Cicha Obserwatorka: Mała Dziewczynka Śledząca Tajemniczą Wizytę Ojca.
Mała Brygida, by nie zwracać na siebie uwagi, w ciszy obserwowała, jak ojciec wprowadzał starszą panią do swojego ciasnego pokoiku. Kobieta była niska i pomarszczona.
Tak, mamo, tu nie jest tak przestronnie jak w twoim domu, ale warunki są lepsze: centralne ogrzewanie, bieżąca woda, ciepła łazienka. A gdy sprzedamy twój dom i kupimy większe mieszkanie, będziesz miała swój własny pokój.
Och, dlaczego to łóżko jest takie małe? głos staruszki był łagodny, ale stanowczy. Nawet ja, taka drobna, bym się tu nie zmieściła
Ach! To łóżko Brygidy, twojej wnuczki. Nie martw się, znajdziemy ci większe.
Ale nie będzie już miejsca!
Chcesz może biegać po pokoju jak dziecko? ojciec zaśmiał się czule. Wszystko się ułoży, jakoś się dogadacie!
A Brygida?
Tak! głos ojca nagle zbrzmiał twardo. Córka Patrycji.
A także twoja córka spokojnie poprawiła staruszka, nie zrażona surowym tonem syna, i dodała Niech Bóg ma ją w opiece, Patrycjo.
Brygida odruchowo przeżegnała się.
Jej matka była piękna i pełna czułości, uwielbiała swoją córkę, którą nazwała na cześć bohaterki ukochanej powieści. Brygida pamiętała uśmiech matki, gdy wracał do domu jej ojciec, Antoni. On też był dobry i wesoły, zawsze przynosząc Brygidzie zabawki i okazując jej czułość.
Ale pewnego dnia wszystko się zawaliło. Matka nie obudziła się. Brygida nie rozumiała, co się dzieje, dlaczego wszyscy płakali i współczuli jej, dlaczego ojciec wydawał się wiecznie zły i obojętny. Straszne słowo zmarła, które wszyscy powtarzali, prześladowało ją, choć nie wiedziała, co ono znaczy.
Wkrótce wyruszyli w długą podróż samochodem z ojcem. Milczał i nie odpowiadał na jej pytania. W końcu zatrzymał auto i ciężkim głosem oznajmił:
Mamusia już nie wróci, Brygida. Będziesz mieszkać ze mną i moją rodziną. Masz dwóch braci.
Brygida odrobinę się uspokoiła. Ale gdy dotarli do mieszkania ojca, przywitała ich rozczochrana kobieta, krzycząc:
Po co przywiozłeś mi ten ciężar? Sam się nią zajmij! Nie będę wychowywać twojej córki z nieprawego łoża!
Brygida przytuliła się do ściany. Dwaj chłopcy, bliźniacy dwunastoletni, pojawili się na dźwięk krzyków. Spojrzeli na nią z pogardą.
A ty skąd się wzięłaś? spytał jeden. Co to za straszydło?
Drugi wyrwał Brygidzie torbę, wysypał jej zawartość na podłogę i zaczął deptać.
Co tu mamy? Fu! Śmieci! Znalazłaś w śmietniku?
Brygida krzyknęła. Przybiegli rodzice.
Widzisz?! wrzasnęła kobieta. Ledwo przyszła, a już robi problemy. Czego się drzesz, smarkulo?
Brygida spojrzała na ojca ze łzami w oczach. On ocenił sytuację i zimno powiedział:
Idź do pokoju! A ty zwrócił się do Brygidy chodź ze mną!
Dziewczynka posłusznie poszła za ojcem. Słyszała, jak kobieta mamrotała za ich plecami.
Brygida! weszli do maleńkiego pokoju z okienkiem, który wyglądał jak dawna spiżarnia. Tak się złożyło, że twoja matka odeszła. Będziesz mieszkać ze mną i moją rodziną. Ta kobieta to moja żona, Halina. A chłopcy to moi synowie, Jakub i Kacper. Postaraj się z nimi dogadać.
Ojciec zostawił ją, ale wkrótce wrócił ze starym łóżkiem i zniszczoną szafką.
Urządzaj się!
Życie Brygidy zmieniło się diametralnie. Choć starała się, rodzina ojca nigdy jej nie zaakceptowała. Ciocia Halina wściekała się na sam jej widok, mówiąc, że ma już dość. Chłopcy celowo szczypali ją lub popychali. Brygida szybko zrozumiała, że najlepiej będzie, jeśli nie będzie wychodzić ze swojego kąta, gdy ktoś jest w domu. Spędzała dni w swoim pokoiku, bawiąc się starą lalką jedyną pamiątką z dawnego życia.
Czasami chłopcy wpadali i naśmiewali się z niej. Aż ojciec to zauważył i surowo ich ukarał. Potem już nie podchodzili do jej drzwi, ale wykorzystywali każdą okazję, by dokuczać jej, gdy wychodziła do łazienki albo jadła. Nie zawsze dostawała to samo co reszta, często jadła sama. Czuła zapach drożdżówek na śniadanie, ale dostawała tylko owsiankę i wodnistą zupę. Ojciec czasem potajemnie podrzucał jej słodycze.
Brygida marzyła, by pójść już do szkoły, znaleźć przyjaciół i być wśród innych dzieci. Ale na to trzeba było jeszcze długo czekać.
Teraz babcia stała się jej nową sąsiadką. Brygida skuliła się w łóżku i patrzyła, jak starsza pani urządza się w pokoju. Widziała, jak ojciec z chłopcami wnosi stary fotel i małą szafkę. Po tym wszystkim ledwo było miejsca, by przejść.
Poznajmy się powiedziała starsza pani, siadając na fotelu. Jestem pani Wanda, matka twojego ojca, więc jestem twoją babcią. Możesz mnie tak nazywać.
Brygida szepnęła dziewczynka.
Nie miała ochoty rozmawiać z babcią, nie wierzyła, że może być dla niej dobra.
Mimo to zaprzyjaźniły się. Łączyło je to, że obie były odrzucone przez rodzinę ojca. Nikt jednak nie śmiał źle mówić przy pani Wandzie. Brygida słyszała tylko, jak ciocia Halina narzeka, że ojciec sprowadził jej starą wariatkę. Chłopcy zaś próbowali dokuczyć babci raz tłukli jej okulary, raz rozlewali herbatę, raz rozsypywali pinezki w kapciach. Ale starsza pani jadła razem z nimi w kuchni, co Brygida uważała za dziwne.
Antoni, dlaczego Brygida nie siada z nami do stołu? spytała, widząc, że dziewczynka je w swoim pokoju.
Nie ma miejsca! odcięła się Halina.
Jak to nie ma? Mogę się przesunąć, chłopcy też.
Co za bezczelność! warknął Jakub. Nie będę siedział z intruzem!
Jak możesz tak mówić? westchnęła babcia. W końcu to twoja



