Przyjaźnię się z bardzo dobrą kobietą, która miała pecha ze swoim mężem. Od siedmiu lat próbuje się z nim dogadać. Pociągał za jej sznurki! On chciał mieć dziecko – ona je urodziła, on popadł w depresję – ona go wspierała, on przestał pracować – ona utrzymywała rodzinę.
Traktuje ją jak popychadło, z pewnego rodzaju pogardą. Główne przesłanie brzmiało: „Robię, co chcę i nie obchodzi mnie, czy odejdziesz”. Bardzo trudno na to patrzeć, dlatego rzadko bywam w ich domu.
Nie komunikujemy się też zbyt często, ona ciągle narzeka i nie robi nic, by wyjść z tego związku. Zadziwia mnie jej cierpliwość, trudno mi to zrozumieć.
Niedawno jej mąż dostał pracę i o dziwo zaczął nawet dostawać więcej niż wynosi płaca minimalna, a do tego jeszcze premie! Wydawałoby się, że w tej rodzinie powinno być lepiej, ale nie było. Znajoma znów do mnie zadzwoniła i poskarżyła się na niego:
– Możesz sobie wyobrazić, że zaczął robić mi wyrzuty, że zarabiam mniej pieniędzy niż on! Nazwał mnie nawet darmozjadem!
Na początku nie wiedziałam nawet, co powiedzieć. Jeśli mnie pytacie, to ten człowiek już dawno pokazał, że jest ostatnim łajdakiem. Jakie jeszcze uwagi są potrzebne? Żyje złudzeniami, że wkrótce wszystko będzie dobrze.
Tak mówi przyjaciółka Kasia:
– Dostanę więcej pieniędzy i wszystko będzie dobrze.
To wyrażenie można zastosować do wyglądu, okazji, prezentów, wszystkiego. Kasia uważa, że na miłość można sobie zasłużyć poprzez wsparcie, pobłażliwość, zrzucenie wszystkiego na swoje barki. Wciąż powtarzam jej jedno:
– Kochanie, o miłość nie trzeba błagać, zdobywać jej, zgrzytać zębami, albo istnieje, albo nie.
Bardzo chcę, żeby życie przyjaciółki stało się lepsze i żeby znalazła porządnego człowieka. Mam nadzieję, że spotka kogoś, kto doceni jej zalety.



