Sąsiadka przekroczyła granice – jak sobie z tym poradzić?

Dzisiaj coś mnie zdenerwowało. Stałem w drzwiach wejściowych, trzymając klucz w dłoni, gdy usłyszałem szuranie i ciche mamrotanie z mieszkania. Kasia była w pracy, a ja wróciłem wcześniej, chcąc zrobić sobie pół dnia wolnego po wyczerpującym tygodniu. Serce zaczęło mi walić. Złodzieje? Ostrożnie uchyliłem drzwi i usłyszałem znajomy głos:

Ojej, Kasia, Wojtek, jakie wy tu macie bałagany! Kurz na parapetach, firanki pogniecione! Powinniście zatrudnić sprzątaczkę, bo to nie porządek!

W przedpokoju, z miotłą w ręce, stała ciocia Halina, nasza sąsiadka. Zamarłem w bezruchu.

Ciocia Halina? Jak pani się tu dostała? Mój głos drżał z mieszanki zdumienia i irytacji.

A no po sąsiedzku, kochanie! Ciocia Halina rozpromieniła się, jakby jej obecność w cudzym mieszkaniu była czymś zupełnie normalnym. Widziałam, że drzwi uchylone, no to pomyślałam, sprawdzę, czy wszystko w porządku. A tu taki nieład! No to postanowiłam posprzątać.

Drzwi były zamknięte odparłem chłodno, ściskając torbę. Pamiętam to dokładnie.

Oj, daj spokój, zamknięte, nie zamknięte machnęła ręką, jakby odpędzała muchę. W naszym bloku wszyscy się znamy, czego się bać? Ważne, że to ja tu jestem, a nie jakiś chuligan!

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Nasze nowe mieszkanie, pierwsze, które kupiliśmy z Kasią, nagle wydało mi się obce. Wymamrotałem coś o dziękuję i wyprowadziłem sąsiadkę, ale w środku kipiała we mnie złość. Skąd ciocia Halina miała dostęp do naszego mieszkania? I dlaczego zachowywała się, jakby miała do tego prawo?

Ta historia zaczęła się pół roku temu, gdy razem z Kasią wprowadziliśmy się do starego, ale przytulnego bloku na obrzeżach Wrocławia. Mieszkanie było naszą dumą: trzy lata oszczędzaliśmy na wkład własny, wzięliśmy kredyt, odmawialiśmy sobie wszystkiego, od kawy po wakacje. Gdy w końcu dostaliśmy klucze, Kasia o mało nie płakała ze szczęścia, a ja, zwykle powściągliwy, kręciłem ją po pustym pokoju, śmiejąc się.

To nasz dom, Kasieńko! Nasz! mówiłem, a moje oczy błyszczały.

Urządzaliśmy się powoli: kupiliśmy kanapę, powiesiliśmy jasne firanki, postawiliśmy na parapecie doniczkę z fikusem. Najbardziej jednak cieszyły nas drobiazgi poranna kawa w maleńkiej kuchni, wieczorne filmy pod kocem, plany na remont.

Drugiego dnia po wprowadzeniu zapukała do nas niska kobieta około sześćdziesiątki, z elegancką fryzurą i koszykiem w ręku.

Dzień dobry, młodzi! Jestem Halina Kowalska, wasza sąsiadka z trzeciego piętra. Ciocia Halina, krótko mówiąc uśmiechnęła się tak szeroko, że Kasia mimowolnie odpowiedziała uśmiechem. Przyniosłam wam pierogi z kapustą. Po sąsiedzku!

Och, dziękujemy bardzo! Kasia wzięła koszyk, czując się nieco niezręcznie. Proszę wejść, może herbaty?

A no na chwileczkę ciocia Halina weszła, rozglądając się po mieszkaniu z zaciekawieniem. Ojej, jaka u was ciekawa aranżacja! Tylko ściany by odświeżyć, bo tapety już stare. I kuchnia trochę ciasna, co?

Kasia zmieszała się, ale grzecznie skinęła głową. Ja, zaparzając herbatę, dodałem:

Planujemy remont, ale na razie budżet nie pozwala. Pomału się za to weźmiemy.

No to dobrze, brawo! Ciocia Halina poklepała Kasię po ramieniu. Jak coś, to pytajcie, ja tu wszystkich znam, podpowiem, gdzie taniej kupić materiały.

Pierogi były pyszne, a ciocia Halina gadatliwa. Opowiedziała o sąsiadach, o tym, jak budowano blok jeszcze za jej młodości, i nawet dała radę, jak przekonać dozor

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − 9 =

Sąsiadka przekroczyła granice – jak sobie z tym poradzić?