Para młoda wracała szczęśliwa z niezapomnianej kolacji urodzinowej. Kinga szła z mężem do domu po restauracji, gdzie świętowali jej urodziny. Wieczór był udany przyszło wielu gości: rodzina, współpracownicy. Kinga większość widziała pierwszy raz, ale skoro Krzysztof ich zaprosił, to pewnie miał powód.
Nie lubiła się sprzeczać z mężem, wolała unikać kłótni. Łatwiej było przytaknąć, niż się wykłócać.
Kinga, klucze nie za głęboko w torebce? Możesz je wyjąć?
Przeszukała torbę, szukając ich po omacku. Nagle przeszył ją ostry ból, upuściła torebkę na ziemię.
Czemu krzyczysz?
Coś mnie ukłuło.
A niby czemu? W tym bałaganie nietrudno o niespodzianki!
Nie odpowiedziała, podniosła torebkę i ostrożnie wyjęła klucze. Weszli do mieszkania, a Kinga szybko zapomniała o zdarzeniu. Była zmęczona, nogi ją bolały, marzyła tylko o prysznicu i łóżku. Rano obudził ją ostry ból w ręce palec był czerwony i opuchnięty. Przypomniała sobie wczorajszy wieczór, sięgnęła po torebkę, by sprawdzić, co się stało. W głębi znalazła dużą, zardzewiałą igłę.
Co to ma być?
Nie rozumiała, skąd się tam wzięła. Wyjęła dziwny przedmiot i wyrzuciła do kosza. Potem poszła po apteczkę, by odkazić ranę. Zawiązała bandaż i pojechała do pracy. Ale w porze obiadowej poczuła gorączkę.
Zadzwoniła do męża:
Krzysztof, nie wiem, co robić. Wczoraj chyba coś złapałam. Gorączkuję, boli mnie głowa, czuję się jak pobita. Wyobraź sobie, znalazłam zardzewiałą igłę w torebce to ona mnie ukłuła!
Idź do lekarza, kto wie, może to poważne.
Nie martw się, odkaziłam, będzie lepiej.
Ale z każdą godziną czuła się gorzej. Ledwo dotrwała do końca pracy, wzięła taksówkę, bo nie miała siły na autobus. W domu padła na kanapę i zasnęła.
Śniła o babci Zofii, która zmarła, gdy Kinga była mała. Nie wiedziała skąd, ale była pewna, że to ona. Krucha, przygarbiona, wyglądałaby strasznie dla innych, ale Kinga czuła, że babcia chce jej pomóc.
Babcia zaprowadziła ją na pole, pokazała, jakie zioła zbierać, i kazała zrobić z nich napar, by oczyścić ciało. Powiedziała, że ktoś życzy Kingi źle, ale musi przeżyć, by się obronić. Czas naglił.
Kinga obudziła się spocona. Myślała, że spała długo, ale minęło tylko kilka minut. Usłyszała trzask drzwi Krzysztof wrócił. Zeszła z kanapy, by go przywitać. Gdy ją zobaczył, oniemiał:
Co się z tobą dzieje? Spójrz w lustro!
Krótko przedtem widziała tam uśmiechniętą kobietę. Teraz nie poznała siebie: matowe włosy, sine cienie, szara cera, puste oczy.
Co to jest?!
Przypomniała sobie sen i powiedziała mężowi:
Śniła mi się babcia. Powiedziała, co mam robić
Kinga, ubieraj się, jedziemy do szpitala.
Nie, babcia mówiła, że lekarze nie pomogą.
Wybuchła kłótnia. Krzysztof nazwał ją wariatką, że bredzi o śnie z babcią. Pierwszy raz pokłócili się tak ostro. Chciał siłą zawlec ją do lekarza.
Jeśli nie pójdziesz sama, zaciągnę cię za kołnierz.
Wyrwała się gwałtownie, straciła równowagę i uderzyła w kant mebla. Wściekły Krzysztof chwycił jej torebkę, trzasnął drzwiami i wyszedł. Kinga ledwo znalazła siłę, by wysłać szefowi wiadomość, że jest chora i zostanie w domu kilka dni.
Krzysztof wrócił późnym wieczorem i przeprosił. Kinga jedynie powiedziała:
Zabierz mnie jutro do wsi, gdzie mieszkała babcia.
Następnego dnia wyglądała jak widmo. Mąż błagał:
Kinga, daj spokój tym dziwactwom, jedźmy do szpitala. Nie chcę cię stracić.
Ale pojechali. Kinga pamiętała tylko nazwę wsi. Nie była tam od lat, gdy rodzice sprzedali dom po śmierci babci. W drodze cały czas spała. Nie wiedziała, gdzie szukać pola, ale gdy dojechali, nagle się obudziła i wskazała:
Tam.
Wyszła z samochodu i osunęła się na trawę, wyczerpana. Ale wiedziała, że babcia ją tu przyprowadziła. Znalazła zioła pokazane w śnie i wrócili do domu. Krzysztof zaparzył napar według jej wskazówek. Kinga piła go małymi łykami, z każdym czując ulgę.
Z trudem doczołgała się do toalety. Gdy wstała, zauważyła, że mocz ma czarny kolor. Nie przestraszyło jej to potwierdzało słowa babci:
Zło wychodzi
Tej nocy znowu śniła o babci. Ta uśmiechała się i zaczęła mówić:
Rzucono na ciebie urok przez tę igłę. Mój napar ci pomoże, ale nie na długo. Musisz znaleźć winowajcę i odesłać mu zło. Nie widzę, kto to, ale ma związek z twoim mężem. Gdybyś nie wyrzuciła igły, wiedziałabym więcej. Ale
Zrób tak: Kup paczkę igieł, na największej odmów zaklęcie: Duchy nocy, wy, coście żyli, usłyszcie mnie, widma mroku, przyśpieszcie prawdę. Otoczcie mnie! Wskażcie, pomóżcie, znajdźcie wroga. Włóż tę igłę do torby męża. Ten, kto rzucił urok, zostanie ukłuty i poznamy winnego. Wtedy odślemy zło z powrotem.
Po tych słowach babcia rozpłynęła się jak mgła.
Kinga obudziła się. Czuła się kiepsko, ale wiedziała, że wyzdrowieje. Babcia jej pomoże.
Krzysztof został w domu, by się nią opiekować. Zdziwił się, gdy oznajmiła, że idzie sama do sklepu:
Kinga, ledwo stoisz. Niech pójdę z tobą.
Krzysztof, zrób mi rosół, po tej chorobie jestem głodna jak wilk.
Zrobiła dokładnie, jak kazała babcia. Wieczorem zaczarowana igła znalazła się w torbie męża. Przed snem spytał:
Na pewno dasz radę sama? Może jednak zostanę?
Dam radę.
Kinga czuła się lepiej, ale wiedziała, że zło wciąż w niej tkwi. Napar działał jak antidotum, ale czNastępnego dnia Krzysztof wrócił z pracy blady i powiedział, że Irena z sąsiedniego działu nagle trafiła do szpitala w ciężkim stanie, a lekarze tylko rozkładają ręce, nie rozumiejąc przyczyny jej choroby.



