„Czy ta zła, przypominająca zapędzone zwierzę kobieta to naprawdę jego matka?”. Jej słowa: „Jesteś błędem mojej młodości” – wciąż dźwięczały mu w uszach.

Dziś znów myślę o tym, jak okrutny może być los. Czy ta kobieta, wściekła jak osaczone zwierzę, naprawdę jest moją matką? Jej słowa: Jesteś błędem mojej młodości wciąż dźwięczą mi w uszach.

O sobie wiedziałem tylko tyle, że znaleziono mnie płaczącego z głodu i strachu na progu domu dziecka. Matka, widocznie mająca jeszcze odrobinę sumienia, owinęła mnie w ciepły kocyk, zawiązała na wierzchu wełnianą chustę i położyła w kartonowym pudle. Pewnie nie chciała, żebym zamarzł.

Nie było żadnej notatki ani imienia, ani daty urodzenia, ani wskazówki, kim jestem. Ale w mojej zaciśniętej dłoni znaleziono duży srebrny wisiorek w kształcie litery A jedyną pamiątkę po matce.

Wisiorek był wyjątkowy, nie taki, jakie sprzedają w każdym sklepie, ale ręcznej roboty, z sygnaturą jubilera. Śledczy próbowali wykorzystać ten trop, by odnaleźć bezduszną matkę, ale ślad się urwał. Jubiler, który go wykonał, dawno już nie żył, a w jego księgach nie było wzmianki o tym zamówieniu.

Tak trafiłem do domu dziecka jako Aleksy Nieznany. I tak przybyło na świecie kolejne państwowe dziecko.

Całe dzieciństwo spędziłem w sierocińcu, utrzymywany przez państwo. Brakowało mi miłości rodziców, a jedyne, o czym marzyłem, to znaleźć kiedyś mamę i tatę.

Pewnie coś strasznego się stało, że mama mnie porzuciła. Na pewno mnie odnajdzie i zabierze stąd myślałem, tak jak wszyscy moi koledzy z domu dziecka.

Kiedy opuszczałem placówkę, wychowawczyni zawiesiła mi wisiorek na szyi i opowiedziała jego historię.

Więc mama chciała, żebym mógł ją odnaleźć? spytałem.

Może. Albo po prostu przypadkiem wyrwałeś go z jej szyi. Dzieci lubią chwytać. Wisiorek był w twojej dłoni bez łańcuszka odpowiedziała.

Dostałem od państwa małe mieszkanie skromne, ale swoje. Zacząłem naukę w technikum, skończyłem je i zatrudniłem się w warsztacie samochodowym.

***

Z Aliną poznaliśmy się przypadkiem dosłownie zderzyliśmy się na ulicy. A dokładniej: najpierw wpadliśmy na siebie, a gdy jej magazyny mody wyleciały z rąk, schyliłem się, by je zebrać, i uderzyliśmy się głowami.

Uderzenie było tak mocne, że aż iskry posypały się nam z oczu. Siedzieliśmy na chodniku, ludzie omijali nas, a my uśmiechaliśmy się do siebie przez łzy. W tej chwili zrozumiałem, że zakochałem się na zawsze.

Muszę jakoś wynagrodzić moją niezręczność! Zapraszam cię na kawę! zaproponowałem.

Alina sama była zaskoczona, jak łatwo się zgodziła. Wydał jej się swojski.

Wiesz, Leszku, mam wrażenie, że znam cię od zawsze powiedziała po pięciu minutach rozmowy.

Nie uwierzysz, ale ja czuję to samo!

Zaczęliśmy się spotykać. Nasza więź była tak silna, że nie mogliśmy bez siebie wytrzymać ciągle dzwoniliśmy i pisaliśmy. Czułem, gdy coś jej się stało, a ona wiedziała, gdy miałem gorszy dzień.

Ty to ja, a ja to ty. Jesteś moim przeznaczeniem powiedziałem jej kiedyś. Szkoda, że nie mogę przedstawić cię rodzicom Nie mam nikogo.

Ale masz mnie! A moi rodzice na pewno cię polubią.

***

Co znaczy: *mój chłopak z domu dziecka*? Zwariowałaś? Przecież oni tam wszyscy są zdemoralizowani! złapała się za serce Lidia, matka Aliny, i osunęła na fotel.

Mamo, Alek jest dobrym, ciepłym człowiekiem! Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka! broniła go Alina.

Córko ma rację włączył się ojciec, Jan Kowalski, oficer. Najpierw trzeba kogoś poznać, zanim się osądzi. Więc przyprowadź go, porozmawiamy. Wtedy zobaczymy, czy twoja mama ma powód do histerii.

Janek, nie rozumiesz! Nie po to wychowywaliśmy córkę, by wiązała się z kimś bez korzeni! A co, jeśli jego rodzice to jacyś degeneraci? krzyczała Lidia.

Wszystko wyjaśnimy, gdy go poznamy warknął Jan.

Lidia nie sprzeciwiła się więcej, tylko smutno wyszła, trzaskając drzwiami.

Jan przekornie mrugnął do córki:

Nie martw się, damy radę.

Dziękuję, tato! Alina ucałowała go w policzek. Więc zaproszę Leszka w sobotę?

Oczywiście. Muszę poznać człowieka, który tak zauroczył moją córkę.

***

W wyznaczony dzień Aleksy, elegancki i spięty, z dwoma bukietami (dla Aliny i przyszłej teściowej) i tortem w ręku, stanął w progu ich mieszkania.

Alina, promienna, wprowadziła go do kuchni.

Mamo, tato to mój Leszek!

Ojciec uścisnął mu dłoń, Lidia przyjęła kwiaty i nagle zbladła. Stała jak skamieniała.

W końcu zaprosiła wszystkich do stołu.

Przepraszam, to przez nerwy wyjaśniła.

Przy obiedzie spytała:

Aleksy, ten wisiorek Wygląda na unikatowy.

To jedyna pamiątka po mamie. Znaleziono mnie z nim w dłoni.

Lidia do końca wieczoru nie odezwała się więcej. Tylko przesuwała groszek po talerzu.

Janowi przyszły zięć się spodobał rozmawiali o futbolu, nartach, wędkarstwie.

Świetny chłopak powiedział, gdy Aleksy wyszedł.

Świetny?! Lidia wybuchła płaczem. Nie ma ani urody, ani manier! Cham!

Lidka, co ty pleciesz? Co on ci zrobił? zdziwił się Jan.

Ale Lidia była nieugięta. Zwróciła się do córki:

Masz z nim zerwać! Natychmiast!

Nie chciała tłumaczyć więcej i zamknęła się w swoim pokoju.

***

Co robić?! myślała gorączkowo. Jak to możliwe, że oni się spotkali?

Podniosła wzrok na stare zdjęcie w książkowej szafce. Młoda ona patrzyła z niego z uśmiechem, a na jej szyi wisiał ten sam wisiorek.

Więc nie zgubiłam go wtedy! To ten mały łobuz go zerwał!

Schowała zdjęcie do kieszeni.

Nie mogą tego zobaczyć. Muszę coś wymyślić!

Nie spała całą noc. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydało się namówienie Aleksa, by wyj

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 3 =

„Czy ta zła, przypominająca zapędzone zwierzę kobieta to naprawdę jego matka?”. Jej słowa: „Jesteś błędem mojej młodości” – wciąż dźwięczały mu w uszach.