Dzisiaj wróciłem do domu i znów zastałem bałagan. Ewa odłożyła torebkę i westchnęła ciężko. Przy stole siedział sąsiad Krzysztof z bratem Jackiem, który przyjechał na urlop. Świętowali już trzeci dzień z rzędu.
Ja, Wojciech, rzadko pozwalałem sobie na takie imprezy. Ale gdy przyjaciel przyjeżdża z daleka trudno odmówić.
„Przyjacielu, czy nie jesteś moim przyjacielem?” powtarzał Jacek.
„Wojtku, wyprowadź już tych gości. Ledwo stoją na nogach.”
„Zamknij się, kobieto!” warknął Jacek.
„Ewuniu, już idziemy” cicho powiedział Krzysztof, podnosząc się z krzesła.
„Jak ty się odzywasz do mojej żony?”
„Uspokój się. Wszyscy do domów. Wynosimy się.”
Ewa wypchnęła gości za drzwi, mnie rzuciła na kanapę i wzięła się za sprzątanie. Wkrótce miała przyjść teściowa. Niech zobaczy, czym zajmuje się jej syn.
Zdołała posprzątać przed przyjazdem Wandy. Nawet ugotowała obiad w pośpiechu, bo goście zjedli wszystko, co było w lodówce. Resztki z ich uczty wylądowały w śmietniku.
„Wando, Jadziu, jak ja za wami tęskniłam!”
„Mamo, babcia ma kotka! Jest rudy. Dziadek mówi, że to spryciarz.”
„Jadziu!”
„Dziadek tak mówi.”
„Myjcie ręce, zjemy coś i napijemy się herbaty.”
„A gdzie Wojtek? Dzwoniłam, ale nie odebrał.”
„Śpi. Trzeci dzień świętuje z sąsiadem. Wracam z pracy wyrzucam ich, a rano zaczyna się od nowa. Może powinnam go zamknąć na dworze bez kluczy? Dopóki ten brat Krzysztofa nie przyjechał, wszystko było w porządku. A on się tu na dobre rozgościł. Mieszkanie mają wspólne, ale żona Krzysztofa nie pozwala tam imprezować małe dzieci. Więc przyszli do nas.”
„Znajomi od pierwszej klasy. Odkąd tu mieszkamy, zawsze się trzymali. Nie da się tego tak po prostu przerwać. Powinniście się wyprowadzić.”
„Gdzie? Dom jeszcze nie wykończony, choć niewiele brakuje. Trzeba tam pojechać, zobaczyć. Ale jak go zostawić?”
„Sam przybiegnie.”
„Kto przybiegnie?” w drzwiach kuchni stanąłem ja.
„Ty. Kto by inny. Już przybiegłeś, zwabiony zapachem jedzenia?”
„Nic nie chcę.”
„To dobrze. Ewa pakuje rzeczy i odchodzi od ciebie.”
„Gdzie?”
„A tobie co do tego? Ty też wyprowadzaj się, to mieszkanie jest nasze z ojcem. Będę je wynajmować. Nie potrzebuję tu pijaków. Szukaj sobie nowego lokum.”
„Jakiego lokum, mamo?” Jacek oniemiał. „Przecież budujemy dom!”
„Dom? A czyj to dom? Kto w niego włożył pieniądze? Dokładnie Ewa i ty. Ale ty włożyłeś nasze oszczędności. W domu będą mieszkać Ewa i Jadzia. Ewo, nie stój, pakuj swoje i córki rzeczy.”
„Nie oddam wam córki!”
„Ojej, przestraszyłeś mnie.”
„Ona jest moja. Ewa nie ma do niej praw.”
„A kiedy zastępowała jej matkę, to miała? Wstydź się. Ona jest jej matką! I nawet nie próbuj mówić takich rzeczy przy córce. Lepiej spakuj swoje rzeczy.”
„Mamo, przecież jestem twoim synem. A co ze mną?”
„I co z tego? Jutro to mieszkanie ma być puste. Teraz jedziemy z dziewczynami.”
„Gdzie?”
„Obejrzymy ich dom i przyśpieszymy budowę. Zostało niewiele. Meble od razu zamówimy.”
„A ja?”
„Czemu ciągle o siebie pytasz? Masz przyjaciół przygarną cię.”
„Nie, tak nie może być.”
„Powiedziałam wszystko. Ewo, wszystko spakowane? To jedziemy. Kluczyki od auta weź.”
„Moim autem?”
„Chcesz, żebyśmy szły pieszo? Ty nie możesz teraz prowadzić.”
„Jedziemy do nas, a jutro zobaczymy, co z domem” powiedziała teściowa. „Przed nami weekend. Przewietrzymy, odpoczniemy. A niech on się martwi.”
Rano stałem z walizkami na progu rodziców. Z mamą nie ma żartów. Jeśli coś postanowi, będzie po jej myśli.
„Czego chcesz?”
„Mamo, kazałaś mi opuścić mieszkanie. Jest puste. Na razie zostanę u was, a potem coś znajdę. Jadzię i Ewę zabiorę. Gdzie one są?”
„Na razie tu, ale wkrótce pojedziemy obejrzeć ich dom.”
„Szukałem ich. Mamo, możemy porozmawiać? To moja wina. Wszystko przez tych braci. No znasz Jacka i Krzysztofa. Nie da się od nich uwolnić.”
„Właśnie dlatego nie będziesz tam więcej mieszkał.”
Ewa i ja się pogodziliśmy. Była zła, ale mi uwierzyła.
„Koniec. Żadnych więcej sąsiadów, przyjaciół.”
„Uważaj, bo Jadzi już nie zobaczysz. Zostanie ze mną. I syn też…”
„Syn? Syn! Trzeba szybko dokończyć dom. Muszę powiedzieć mamie!”
„Nie krzycz, ona wie. Może to nie syn, tylko kolejna córka. Jeszcze za wcześnie.”
„Nieważne. Córka czy syn. Jesteś moją Ewunią!” Podjąłem żonę i zakręciłem się z nią po pokoju.
„Ostrożnie. Postaw mnie.”
Rodzina wprowadziła się do nowego domu. Braciszek Jadzi urodził się niedługo po zamieszkaniu.
„Jadziu, chodź zobaczyć braciszka” powiedziała babcia.
„Jaki malutki. A mój jest większy. Mama mi go dała. Teraz mamy dwie mamy. Tak, babciu?”
„Tak, kochanie.”
„Nie jestem malutka. On jest malutki. A mama obiecała, że weźmiemy rudego spryciarza. No wiesz…”
„Jadziu!”
„Dziadek tak mówi…”
Dziś zrozumiałem, że rodzina to skarb, a przyjaźń nie może być wymówką dla złych wyborów. Czasem trzeba postawić granice, nawet tym, których kochamy.



