Druga teściowa…

**Druga teściowa**

Gdy Katarzyna weszła do mieszkania, od razu zauważyła buty teściowej stojące na środku przedpokoju. Odpoczynek tego wieczoru wydawał się niemożliwy.

Felicja Wiktorówna wyszła z kuchni z miną prokuratora na sali sądowej.

Znowu byłaś u tej niedorajdowatej staruchy? zapytała ostro. A dom, mąż, dzieci to wszystko może czekać? Dobrze, że ja wpadłam. Inaczej siedzieliby głodni.

Felicjo Wiktorówno, Mikołaj wiedział, że się spóźnię. Kolacja jest gotowa, wystarczy tylko podgrzać. Dałby sobie radę bez waszej pomocy odpowiedziała Katarzyna spokojnie.

Przez te dziesięć lat małżeństwa z Mikołajem przywykła już, że teściowa zawsze ma coś do narzekania. Jej słowa brzmiały jak radio grające od rana do wieczora tło, na które Katarzyna nauczyła się nie reagować.

Na początku było trudniej. Felicja Wiktorówna została jej drugą teściową. Pierwsza Jadwiga Stanisławówna była kobietą taktowną. Nigdy nie wtrącała się w życie syna, nie dawała nieproszonych rad, nie narzucała się.

Ale gdy była potrzebna, zawsze pojawiała się w porę. Katarzyna pamiętała, jak teściowa nocami czuwała przy trzyletniej Zosi, gdy ta myliła dzień z nocą, jak zabierała wnuczkę na spacer i mówiła:

Nic teraz nie rób, po prostu się prześpij. Kiedy Leszek wróci, sam przygotuje kolację.

Gdy Zosia skończyła pięć lat, w fabryce, gdzie pracował Leszek, doszło do wypadku. Katarzyna została wdową.

Jadwiga Stanisławówna, która straciła jedynego syna, nawet wtedy nie zostawiła synowej i wnuczki samych. Przez pierwsze trzy miesiące mieszkały razem, wspierając się nawzajem.

Katarzyna zaproponowała, by zostały razem na stałe, ale teściowa się wyprowadziła:

Kasiu, masz dopiero dwadzieścia osiem lat. Jesteś młodą kobietą, jeszcze znajdziesz szczęście. Po co mam ci się kręcić pod nogami?

Za Mikołaja wyszła trzy lata później. Ale nie porzuciła Jadwigi Stanisławówny. Jej rodzice mieszkali daleko, więc pierwsza teściowa stała się dla niej niemal matką, a dla Zosi ukochaną babcią.

Dlatego zachowanie Felicji Wiktorówny, która uznała, że ma prawo rządzić w mieszkaniu synowej jak u siebie, było dla Katarzyny szokiem.

Po pierwszej wizycie drugiej teściowej poprosiła męża, by wytłumaczył matce, że przychodzi tu tylko w gości. A zatem powinna uzgadniać wizyty i zachowywać się odpowiednio.

Na słowa Felicji, że chce tylko pomóc i działa z dobrego serca, Katarzyna odpowiedziała:

Nie mam osiemnastu lat. Nawet gdy wyjeżdżałam na studia, byłam samodzielna.

A po siedmiu latach małżeństwa nie musisz mnie uczyć gotować ani sprzątać. Sama mogłabym wielu nauczyć.

Jak przyjdę do was, Felicjo Wiktorówno, i przejdę się po kątach z białą szmatką, to urządzę wam prawdziwego „rewizora”.

Na szczęście Mikołaj wspierał żonę, a gdy matka przekraczała granice, sam się z nią rozliczał.

Z czasem Katarzyna nauczyła drugą teściową, by nie wtrącała się w jej gospodarstwo i wychowanie dzieci. Gdy rok po ślubie urodził się syn, Felicja już nie próbowała narzucać rad. Choć bardzo chciała.

Otóż teściowa miała przyjaciółkę, która chwaliła się, jak „wychowuje” synową młodszego syna. Felicja też pragnęła czymś się pochwalić, ale nie miała czym. Jedynym tematem było jej niezadowolenie, że Katarzyna odwiedza Jadwigę Stanisławównę i jej pomaga.

Dobrze, że ta stara nie jest jej krewną! Gdy Zosia była mała, Kasia wysyłała ją latem do babci przynajmniej miałam spokój.

Ale teraz dziewczyna już studiuje, a Kasia wciąż tam jeździ. Minęło tyle lat! A ona dwa, trzy razy w tygodniu się tam kręci narzekała przyjaciółce.

Ostatni rok Katarzyna rzeczywiście bywała u pierwszej teściowej częściej. Felicja nazywała Jadwigę „starą”, choć ta była tylko siedem lat starsza.

Lecz choroba nie dodaje urody, a Jadwiga Stanisławówna bardzo podupadła na zdrowiu. Katarzyna odwiedzała ją w szpitalu i w domu.

Na obcą osobę wydajesz rodzinne pieniądze wyrzucała teściowa.

Nie martwcie się, Felicjo Wiktorówno. Jadwiga Stanisławówna, gdy zachorowała, sprzedała domek. Ma na leczenie i was o pożyczkę nie poprosi odpowiedziała synowa.

Gdy Jadwidze zrobiło się naprawdę źle, Katarzyna wynajęła opiekunkę i wzięła urlop, by spędzać z nią pół dnia, gdy mąż był w pracy, a syn w szkole.

Nawet to tylko przedłużyło jej życie na krótko pewnego dnia odeszła.

Wtedy Felicja Wiktorówna nagle zainteresowała się spadkiem po pierwszej teściowej.

Domek sprzedała, ale przecież nie wydała wszystkiego w rok. Emeryturę też miała dobrą pewnie coś odłożyła.

A dwupokojowe mieszkanie na pewno przejdzie na spadkobierców rozważała, ale pytać Katarzyny bała się.

Zamiast tego spytała syna. Odpowiedź ją rozczarowała.

Na kogo testament? Oczywiście na Zosię to jej rod

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem − 3 =

Druga teściowa…