Uwielbiałam moje nowe mieszkanie, niestety sąsiedzi utrudniali mi życie.

Byłam taka podekscytowana, kiedy przeprowadziłam się do osiedla pełnego nowoczesnych apartamentowców. W pobliżu znajdowały się wszystkie udogodnienia, mnóstwo sklepów i różne usługi, a do pracy można było dojechać autobusem w ciągu dziesięciu minut. Byłam zachwycona, aż do pewnej, słonecznej soboty.

Zostałam zaproszona do przyłączenia się do sąsiadów, którzy zaplanowali sprzątanie osiedlowych ogródków i sadzenie kwiatków. Podobno to tradycja, że wszyscy mieszkańcy włączali się i wspólnie dbali o otoczenie wokół bloków. Za pierwszym razem udawałam, że jestem zajęta, mając nadzieję, że dadzą mi spokój, ale oni przychodzili co tydzień. Mieszkańcy, wśród, których było najwięcej starszych osób na emeryturze, wspólnie sadzili, przycinali i zamiatali i nie rozumieli, że mam swoje życie i inne plany na wolne soboty.

Większość osób stanowiły starsze kobiety. Ich mężowie w tym czasie siedzieli na ławkach z piwem w ręku. Nie zapraszano również młodych matek, które przez cały tydzień musiały zajmować się swoimi dziećmi. Kiedy zapytałam, dlaczego ja mam pracować, skoro w tygodniu również ciężko pracuję na etacie, usłyszałam, że jestem silna i młoda, nie mam dzieci ani męża, więc mogę się przyłączyć do sąsiedzkiej inicjatywy. Nie chciałam być niegrzeczna, ale powiedziałam, że dopóki nie zobaczę pracujących mężczyzn, również palcem nie kiwnę. Po tej sytuacji staruszki więcej nie prosiły mnie o pomoc, przestały też się do mnie odzywać i nie odpowiadają na powitanie. Na szczęście nie ma to wpływu na moje warunki mieszkaniowe i łatwiej jest mi ignorować ich niezadowolone prychnięcia, gdy przechodzę obok, niż wolne soboty poświęcać na zajęcia, które mnie nie interesują i, na które nie mam ochoty.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem − sześć =

Uwielbiałam moje nowe mieszkanie, niestety sąsiedzi utrudniali mi życie.