Z trudem ocierałam łzy, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Nie, nie pozwolę się złamać. Nie teraz. W końcu to moje mieszkanie i nikt nie ma prawa mnie stąd wyrzucić.

Próbowałem zetrzeć łzy, gdy patrzyłem na swoje odbicie w lustrze. Nie, nie pozwolę się złamać. Nie teraz. To przecież moje mieszkanie i nikt nie ma prawa mnie stąd wyrzucić.

Kto by pomyślał, że sześć lat małżeństwa z Ewą skończy się w ten sposób? Wydawaliśmy się idealną parą przynajmniej tak mówili wszyscy znajomi. Przytulne mieszkanie w centrum Warszawy, prezent od rodziców na moje dwudzieste piąte urodziny, wspólne podróże, wieczory z filmami Pamiętam, co ojciec powiedział przed ślubem:

* Kasia, mieszkanie wpiszemy tylko na ciebie. Nie żebym nie ufał Ewie, ale życie bywa nieprzewidywalne.*

Wtedy machnąłem ręką. Wierzyłem, że nasza miłość będzie wieczna.

* Katarzyno, śpi tam pani?* rozległ się niecierpliwy głos za drzwiami.

Spojrzałem jeszcze raz w lustro, poprawiłem włosy i wyprostowałem się. Nie ma mowy ta nowa partnerka mojej żony miała zobaczyć, że nie jestem złamany.

* Zaraz wychodzę* rzuciłem, otwierając drzwi łazienki.

W korytarzu czekała imponująca blondynka po trzydziestce. Drogie buty, markowa garsonka, idealny makijaż. Teraz rozumiałem, dlaczego Ewa ją wybrała była moim całkowitym przeciwieństwem: zadbana, pewna siebie, kiedy ja byłem domatycznym typem.

* Alicja Nowak* przedstawiła się oficjalnym tonem. *Jestem prawniczką Ewy Kowalskiej. Przyszliśmy omówić kwestię wyprowadzki.*

* Mojej wyprowadzki?* gorzki śmiech wydarł mi się z gardła. *Z mojego własnego mieszkania?*

Alicja lekko przechyliła głowę:

* Ewa twierdzi, że to wasza wspólna własność.*

Teraz już się zaśmiałem na głos:

* Czy Ewa przypadkiem nie wspomniała, że dostałem to mieszkanie od rodziców przed ślubem? I że jest zapisane tylko na mnie?*

W jej idealnie ułożonej twarzy pojawił się cień wątpliwości.

Przypomniałem sobie, jak to się zaczęło. Najpierw drobiazgi Ewa wracała później z pracy, mówiła do mnie coraz mniej. Zrzucała wszystko na trudny projekt w firmie, a ja dałem jej przestrzeń. Myślałem, że to tylko przejściowe problemy.

* Mam wszystkie dokumenty* powiedziałem spokojnie. *Chce pani je zobaczyć?*

* Nie będzie konieczne* Alicja sięgnęła po telefon. *Skontaktuję się z Ewą.*

Gdy odeszła w stronę okna, by zadzwonić, usiadłem na skraju kanapy. W głowie kłębiły się wspomnienia ostatnich tygodni.

Tamten wieczór, gdy Ewa wróciła wyjątkowo trzeźwa i opanowana. Powiedziała, że musimy porozmawiać. Właśnie skończyłem przygotowywać jej ulubiony schabowy.

* Lepiej się rozejdźmy* rzuciła, patrząc gdzieś obok mnie. *Rozwodzę się.*

Nie robiłem sceny. Może to wychowanie mama zawsze uczyła mnie zachowywać godność. Cicho zebrałem dokumenty i sam złożyłem pozew, wyprzedzając ją o kilka dni.

Alicja skończyła rozmowę i odwróciła się do mnie. Jej wyraz twarzy wyraźnie się zmienił pewność siebie zniknęła.

* Było małe nieporozumienie* powiedziała, próbując zachować profesjonalizm. *Ewa nie do końca wyjaśniła sytuację z mieszkaniem.*

* To znaczy, że skłamała?* wstałem. *To do niej podobne. Zawsze potrafiła upięść rzeczywistość.*

Alicja zrobiła się nieswoja:

* Przepraszam za zamieszanie.*

* Nie ma potrzeby* podszedłem do drzwi i je otworzyłem. *Wykonywała pani tylko swoją pracę. Chociaż* zawahałem się. *Mogę dać pani radę?*

Spojrzała pytająco.

* Uważaj na Ewę. To mistrzyni manipulacji. Dziś przekonała panią, by wyrzucić męża z jego własnego mieszkania. A jutro*

Nie dokończyłem, ale widziałem w jej oczach, że zrozumiała. Gdy drzwi się zamknęły, oparłem się o ścianę i powoli osunąłem na podłogę. Kolana mi się trzęsły.

Dźwięk telefonu poderwał mnie. Na ekranie widniało imię Ewy.

* Co to za cyrk urządziłeś?* jej głos brzmiał zirytowany. *Po co upokarzałeś Alicję?*

* Ja upokorzony?* poczułem narastającą wściekłość. *A wysłanie swojej kochanki, by mnie wyrzuciła z mojego mieszkania to nie upokorzenie?*

* Alicja nie jest kochanką, tylko prawniczką!*

* Która, przypadkiem, wylądowała w twoim łóżku?* nie mogłem powstrzymać sarkazmu.

Zapadła cisza.

* Wiesz, że i tak dostanę swoją część w rozwodzie?* w końcu powiedziała.

* Jaką część? Mieszkanie było moje przed ślubem. Samochód sprzedałaś rok temu. Co jest do podziału?*

* Mamy wspólne konto*

* Na którym są tylko moje pieniądze* przerwałem. *Czy zapomniałaś, że przez ostatnie dwa lata utrzymywałem nas z mojej pensji, gdy ty budowałaś swoją karierę?*

Znowu cisza. Prawie widziałem, jak Ewa zaciska się, licząc opcje.

* Wiesz* powiedziałem powoli *zawsze zastanawiałem się, jak łatwo przekonujesz ludzi. Teraz rozumiem sama wierzysz w swoje kłamstwa. Naprawdę myślisz, że masz prawo do tego mieszkania?*

* Krzysiek, nie róbmy*

* Oczywiście, że nie* rozłączyłem się.

Minął tydzień. Próbowałem zająć się pracą, ale myśli wracały do tamtych wydarzeń. W piątek poszedłem do parku musiałem wrócić do normalnego życia.

Jesienny wiatr gnał żółte liście po alejkach. Szedłem, wpatrzony w czubki butów, gdy usłyszałem znajomy śmiech. Podniosłem głowę i zastygłem dwadzieścia metrów dalej szły Ewa i Alicja, trzymając się za ręce, żywo rozmawiając.

* Więc nie kochanka?* mruknąłem, czując gulasz w gardle. *Tylko prawniczka?*

Nie zauważyły mnie, więc skręciłem w boczną alejkę. Nogi same wyniosły mnie z parku. Nagle wszystko stało się jasne te późne powroty, wyjazdy służbowe, nagła decyzja o rozwodzie.

W domu wyciągnąłem butelkę wina, którą dostałem od kolegów

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − pięć =

Z trudem ocierałam łzy, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Nie, nie pozwolę się złamać. Nie teraz. W końcu to moje mieszkanie i nikt nie ma prawa mnie stąd wyrzucić.