Nie ma tu normalnych

13 lipca 2023

Dziś po raz pierwszy zobaczyłem, jak Tania wyszła z małej łodzi pachnącej żywicą i leśnym torfem i od razu poczuła, że nie wróci już do starego życia. Powietrze nad jeziorem Niegocin było wilgotne, przesycone zapachem sosny, mchu, ryby i czegoś nieuchwytnego jakby samo życie unosiło się w tej mgiełce.

Witaj w Baza Żywe Wody przywitał nas przewodnik, młody człowiek w kamizelce wędkarskiej. Rozstaw namiot, gdzie chcesz. Toaleta tam po lewej. Jeśli chcesz pracować, jutro o ósmej rano przy brzegu. Sprzątamy teren z odpadów.

Tania skinęła głową. Słowo pracować nie wywołało strachu, lecz ciszę. Po raz pierwszy od miesięcy nikt nie zadawał jej pytań, nie pytał: Jak się masz?, Czy już sobie radzisz?, Czy znów będziesz prowadzić wykłady?. Nikt nie patrzył ze współczuciem ani niepokojem.

Rozbiła namiot na małym wzniesieniu przy brzegu. Usiadła na kłodzie, zdjęła buty i zanurzyła stopy w lodowatej wodzie. Po raz długi nie płakała.

Dwie tygodnie minęły. Tania nosiła wiadra, kopała rowy, myła garnki. Ręce były podrapane, plecy bolały od ciężkiego narzędzia, ale w głowie panowała cisza. Na bazie mieszali się studenci, biolodzy, byli informatycy, artyści i wolontariusze z całej Polski. Wszyscy trochę ekscentryczni, trochę zagubieni.

Kim byłaś? zapytała pewnego wieczoru Agnieszka, dziewczyna z rudymi dredami i głosem jakby z podwórka.

Nauczycielką historii sztuki. Uniwersytet w Toruniu.

Dlaczego odeszłaś?

Mój syn zmarł rok temu. Utopił się. Nie miałam już słów.

Agnieszka nie spojrzała ze zdumieniem, tylko kiwnęła głową.

Rozumiem. Mój ojciec miał raka, zmarł w grudniu. Wyjechałam tutaj, bo inaczej zwariowałabym.

Czy tu się zwariuje?

Zwariować można wszędzie. Tu nie jest strasznie.

Tania po raz pierwszy się uśmiechnęła.

Zaczęła rysować na kartonie z worków po jabłkach. Szkice rzeki, ptaków, ludzi przy ognisku, a czasem swojego syna w kamizelce wędkarskiej z wiosłem i szerokim uśmiechem.

Pewnego dnia jej rysunki powiesiły na sznurkach przy stołówce. Wieczorem każdy przyniósł swoje: zdjęcia, wiersze, wyroby z kory.

Ogłaszam Dzień Samowyrazu zakrzyknął Andrzej, wysoki i nieodłącznie kudłaty koordynator. Pokażcie, kim byliście, kim jesteście, kim chcecie być!

A ty? spytała Tania.

Byłem marketerem, teraz noszę topór. I lubię to.

Oboje wybuchnęli śmiechem i przestali się wstydzić swoich blizn.

Trzeci miesiąc przyniósł kłopoty nie z lasu, a z miasta. Na łódź przybyły matka i siostra Tanii Maria i Wiktoria, w jaskrawych kurtkach i z torbami pełnymi złości.

Tania! Czy zwariowałaś?! krzyknęła matka przy jej namiocie. Gdzieś się podziałaś! Ludzie tu są dzikusami! Co ty robisz! Boże, czy to w ogóle legalne?

Wiktoria rozejrzała się, jakby szukała kogoś, kto mógłby się pośmiać.

Martwiliśmy się o ciebie! Nie odbierasz telefonu, nie odpisujesz, zniknęłaś jak nastolatka. A przy okazji masz prawie czterdzieści lat! Jesteś nauczycielką!

Tania milczała. Ognisko zamarło. Agnieszka podeszła od tyłu i delikatnie dotknęła jej ramienia.

Musisz?

Nie. Poradzę sobie sama.

Matka kontynuowała:

Myśleliśmy, że jesteś w depresji. Chcemy cię zabrać do domu. Rozmawialiśmy z psychoterapeutą, mówi, że potrzebujesz rehabilitacji.

To moja rehabilitacja, mamo.

Nie bądź głupia. Śpisz w namiocie! Noszisz wodę! Chodzisz z obcymi!

Oni nie są obcy. A ty… nie słyszysz mnie od dawna.

Wiktoria wtrąciła:

To ty nas nie słyszysz. J

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 + piętnaście =

Nie ma tu normalnych