Dzisiaj czuję się dziwnie spokojna, choć nie wiem, czy to właściwe słowo. Moja delegacja została przesunięta o kilka godzin, więc wyłączyłam telefon, nie tłumacząc się nikomu, i rozłożyłam się na łóżku. Ledwie dziś rano wróciłam ze wsi, gdzie spędziłam dwa dni bez chwili wytchnienia: sprzątanie, gotowanie, pranie wszystko pod ciągłymi pretensjami teściowej i męża.
Według teściowej, ja, Wiola, zmarnowałam męża, zarabiam za mało, bo przecież on i jego matka żyją w biedzie. Krzysiek tylko przytakiwał, mówiąc, że mogłabym znaleźć coś dodatkowego, skoro wracam z pracy wcześniej i nawet nie muszę gotować.
Patrz, jak ona myje podłogę pouczała teściowa swojego syna. Godzinami szoruje, a mogłaby pranie uprać.
Nie wytrzymałam. Powiedziałam, że gdyby choć raz w tygodniu umyli podłogę, nie byłaby taka brudna. Lepiej byłoby milczeć zaczęła się prawdziwa burza wyrzutów. Zamknęłam oczy i spokojnie zaproponowałam:
Przecież proponowałam, żebyście się przeprowadzili do miasta. Wtedy i Krzysiek, i ja moglibyśmy się tobą zająć, a on nie musiałby rezygnować z pracy.
Krzysiek wybuchnął gniewem, podskakując do mnie:
Więc facet ma harować i jeszcze opiekować się matką? Chyba masz zamiast serca kamień.
Nie czekałam na ciąg dalszy. Wyszłam z domu i usiadłam na ławce pod bramą.
Wiolka, co się stało? przede mną stała sąsiadka Ania. Poznałyśmy się jeszcze przed ślubem i od razu mnie polubiła.
Cześć, Aniu westchnęłam.
Znów twoja rodzina dokucza? spytała.
Nawet nie mów.
Wiesz, nie moja sprawa, ale nie rozumiem, dlaczego ich utrzymujesz. Facet ciągle jest w domu, a wy nawet razem nie żyjecie. Po co ci to?
Nie wybraliśmy takiego życia, Aniu. Nie można przecież zostawić matki Krysi w takim stanie. Jak wyzdrowieje, wtedy wróci do miasta.
Pewnie przebiegnie maraton, zanim to się stanie zaśmiała się Ania. Moim zdaniem udaje chorobę. A ty byłaś inna. Co się stało, zupełnie cię ogłupili?
Nie wiem, po prostu wzruszyłam ramionami. Jak coś, wpadaj.
Gdy zadzwonił telefon, zobaczyłam, że to szef. Powiedział, że delegacja przesunięta na późniejsze popołudnie. Ucieszyłam się dodatkowe pieniądze, a przy tym uniknę nieustannych telefonów od Krysi i jego matki.
Kiedy powiedziałam im o wyjeździe, atmosfera trochę się rozluźniła. Wieczór minął spokojnie, choć spaliśmy w osobnych łóżkach, żeby nie denerwować matki. Nie protestowałam, nawet się ucieszyłam. Byłam zmęczona po sprzątaniu i szybko zasnęłam.
O drugiej w nocy obudziła mnie teściowa:
Śpisz, czy nie słyszysz, jak cię wołam?
Chyba mocno spałam. Co się stało?
Podaj mi tabletki.
Spojrzałam na nią do szafki z lekami było bliżej niż do mnie. Ale wstałam. Zasnęłam dopiero o piątej, a wstawałam o szóstej trzydzieści. Do miasta dojechałam zmęczona jak po całym dniu pracy. Gdy usłyszałam, że delegacja przesunięta, omal nie podskoczyłam z radości. Wyłączyłam telefon i padłam na łóżko. Teraz czuję się wypoczęta.
Zdołałam się nawet spokojnie ucharakteryzować i dojechać na dworzec. Nie przejęłam się, że przez pomyłkę mam jechać gdzie indziej ważne, że odpoczęłam.
Godzinę wcześniej dostałam przelew na delegację, ale po raz pierwszy nie wysłałam pieniędzy mężowi. Ostatnio oddałam większość pensji, a teraz chciałam coś zostawić dla siebie.
Zostało dwadzieścia minut do odjazdu pociągu, więc poszłam po wodę do kiosku. Przyspieszając kroku, zobaczyłam Krysiaka przed kwiaciarnią. Niemożliwe przecież miał opiekować się chorą matką! Mówił, że jest tak źle, że boi się ją zostawić samą! A tu kupuje bukiet.
Zatrzymałam się i, śledząc go, pomyślałam: a może to nie dla mnie? Ta myśl nie spodobała mi się, ale ziarno wątpliwości już zasiane. Zostało dziewięć minut. Ścisnęłam bilet i ruszyłam za nim, widząc, jak wsiada do taksówki. Szybko zatrzymałam inną i krzyknęłam do kierowcy:
Jedź za nim, zapłacę podwójnie!
Kierowca, zaciekawiony, zmarszczył brwi, ale ruszył. Przez okno zobaczyłam, jak Krzysiek całuje inną kobietę i wręcza jej kwiaty, zanim wsiadła do auta. Poczułam, jak wszystko we mnie się przewraca. Kierowca uśmiechnął się:
Może nie jest tak, jak myślisz.
Wtedy dopiero przyjrzałam się mężczyźnie za kierownicą wyglądał zbyt dobrze na taksówkarza.
Nigdy nie jeździłam tak luksusowym autem. Pomyślałam, że może coś go w życiu spotkało i udaje kierowcę. Auto skręciło w moją ulicę i zatrzymało się pod moim blokiem. Zobaczyłam, jak Krzysiek z nieznajomą wchodzą do klatki. Oczy zalały mi się łzami.
Więc kiedy ja jestem w delegacji, a chora teściowa na wsi, on przyprowadza kogoś do mojego mieszkania?
Pójdziesz tam? spytał kierowca ze współczuciem.
Nie ma sensu.
Słusznie. I tak spóźnisz się na pociąg. A dokąd jedziesz?
Wymieniłam miasto oddalone o dwieście kilometrów.
Głupoty. Wypijemy kawę, uspokoisz się, a potem cię zawiozę zaproponował.
Nie stać mnie na taki przejazd.
Gdzie widzisz taksówkę? Właśnie przywiozłem ojca na pociąg. Latem jeździ do siostry. A ty wpadłaś jak burza.
Przepraszam. Poczułam wstyd, a łzy popłynęły jeszcze mocniej.
Mężczyzna powiedział stanowczo:
Trzeba to zatrzymać, bo całe auto zalejesz.
Pół godziny później stałam nad rzeką z kubkiem gorącej kawy, patrząc, jak słońce chowa się za horyzontem. Widok był tak piękny, że problemy zbladły.
Podoba ci się? spytał Sławek, ten sam kierowca.
Niesamowite. Mieszkam tu tyle lat, a nie wiedziałam o tym miejscu.
Często tu bywam. Przyszedłem, gdy dowiedział



