To ja, twoja wnuczka!

Jestem twoją wnuczką.

Mama po ciebie przyszła, zbieraj się.

Mówią, że każde dziecko w domu dziecka czeka na te słowa. Ale Kinga drgnęła, jakby dostała w twarz.

No już, kończ się pakować, co tak siedzisz?

Helena Kowalska patrzyła na nią, nie rozumiejąc, dlaczego dziewczynka wcale się nie cieszy. Życie w placówce to nie miód. Wielu uciekało stąd na ulicę. A Kingę zabierają do własnego domu, a ona jest niezadowolona.

Nie chcę odparła, odwracając się do okna. Jej przyjaciółka Ola spojrzała na nią ukradkiem, ale nic nie powiedziała. Też nie rozumiała tej reakcji. Sama z radością wróciłaby do domu, gdyby tylko ktoś na nią czekał.

Kinga, o co ci chodzi? spytała Helena. Tam mama na ciebie czeka.

Nie chcę jej widzieć. Nie chcę tam wracać.

Inne dziewczynki też słuchały tej rozmowy z zaciekawieniem, więc Helena uznała, że nie powinny tego słyszeć.

Chodź ze mną.

Zaprowadziła Kingę do gabinetu i spojrzała na nią ze współczuciem.

Twoja mama popełniła wiele błędów, ale stara się to naprawić. Inaczej nie pozwolono by jej cię zabrać.

Myśli pani, że to pierwszy raz? Kinga prychnęła i pokręciła głową. To już mój drugi pobyt w domu dziecka. Gdy zabrała mnie pierwszy raz, udawała, że się zmieniła. Schowała butelki, posprzątała, kupiła jedzenie, znalazła pracę. Gdy przyszła kontrola, wszystko wyglądało idealnie. A potem mnie oddała, a ona znów się rozpiła. Jestem jej potrzebna tylko po to, żeby dostawać zasiłki.

Kinga, ja nie mam na to wpływu. W domu jednak będzie ci lepiej przekonywała Helena.

Lepiej?! A wie pani, co to znaczy głodować? Albo iść do szkoły w podartych butach, gdy na dworze minus dwadzieścia? Albo chować się w pokoju i modlić, żeby mamusi pijani znajomi do ciebie nie weszli? Dlaczego w końcu nie odejmą jej praw rodzicielskich?!

W oczach Kingi pojawiły się łzy. Nie lubiła domu dziecka, ale tu była najedzona, ubrana i względnie bezpieczna. W domu nie miała nic.

Nie mogę ci pomóc westchnęła wychowawczyni.

Szkoda jej było Kingi. Dziewczyna była bystra, wygadana rzadkość wśród dzieci z placówki. Może jej matka też była kiedyś ciekawą osobą, zanim się stoczyła. Mimo siedmiu lat pracy w domu dziecka Helena pierwszy raz spotkała dziecko, które nie chciało wracać do rodziny.

A mogłabym żyć sama? spytała Kinga. Znalazłabym pracę, wynajęła pokój.

Dopiero gdy skończysz osiemnaście lat pokręciła głową Helena.

Mam prawie szesnaście! Jestem dorosła!

Helena też uważała, że Kinga jest zbyt dojrzała jak na swój wiek. Ale nic nie mogła zrobić.

Musisz być pod opieką dorosłego. Może jest ktoś inny, kto mógłby się tobą zająć? spytała. I wystąpić o odebranie praw twojej matce.

Nie mam nikogo Dopóki żyła babcia, było jako tako, teraz to piekło.

A ojciec?

Też się rozpił. Nie żyje.

Kinga powiedziała to tak spokojnie, jakby mówiła o pogodzie. W jej świecie to norma.

A on nie miał rodziny?

Kinga zamyśliła się.

Chyba żyła jego matka, ale jej nie znam. Nie utrzymywała z nim kontaktu. Rozumiem ją prychnęła. Też bym go unikała.

Posłuchaj Helena pochyliła się do przodu spróbuj pogodzić się z mamą, a ja poszukam twojej babci. Zgoda?

Kinga skinęła głową. Nie miała wyboru.

Oczywiście matka urządziła przedstawienie. Rzuciła się na córkę, płacząc głośno. Przepraszała, ściskała ją.

Ale Kinga nie reagowała. Wiedziała, że gdy wrócą do domu, matka wróci do swojego stylu życia.

Tak się stało. Pierwszego dnia jeszcze się trzymała, drugiego wróciła z alkoholem.

Wszystko wróciło do normy. Matka piła, straciła pracę. Kinga znów żyła w piekle.

Gdy pewnej nocy do jej pokoju wtargnął pijany mężczyzna, a ona ledwo go wyrzuciła, powiedziała sobie: dość.

Na szczęście Helena dała jej swój numer. Kinga zadzwoniła. Powiedziała, że albo ucieknie na ulicę, albo wróci do domu dziecka.

Znalazłam twoją babcię powiedziała Helena. Porozmawiam z nią. Jeśli się zgodzi, może dostać opiekę.

Kinga uparła się, by jechać z nią. Choć nie znała babci, liczyła, że jej nie odtrąci. Wystarczyłyby jej dwa lata, aż stanie się pełnoletnia.

Drzwi otworzyła kobieta po 60-tce. Elegancka, dostojna.

Czego chcecie? spytała.

Antonina Nowak? upewniła się Helena.

Tak, to ja.

Jestem twoją wnuczką wtrąciła Kinga. Po co owijać w bawełnę?

Co?

Jestem córką twojego syna.

Rozumiem. I czego ode mnie chcesz? Antonina zachowała zimną krew.

Możemy porozmawiać? Helena nie dała Kingi znów się odezwać.

Dobrze. Ale krótko. Muszę iść do pracy.

Antonina nalała im herbaty. Czasem patrzyła na Kingę, jak na przybysz

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście + dziewięć =

To ja, twoja wnuczka!