Sierota z domu dziecka dostała pracę w ekskluzywnej restauracji. Gdy przypadkowo wylała zupę na bogatego klienta, jej życie zmieniło się diametralnie.

No słuchaj, jak to z tą dziewczyną było Sierota, wychowała się w domu dziecka, ale się ogarnęła, dostała robotę w takiej fajnej restauracji w Warszawie. I właśnie tam, jakby nie patrzeć, jej życie się odwróciło do góry nogami, bo wylała zupę na jakiegoś bogacza.

„Joanna, ty w ogóle wiesz, co zrobiłaś?!” wrzeszczał Krzysiek, machając chochlą. „Zupa na podłodze, gość oblany, a ty stoisz jak słup soli!”

Joasia spojrzała na ciemną plamę na drogim garniturze faceta i poczuła, jak ściska ją w żołądku. Koniec pracy. Pół roku starań i wszystko na nic. Teraz ten bogacz zrobi aferę, zażąda odszkodowania, a ją zwolnią bez odprawy.

„Przepraszam, zaraz to posprzątam” wybełkotała, sięgając po serwetki ze stołu.

Facet uniósł rękę, żeby ją powstrzymać:

„Poczekaj. To moja wina. Szybko się odwróciłem, bo dzwonił telefon.”

Joasia zamarła. Dwa lata pracy kelnerki i nigdy się nie zdarzyło, żeby klient ją przepraszał.

„Nie, to ja byłam nieuważna” mamrotała.

„Nie przejmuj się. Garnitur da się wyczyścić. Ale ty się nie poparzyłaś?”

Pokręciła głową, wciąż nie wierząc w to, co się dzieje. Facet miał z czterdzieści pięć lat, siwiejące włosy i okulary. Mówił spokojnie, bez tej sztucznej uprzejmości, jaką zwykle udają bogaci klienci.

„To może ja się przebiorę, a ty przyniesiesz nową zupę. Tylko tym razem uważaj,” uśmiechnął się lekko.

I nagle pojawił się Dariusz, kierownik sali.

„Panie Kowalski, przepraszam za incydent! Na pewno zwrócimy koszty czyszczenia garnituru”

„Dariusz, spokojnie. Nic się nie stało.”

Joasia przyniosła nową porcję zupy, ręce jej wciąż drżały. Kowalski jadł powoli, raz po raz patrząc na nią z jakimś zamyśleniem.

„Jak masz na imię?”

„Joanna.”

„Długo tu pracujesz?”

„Pół roku.”

„Podoba ci się?”

Wzruszyła ramionami. No co miała powiedzieć? Praca jak praca. Pieniądze są, a z ludźmi różnie bywa.

„A gdzie pracowałaś wcześniej?”

Pytanie niby proste, ale Joasia zesztywniała. Bogaci faceci tak po prostu nie pytają kelnerki o przeszłość.

„W innej kawiarni,” odparła krótko.

Kowalski skinął głową i nie dopytywał. Zapłacił, zostawił duży napiwek i wyszedł.

„Szczęściara z ciebie,” burknął Krzysiek. „Jakbym ja w młodości miał takiego klienta, to bym już dawno na emeryturze był.”

Tydzień później Kowalski znów przyszedł do restauracji. Zajął ten sam stolik i poprosił, żeby obsługiwała go Joasia.

„Jak leci?” zapytał, gdy podała mu menu.

„Spoko.”

„Gdzie mieszkasz?”

„Wynajmuję pokój.”

„Sama?”

Joasia odłożyła menu odrobinę za mocno.

„A co?”

Kowalski uniósł ręce w geście pokoju:

„Spokojnie, nie chcę być wścibski. Po prostu przypominasz mi kogoś.”

„Kogo?”

„Moja siostra. W twoim wieku też była samodzielna.”

Joasia poczuła, jak coś się w niej zaciska. „Była” czyli już jej nie ma.

„Pracuje gdzieś?”

„Nie,” Kowalski zawiesił głos. „Odeszła dawno temu.”

Przerwał im inny klient, który prosił o rachunek. Gdy Joasia wróciła, Kowalski kończył sałatkę.

„Mogę tu często przychodzić?” zapytał. „Podoba mi się tutaj.”

„Przecież to miejsce publiczne.”

„A jeśli poproszę, żeby zawsze obsługiwała mnie ty?”

Joasia wzruszyła ramionami. Klient ma zawsze rację, zwłaszcza gdy dobrze płaci.

Kowalski zaczął przychodzić dwa razy w tygodniu. Zamawiał to samo: zupa, sałatka, danie główne. Jadł powoli, czasem cicho rozmawiał przez telefon. Idealny gość.

Stopniowo zaczął opowiadać o sobie. Ma sieć sklepów z narzędziami, mieszka z żoną w domu pod Warszawą. Dzieci nie mają.

„Skąd jesteś?” spytał raz.

„Z miasta,” Joasia odpowiedziała wymijająco.

„Rodzice żyją?”

„Nie.”

„Dawno odeszli?”

„Nie pamiętam ich. Wychowałam się w domu dziecka.”

Kowalski zatrzymał łyżkę nad talerzem.

„Którym?”

„Czternastym przy ulicy Leśnej.”

„Rozumiem. Ile masz lat?”

„Dwadzieścia dwa.”

„Kiedy stamtąd wyszłaś?”

„Jak miałam osiemnaście. Najpierw dali mi miejsce w akademiku, potem sama wynajmowałam.”

Kowalski przestał jeść. Patrzył na nią dziwnie, jakby dopiero teraz coś zauważył.

„Coś nie tak?” spytała Joasia.

„Nie, wszystko w porządku. Tylko moja siostra też wychowała się w domu dziecka.”

„Biedactwo.”

„Tak. Miałem wtedy dwadzieścia lat, studiowałem. Nie mogłem jej wziąć do siebie mieszkałem w akademiku, ledwo wiązałem koniec z końcem za stypendium.”

„I co było dalej?”

„Potem było już za późno.”

W jego głosie było tyle bólu, że Joasia nie dopytywała. Nie jej było grzebać w cudzych wspomnieniach.

W następnym tygodniu Kowalski przyniósł jej prezent małe, eleganckie pudełeczko.

„Co to?”

„Otwórz.”

W środku były złote kolczyki proste, ale gustowne.

„Nie mogę tego przyjąć.”

„Dlaczego?”

„Bo się prawie nie znamy.”

„Joasia, to tylko drobny gest. Bez żadnych zobowiązań.”

„Za co?”

Zawahał się na chwilę.

„Masz jakieś plany na przyszłość?”

„Jakie plany? Pracuję i oszczędzam na mieszkanie.”

„Chciałabyś zmienić pracę?”

„Na jaką?”

„W jednym z moich sklepów jest wolne stanowisko kierownika. Płaca trzy razy wyższa niż tu.”

Joasia odsunęła się od stołu.

„I co, musiałabym coś za to zrobić?”

„Pracować. Przyjmować towar, pilnować sprzedawców, robić raporty. Wszystkiego się nauczysz.”

„Dlaczego ja?”

„Bo jesteś odpowiedzialna. Przez pół roku zero skarg, zawsze uprzejma dla gości. I bo chcę ci pomóc.”

„Dlaczego?”

Kowalski zdjął okulary, przetarł je serwetką.

„Moja siostra trafiła do domu dziecka, jak miała dwanaście lat rodzice zginęli w pożarze. Ja byłem na trzecim roku studiów. Myślałem, że

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć − trzy =

Sierota z domu dziecka dostała pracę w ekskluzywnej restauracji. Gdy przypadkowo wylała zupę na bogatego klienta, jej życie zmieniło się diametralnie.