Znowu się zebrała

28 marca 2025 Dziś w mojej pamięci rozbija się kolejny fragment, który postanowiłem zapisać na kartach tego pamiętnika.

Złamałaś moje lustro, więc będziesz mi dłużna siedem lat, szepnął Radosław Krawiec, właściciel galerii SzkłoArt, pochylając się tak blisko, że poczułem woń jego miętowego sprayu.

Pod moimi butami rozbrzmiewały odłamki weneckiego płótna, migocząc niczym setki małych fleszy pod sufitowymi reflektorami. W gardle miałem gorycz: można przetrwać wszystko, oprócz dźwięku kruszącego się szkła, kiedy koszt ramy równa się rocznemu dochodowi.

Zapłacę, wyszeptałem.
Zapłacisz? Czym? Swoimi krzywymi witrynami? Od dziś pracujesz za darmo, dopóki dług nie spłacisz.

Fifteen lat temu, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem, siedziałem w warsztacie mojego dziadka, rzemieślnika lustrzanego, i łapałem odbicia w skrawkach amalgamatu. Dziadek podawał mi jabłkowy żelatynowy cukierek i mawiał: Szkło trzyma prawdę. Czasem straszne jest spojrzenie, ale jeśli nie boisz się, poznajesz siebie lepiej. Po jego śmierci matka sprzedała sklep; wyjechałem do Warszawy, by studiować wzornictwo przemysłowe, a w wolnych chwilach układałem witryny. Tam zauważył mnie Radosław wysoki, czarujący, obiecał osobistą wystawę w zamian za kilka szkiców.

Początkowo nazywał mnie muzą przestrzeni, całował rękę przy każdym udanym projekcie. Potem, przyjacielsko krytykował: Twoje refleksy są zbyt zimne, dodaj ciepła. Nieprzyjemne, lecz konstruktywne. Na wiosnę ton się zmienił: Jaką masz fakturę, gdy nawet wymiary mylisz?. Następnie spadły kary za zniszczone materiały. Powtarzałem sobie: On jest surowy, bo mogę zrobić lepiej.

W jeden czerwcowy wieczór przestawiałem podium dla nowej ekspozycji. Przy wejściu stało najcenniejsze dzieło Radosława XVIIwieczne lustro w złotej oprawie, niczym koronka z półcennego złota. Jeden centymetr, tylko centymetr, a wózek z podium zahaczył o ramę. Trzask, jak strzał. Chwila ciszy. Potem deszcz odłamków.

Wiesz, że to było licytowane na królewski aukcję? ryknął Radosław tak głośno, że zagłuszał alarm.
Naprawię, mruknąłem, zbierając szkło do wiadra, znajdę renowatorów
Trzysta tysięcy złotych, jeśli nie wiesz, albo siedem lat niewoli. Wybór należy do ciebie.

W piwnicy galerii, gdzie nie łapał sygnał WiFi, produkowałem instalacje według jego szkiców: lampysoczewki, stołypryzmy. Radosław przyjmował gotowe prace, a na metkach widniało tylko jego imię. Wieczorami wracałem do domu, otwierałem laptop i sklejałem zdjęcia rozbitego lustra w cyfrową mozaikę, szukając w chaosie linii, gdzie pęknięcia układają się w twarz.

Raz w tygodniu odwiedzała mnie Jagoda, ceramika z sąsiedniego warsztatu.
Gdzie zniknęłaś? Milczysz w czacie.
Spłacam dług, odparłem.
Jagoda przyjrzała się moim garbatym ramionom i zmęczonym dłoniom.
Wiesz, jak rozbijają szkło, by powstały witraże? Najpierw podgrzewają do czerwoności, potem gwałtownie schładzają.
Dzięki za metaforę, uśmiechnąłem się.
Metafora, ale mam w magazynie mnóstwo połamanej ceramiki. Jeśli chcesz, weź. Kawałek po kawałku powstanie coś nowego.

Jesienią do miasta przybył kurator mobilnego festiwalu Miasto Świateł Krzysztof Szymczak. Szukał twórców na nocny performance na starym dworcu kolejowym. W galerii pokazano mu projekty Radosława; Krzysztof skinął uprzejmie, lecz jego wzrok utkwił w koszu pełnym połamanych szkieł.
Kto pracował przy tym?
Odpady, odrzekł szybko Radosław. Nikt się tym nie interesuje.
Podniosłam głowę:
Ja się interesuję.

Na dworcu Krzysztof podszedł do mnie:
Pokaż szkice, których nikomu nie pokazałeś.
Jeśli pogadamy, zwolnią mnie.
Wyciągnął wizytówkę.
Spotkajmy się tam, gdzie nie ma twojego szefa. Jutro o ósmie, peron 13.

Peron był pusty, jedynie rdzewiejące zegary tykały pod dachem. Otworzyłem na tablecie model 3D: gigantyczną pękniętą maskę, wewnątrz której widzowie wędrują labiryntem lustrzanych ścian. Promienie projektorów przeskakują po odłamkach, tworząc frazyodłamki: twoje ręce krzywe, jesteś dłużnikiem, jesteś nikim

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 − 2 =

Znowu się zebrała