Dziś znów nagrałam rozmowę rodziców. Klucz zaskoczył w zamku, a ja, starając się nie hałasować, wślizgnęłam się do mieszkania. W przedpokoju było ciemno, tylko z kuchni sączyła się wąska smuga światła. Rodzice znów nie spali, choć było już dobrze po północy. Ostatnio stało się to regułą te długie nocne rozmowy za zamkniętymi drzwiami. Zwykle ciche, ale czasem przeradzające się w stłumione sprzeczki.
Zdejmując buty, postawiłam torbę z laptopem na komodzie i przemknęłam korytarzem do swojego pokoju. Nie miałam ochoty tłumaczyć, czemu się spóźniłam, choć powód był ważny projekt w pracy nie chciał się skończyć, a termin gonił.
Przez ścianę dobiegały stłumione głosy.
„Nie, Wojtku, już dłużej tak nie mogę” mama mówiła cicho, ale w jej głosie czuć było wyraźne podenerwowanie. „Obiecywałeś jeszcze w zeszłym miesiącu.”
„Grażyno, zrozum, teraz nie jest dobry czas” tata, jak się zdawało, znów się tłumaczył.
Westchnęłam zmęczona. Ostatnio rodzice wciąż się o coś spierali, ale przy mnie udawali, że wszystko gra. W końcu oboje mają już po pięćdziesiątce, ja dawno dorosłam, ale i tak nieprzyjemnie było uświadamiać sobie, że w ich związku coś się psuje.
Rozebrałam się, umyłam i wsunęłam pod kołdrę, ale sen nie przychodził. Myśli krążyły wokół tego samego. Mój brat Krzysiek mieszkał osobno, w innym mieście, i rzadko przyjeżdżał. Jeśli rodzice zdecydują się na rozwód kto z kim zostanie? Komu przypadnie mieszkanie? I dlaczego ukrywają przede mną swoje problemy?
Głosy za ścianą nie milkły. Sięgnęłam po słuchawki chciałam zagłuszyć cudze tajemnice muzyką. Dłoń zahaczyła o telefon, który upadł na dywan. Podnosząc go, przypadkowo włączyłam dyktafon. Palec zawisł nad ekranem.
A może… nagrać ich rozmowę? Tylko po to, żeby wiedzieć, o co chodzi, a nie gdybać. W końcu jeśli zapytam wprost, na pewno odpowiedzą wymijająco, że wszystko w porządku.
Sumienie ukłuło mnie nieprzyjemnym chłodem. Podsłuchiwanie jest nieładne, a nagrywanie tym bardziej. Ale z drugiej strony to przecież moi rodzice, moja rodzina. Mam prawo wiedzieć, jeśli dzieje się coś poważnego.
Zdecydowana, włączyłam dyktafon, położyłam telefon bliżej ściany i nakryłam się kołdrą z głową.
Rano, szykując się do pracy, zauważyłam, że zarówno tata, jak i mama wyglądają na niewyspanych. Przy śniadaniu prawie nie rozmawiali, ograniczając się do zdawkowych pytań.
„Wróciłaś wczoraj późno” zauważyła mama, nalewając herbatę. „Znowu zostałeś w pracy?”
„Tak, kończyliśmy projekt” skinęłam głową. „A wy czemu nie spaliście?”
„Ach tak, oglądaliśmy film” machnęła ręką mama, nawet nie patrząc na mnie.
Tata zatopił się w gazecie, udając, że pasjonuje go artykuł.
„Dzisiaj nie czekaj na mnie na obiad” powiedział, nie podnosząc wzroku. „Spotkanie z klientami, pewnie się przeciągnie.”
Mama zacisnęła usta, ale nie odezwała się.
Całą drogę do biura walczyłam z pokusą odsłuchania nocnej rozmowy. Ale w metrze było za dużo ludzi, a poza tym czułam się z tym dziwnie. Postanowiłam poczekać do wieczora.
Dzień ciągnął się w nieskończoność. W końcu, wracając do domu, odkryłam, że mamy nie ma wiadomość na kartce informowała, że poszła do koleżanki i wróci późno. Tata, zgodnie z zapowiedzią, został w pracy. Idealny moment.
Wczołgawszy się pod koc na kanapie, włączyłam nagranie.
Na początku słychać było tylko urywki zdań, potem nagranie stało się wyraźniejsze.
„…powiemy Jadzi?” głos taty brzmiał zatroskany.
„Nie wiem” westchnęła mama. „Boję się, że nie zrozumie. W końcu tyle lat minęło.”
„Ale ma prawo wiedzieć.”
„Oczywiście, że ma, ale jak wytłumaczyć, że tak długo milczeliśmy?”
Zdrętwiałam. O czym oni mówią? Jaką prawdę przede mną ukrywają?
„Pamiętasz, jak to się zaczęło?” nagle zapytał tata, a w jego głosie pojawił się uśmiech.
„Jakżeby inaczej” zaśmiała się mama. „Myślałam, że to na chwilę, a okazało się na całe życie.”
„Ale jakie życie!” prychnął tata. „Choć czasem bywało ciężko.”
„Zwłaszcza gdy pojawiła się Jadzia.”
Serce ścisnęło mi się w piersi. Co znaczy „zwłaszcza”? Byłam niechcianym dzieckiem? A może chodzi o coś innego?
„Ale daliśmy radę” ciągnął tata. „I wyrosła na wspaniałą dziewczynę.”
„Tak” w głosie mamy słychać było dumę i trochę się rozluźniłam. „Tylko teraz musimy zdecydować, co dalej. Męczy mnie to podwójne życie, Wojtku.”
Podwójne życie? Zimny dreszcz przebiegł mi po plecach. Czyżby któryś z nich miał romans? Albo oboje? Na samą myśl zrobiło mi się niedobrze.
„Grażyno, poczekajmy przynajmniej, aż przyjedzie Krzysiek. Wszystko omówimy razem, całą rodziną.”
„Dobrze” zgodziła się mama. „Ale potem bez odwlekania. Albo wszystko zmieniamy, albo… sama nie wiem.”
Nagranie się urwało widocznie rodzice wyszli z kuchni albo telefon przestał nagrywać.
Siedziałam oszołomiona. Co się dzieje z moją rodziną? Jakie podwójne życie wiodą rodzice? Dlaczego chcą poczekać na brata, żeby mi coś wyjaśnić?
Tysiące pytań i zero odpowiedzi. Nagrać kolejną rozmowę? Ale to byłoby już za dużo. Wstyd, że w ogóle na to wpadłam. Lepiej porozmawiać z bratem. Jest starszy, może wie więcej. Albo z ciocią Basią, siostrą mamy zawsze była ze mną szczera.
Postanowiłam: jutro zadzwonię do Krzysztofa, a w weekend pojadę do cioci Basi.
Brat nie odbierał cały dzień, odezwał się dopiero wieczorem.
„Jadziu, cześć! Przepraszam, byłem na budowie, telefon zostawiłem w samochodzie” jego głos brzmiał jak zwykle energicznie.
„Krzychu, kiedy przyjeżdżasz?” zapytałam bez wstępu.
„W ten weekend miałem zamiar, a co?”
„Tak… rodzice na ciebie czekają. Ostatnio zachowują się jakoś dziwnie.”
„W jakim sensie dziwnie?” w głosie brata



