Dlaczego zgodziłam się, aby mój syn i synowa zamieszkali ze mną? Nadal nie wiem.

Dlaczego zgodziłam się, żeby mój syn i synowa zamieszkali ze mną? Nadal nie wiem.

Nazywam się Wanda Nowak, mieszkam w dwupokojowym mieszkaniu w jednej z spokojniejszych dzielnic Poznania. Mam sześćdziesiąt trzy lata, jestem wdową. Moja emerytura jest skromna, ale starcza na życie. Kiedy dwa lata temu mój syn Tadeusz się ożenił, cieszyłam się jak każda matka. Jest młody ma trzydzieści jeden lat, a moja synowa Justyna jest od niego trochę młodsza. Pobrali się, zawarli związek małżeński, ale nie mieli gdzie mieszkać. Nie mieli własnego mieszkania. Powiedzieli: Mamo, pobędziemy u ciebie jakiś czas. Wkrótce uzbieramy na wkład własny i wyprowadzimy się.

Ja, jak głupia, ucieszyłam się myślałam, że będę miała wnuki. I pozwoliłam im zostać. Ale teraz już nie wiem, jak wyjść z tej sytuacji. Bo ten jakiś czas trwa już dwa lata, a wszyscy jesteśmy bez życia.

Na początku starałam się nie wtrącać. To młodzi, przyzwyczajają się do małżeństwa. Nie przeszkadzałam, gotowałam, prałam, robiłam wszystko jak należy. Potem Justyna zaszła w ciążę. Wcześnie, pomyślałam skoro Pan Bóg tak chciał, to widocznie tak było trzeba. Urodził się mój wnuk, Filip. Cudowny chłopczyk. Tylko że z jego narodzinami wszystkie oszczędności poszły z dymem. Wszyscy wiedzą, ile kosztuje dziecko: pieluchy, mleko, kaszki wszystko drogie, a Justyna chce tylko markowe produkty, cały czas świeże, tylko importowane.

Jestem gotowa pomagać. Ale nie jestem służącą. A jednak stałam się niańką, kucharką i sprzątaczką w jednej osobie. Młoda mama jest bardzo zmęczona. Podobno Filip nie daje jej spać. Więc leży do południa, przyklejona do telefonu. Dziecko w kojcu. Ona na kanapie. Telewizor włączony, obiad gotowy, podłoga umyta, wnuk wykąpany. A Justyna narzeka, że jest wypalona.

A mój syn? Tadeusz wychodzi do pracy i wraca pochmurny, nie odgryza się. Kiedy próbuję z nim porozmawiać, od razu się wymiguje. Mówi: Mamo, nie wtrącaj się. A Justyna zachowuje się, jakby to był jej dom. Ja powiem jedno, ona odpowie trzema. I zawsze podniesionym tonem. Potem Tadeusz mówi, że gnębię jego żonę. Gnębię! Ja, która im tyle pomagam!

Nie wiem już, co robić. Mówię Tadeuszowi: Synu, znajdźcie coś do wynajęcia. Jestem zmęczona. A on odpowiada: Nie mamy pieniędzy, mamo. Zaproponowałam zamianę mieszkania: ja wzięłabym kawalerkę, a oni zebraliby na wkład własny i żyli jak dorośli. Byli odpowiedzialni za swoje życie. Pomogłabym trochę z wnukiem, na ile mogłabym. Ale nie, mój syn tylko kiwa głową, a nic się nie zmienia.

Rozumiem, że młodzi, że trudno. Ale ja też nie jestem ze stali. Mam problemy z ciśnieniem, bolą mnie stawy, nie śpię. A jeśli mnie potrzebują, od razu biegę, do szpitala, po zastrzyki, i dniami siedzę z wnukiem. Kiedy mówię, że jestem zmęczona, patrzą na mnie jak na zdrajczynię.

Ostatnio doszło do wielkiej awantury. Obudziłam się rano, posprzątałam kuchnię, ugotowałam kaszkę dla wnuka, wszystko jak zwykle. Justyna wstała i stwierdziła: Dlaczego znowu zrobiłaś tę kaszkę? Mówiłam, że chcę tę ze słoiczka! Nie wytrzymałam. Powiedziałam, że jestem babcią, a nie maszyną do gotowania. Że powinni sami utrzymywać rodzinę. Ona się rozpłakała, mój syn stanął po jej stronie, trzasnęli drzwiami i wyszli. Godzinę później wrócili, jakby nic się nie stało. Nawet nie przeprosili.

Teraz budzę się codziennie i myślę: dlaczego ich tu wpuściłam? Dlaczego nie postawiłam sprawy jasno od początku? Może dlatego, że jestem matką. Bo kocham swojego syna. I coraz częściej łapię się na myśli kocham, ale jestem wykończona. A kiedy siadam, żeby wziąć tabletkę na ciśnienie, myślę może już czas ich wykopać? Będzie mi ciężko, ale przynajmniej nie zwariuję.

I powiedzcie mi czy tylko ja jestem taką naiwną? Czy są jeszcze inni w moim wieku, którzy wpadli w tę samą pułapkę?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć + 6 =

Dlaczego zgodziłam się, aby mój syn i synowa zamieszkali ze mną? Nadal nie wiem.