Straciliśmy siebie nawzajem

Nie gniewam się na ojca i nie czuję się już nawet urażona, choć inni mogą mnie nie rozumieć.

Mam teraz trzydzieści trzy lata, co oznacza, że od dnia, w którym mój ojciec dowiedział się o zdradzie matki, minęło ponad trzydzieści lat. Być może właśnie z powodu tych wydarzeń, nie miałam szczęścia widzieć ojca jako człowieka rodzinnego, a także nazywać go „tatą”. Wciąż jednak miał nadzieję, że będzie lepiej, że wszystko wróci do poprzedniego stanu, zwłaszcza gdy pojawię się ja.

Po urodzeniu mnie, moją mamę przywitała w domu ze szpitala babcia. Celowo przyjechała z innego miasta na miesiąc, zostawiając swojego drugiego męża, odpowiedzialnego za dom, aby pomóc mamie w niańczeniu mnie. Tata nawet nie podszedł, żeby na mnie spojrzeć. Babcia skarciła go, zastanawiając się, jak mógł tak szybko zniknąć i nawet nie spróbować zrobić czegoś dla naszej rodziny.

Pierwszym miejscem, w którym przyszło mi mieszkać, był mały pokoik w rodzinnej noclegowni, gdzie ściany były cienkie, karaluchy biegały ogromne, a każdy szmer, westchnienie i krzyk sąsiadów było bardzo dobrze słyszalne. Oni też słyszeli moje krzyki. Podczas gdy babcia próbowała mnie uspokoić, mama kłóciła się z tymi, którzy nie byli zadowoleni z obecności małego dziecka.

Jestem świadoma, że w tamtym czasie potrzebowaliśmy pomocy bardziej niż kiedykolwiek. Tata nie dbał o mamę, wyrzucając ją z mieszkania, które urządzali, ale frustrująca jest świadomość, że wyrzucił mnie w ten sam sposób, nawet mnie nie znając. Przypuszczam, że nie wierzył mojej matce, że jestem jego córką, albo nie chciał w to uwierzyć.

Kiedy babcia odeszła, stało się to jeszcze trudniejsze. Nie pamiętam tego czasu, ale wiem, że mama zawsze była daleko. Musiała ciężko pracować, a nawet najtańsza opiekunka kosztowała sporo pieniędzy. Mama powiedziała mi, że z niecierpliwością czeka na moment, kiedy będę mogła zostać posłana do przedszkola, nawet jeśli oznacza to, że będziemy się jeszcze rzadziej widywać. Przynajmniej jej ulżyło, a ja nie byłam sama w czterech ścianach.

Brak komunikacji został zrekompensowany przez nauczycieli i inne dzieci. Stałam się towarzyska, interesowałam się wszystkim, chciałam wszystko wiedzieć. Moja mama odetchnęła z ulgą. Kiedy stanęłyśmy na nogi, akademik nie został zmieniony, ale w weekendy zaczęłyśmy wychodzić na spacery i pikniki. Kiedy gotowałyśmy razem we wspólnej kuchni przez cały tydzień, mama zawsze pytała, jakich nowych rzeczy nauczyłam się w przedszkolu. Tam też zaczęłyśmy czytać, a kiedy rozpoczęła się szkoła, mama żartobliwie nazwała mnie cudownym dzieckiem.

Była ze mnie dumna, jeden na dwóch, chwaląc mnie, jak i ganiąc. Babcia odwiedzała mnie okresowo i wtedy przytyłam kilka kilogramów podczas jej obecności. Moje policzki stały się okrąglejsze, a mama uwielbiała je delikatnie i z miłością szczypać.

Gimnazjum i liceum minęły bardzo szybko. W internacie, który nazywałam „domem”, zdobyłam wiele dyplomów i nagród za wygrane konkursy. W szkole średniej byłam bardzo zajęta nauką, aby dostać się na politechnikę. Moja mama i ja skakałyśmy razem po łóżku, kiedy przechodziłam, a jedno schronisko zostało zastąpione przez drugie.

Przez cały ten czas, tata ani razu nie skontaktował się z nami, a szczególnie ze mną, chociaż słyszałam od babci, że kilka razy z nią rozmawiał. Wiem, że musiała się płaszczyć i dzwonić do niego, gdy byłyśmy w trudnej sytuacji, ale nie ze względu na nią, lecz na mnie.

Generalnie nie spodziewałam się, że jeszcze kiedykolwiek go spotkam. Byłam dorosła, niezależna, miałam przyjaciół, pracę na pół etatu i chłopaka. Dzięki temu ostatniemu udało mi się na zawsze zapomnieć, czym jest schronisko. Razem, ciężko pracując, mogliśmy z chłopakiem wynająć mieszkanie i nadal pomagać matce, która w swoim czasie zainwestowała we mnie o wiele więcej.

Nie wiem, jak mój tata dowiedział się o moim ślubie i jak na niego dotarł, pozorując nasze pierwsze spotkanie, ale byłam zdruzgotana. Przeszłam przez wszystkie pięć etapów, łącznie z gniewem i zaprzeczaniem, aby zaakceptować fakt, że mój ojciec nadal tam był i nie obchodziło mnie, że on nie jest mną zainteresowany i pojawia się w tak wspaniałym dniu, żeby to zepsuć.

Ale teraz, po tak długim czasie, kiedy jestem już dorosła, mam dziecko na ręku, kochającego męża i wspaniałą mamę, nie mam do niego pretensji. Moje życie od początku do końca nie było słodkie jak miód, ale i tak było wspaniałe i chcę je kontynuować, nie obarczając się przy tym pretensjami i żalem. Straciliśmy się dawno temu, na początku drogi do odnalezienia czegoś innego.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 + jedenaście =

Straciliśmy siebie nawzajem