– Wezmę twoją córkę do mojej klasy, jeśli nie masz nic przeciwko – powiedziała nauczycielka, która usłyszała rozmowę mojej mamy, dyrektorki i jeszcze jednej nauczycielki.

Wezmę waszą dziewczynkę do swojej klasy, jeśli nie macie nic przeciwko powiedziała nauczycielka, która usłyszała rozmowę mojej mamy, dyrektorki i jeszcze jednej nauczycielki.

Ta pani, do której klasy mama próbowała mnie zapisać, kategorycznie nie chciała mnie przyjąć.

Przecież będzie u was dwóją, czytać nie umie, nawet liter w sylaby nie potrafi ułożyć przekonywała. I gdzie to słyszane, żeby w klasie A były dwóje?

Miała rację. Ani czytać, ani pisać nie potrafiłam, mama nie mogła się zająć moją nauką, bo latem w ogóle nie miałam ochoty ślęczeć nad elementarzem. Wolałam biegać po podwórku. Mama często mówiła: Od rana do nocy tylko się włóczysz. A ja po prostu chciałam poznać każdy zakamarek naszego podwórka, a potem i innych, wspinać się na każde drzewo. Z takimi marzeniami nawet od świtu do zmierzchu nie zdążyłabym wszystkiego zwiedzić.

Ale pani Jadwiga Nowakowska musiała wtedy coś we mnie dostrzec. Tak trafiłam do klasy B. Zachowanie miałam okropne, ale uczyłam się znakomicie. Nauka przychodziła mi z łatwością, a ona potrafiła znaleźć klucz do każdego dziecka.

Jakże ją kochaliśmy! W naszej klasie do piątej nie było ani jednej dwóji, nawet tróji sami prymusi. Inaczej u pani Jadwigi po prostu się nie dało.

Gdy kończyliśmy podstawówkę, była już na emeryturze. Swoich dzieci nie miała, męża też. Całe życie poświęciła nauczaniu.

Często zbieraliśmy się u niej w weekendy to była dla nas prawdziwa uroczystość. W jej domu zawsze stały świeże kwiaty, a na stole czekały stosy słodyczy, choć w tamtych czasach to był prawdziwy skarb. Nieraz zastawaliśmy u niej dawnych uczniów, którzy opowiadali nam o szkolnych wycieczkach i przygodach. Słuchaliśmy z wypiekami na twarzach i marzyliśmy, że kiedyś i my wrócimy tu z własnymi opowieściami i paczkami cukierków.

Mieszkała sama w trzypokojowym mieszkaniu, które odziedziczyła po rodzicach. Urządzone skromnie, ale z wielkim smakiem. Lubiliśmy przeglądać rzeczy na półkach pamiątki od uczniów lub ich własnoręcznie wykonane drobiazgi. W jednym pokoju stały same regały z książkami, całe morze tomów, a obok wygodny fotel.

Właśnie tam siadała, a my jak pisklęta gromadziliśmy się na miękkim dywanie u jej stóp. Wybierała jakąś ciekawą książkę i czytała nam, a potem żywo dyskutowaliśmy. Opowiadała też o malarzach, poetach, kompozytorach, puszczała płyty zanurzaliśmy się w świat sztuki.

Na początku każdej pory roku cała klasa szła z sztalugami do pobliskiego parku. W ciszy przenosiliśmy na papier to, co widzieliśmy i czuliśmy. Tylko zimą malowaliśmy w jej mieszkaniu, patrząc przez okno na ośnieżone drzewa. Jej obrazy były przepiękne potem wręczała je któremuś z nas. Graliśmy też w warcaby, a zwycięzca dostawał nagrodę.

Po skończeniu szkoły często ją odwiedzaliśmy. Wychowała jeszcze jeden rocznik, zanim odeszła z pracy. Ale nie na odpoczynek uczyła się w domu z dziećmi.

Odeszła w wieku osiemdziesięciu lat. Siedząc w swoim ulubionym fotelu z książką w dłoniach, zamknęła oczy, jakby zasnęła. Obok była jedna z jej uczennic, Kasia. Mając już ponad czterdzieści lat, pracowała jako lekarka i zawsze po dyżurze wpadała do pani Jadwigi.

Nigdy nie widziałam tylu płaczących ludzi na pogrzebie. Kwiatów było bez liku, a słów wspomnień jeszcze więcej.

Taka była Jadwiga Nowakowska. Jej rodzina nie składała się z kilku osób, ale z dziesiątek ludzi, którzy ją kochali. Pamiętała każdego ucznia, dla każdego miała dobre słowo. Nigdy nie musiała podkreślać swojego autorytetu był oczywisty. Jak powiedział jeden z jej wychowanków: Nie była zwykłą nauczycielką. Była przewodniczką, która pokazała nam, jak piękny, życzliwy i pełen tajemnic jest ten świat. To ona zapaliła w nas iskrę ciekawości i miłości do nauki.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + siedemnaście =

– Wezmę twoją córkę do mojej klasy, jeśli nie masz nic przeciwko – powiedziała nauczycielka, która usłyszała rozmowę mojej mamy, dyrektorki i jeszcze jednej nauczycielki.