ciągle tu jest brudno! Nie umiesz wziąć mopa i posprzątać podłogi? Lodówka wiecznie świeci pustkami. Myślisz, że mam sprzątać i gotować w dwóch domach? Jesteś tylko moim kochankiem, nie adoptowanym dzieckiem, naucz się radzić sobie sam!
Zamarłem. Zrozumiałem, że Beata nie kocha mnie, tylko traktuje jako ucieczkę od domowych problemów. Nasze romantyczne chwile zamieniły się w taką samą prozę życia, jaką miała z Pawłem. Przestałem być dla niej ciekawy.
Dziś żałuję, że to ja pierwszy poprosiłem ją o zerwanie. Wieczorem dostałem od niej SMS-a: Wyjeżdżam. Nie waż się mówić Pawłowi. Nie zamierzałem. Wstydziłem się spojrzeć mu w oczy, nie mówiąc już o wyznaniu prawdy. Powiedziałem mu tylko, że od teraz wracam wcześniej, więc nie będę odprowadzać Beaty na przystanek.
Tak to jest szczęście na czyimś nieszczęściu nie trwa długo. Od tamtej pory żyję z lękiem, że nowa dziewczyna może okazać się identyczna jak Beata… I tylko cichy szelest banknotów złotowych, wypłacanych w barze, przypomina mi o tym, ile zapłaciłem za chwilę cudzego szczęścia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 2 =

Zakochałem się w żonie mojego przyjaciela – ukrywaliśmy nasz romans przed nim, dopóki Maria nie zacz…