Konflikt na pierwszym piętrze

Drogi Dzienniku,

Dziś znowu poczułam, jak nasz mały świat w klatce schodowej przy ulicy Jana Pawła II zamienia się w pole bitew. Stałam na pierwszym piętrze, trzymając starą metalową konewkę, jakby była ostatnią bronią w rękach. Na podłodze leżały rozbite gliniane doniczki z petuniami, geranium i fiołkami, ziemia rozsypywała się po zużytym linoleum, a płatki leżały jak ofiary burzy. Powietrze w klatce było przesycone wilgocią, pleśnią i delikatnym metalicznym posmakiem poręczy.

Z mieszkania nr12 dudniła głośna muzyka elektroniczna z ciężkimi basami. Ja, w kolorowym szlafroku z nadrukowanymi stokrotkami i siwymi włosami związanymi w sztywny kok, spojrzałam na sprawcę zamieszania nowy czarny rower, przywiązany łańcuchem do poręczy, stojący dokładnie tam, gdzie rosły moje kwiaty.

Kto to tak zbezczeszczył mój kącik? wymamrotałam, a głos drżał od gniewu. Przez pół wieku pielęgnowałam te rośliny, a tu barbarzyńcy!

Drzwi mieszkania nr12 otworzyły się gwałtownie i na klatkę wyskoczył Krzysiek, dwudziestosemioletni sąsiad w szarej koszulce sportowej i krótkich spodenkach. Jego ciemne włosy były rozczochrane po treningu, a w ręku trzymał butelkę wody z jaskrawą etykietą.

Pani Jadwigo, po co krzyczysz? zapytał, rozglądając się po rozpadzie. Co to za sprawa, te kwiaty? Przypadkowo przewróciłem rower, doniczki spadły. Kupę nowe, nie ma sprawy.

Uderzyłam konewką w jego stronę, woda rozprysła się po podłodze.

Nie sprawa, Krzysiek! To nie są zwykłe rośliny, to dusza naszej klatki! A wy, młodzież, tylko potraficie niszczyć!

Krzysiek przewrócił oczami, popijając wodę.

Dusza? Babciu, to tylko rośliny. Mój rower jest ważniejszy jeżdżę na nim do siłowni, mam pracę. A wasze doniczki tylko zajmują miejsce!

Z mieszkania wyłoniła się Bronka, młodsza siostra Krzysztofa. Jasne włosy spięte w niechlujny kok, w ręku trzymała podniszczony podręcznik psychologii przygotowywała się do egzaminu na uniwersytecie. Na sobie oversizeową koszulkę z napisem Marz wielkie.

Krzyśku, naprawdę? powiedziała, widząc połamane doniczki. Pani Jadwigo, przepraszam, on nie pomyślał. Sprzątnę to.

Jadwiga westchnęła, oczy zabłysły za okularami.

Nie pomyślał? To egoizm, Bronko! Wy, młodzi, myślicie tylko o sobie! Moje kwiaty cieszyły cały dom, a wy je w śmieci!

Z góry zsunęła się Małgorzata, trzydziestopięcioletnia matka dwójki dzieci z mieszkania nr15. Pchała wózek z małym synkiem, a jej dżinsy były poplamione jabłkowym musem. Za nią szła starsza córka Lidia, z plecakiem na ramionach.

Co to za hałas? zapytała, rozglądając się po klatce. Krzysiek, to ty rozbiłeś kwiaty? Jadwiga ma rację, one upiększają naszą klatkę!

Krzysiek rzucił butelkę na parapet, stukając w szybę.

Upiększają? Połowa już więdnie! Lepiej wymienić żarówki w klatce, niż podlewać te rośliny!

Po kącie pojawił się Olek, samotny programista z mieszkania nr10, wystawił głowę zza drzwi, trzymając laptopa. Jego okulary spadły na nos, a koszulka z logo Linuxa była pomarszczona.

Krzysiek, nie denerwuj się powiedział, poprawiając okulary. Kwiaty to ekologia, tlen. A twój rower mógłby leżeć w piwnicy.

Krzysiek odwrócił się, podnosząc głos.

Ekologia? Olek, jesteś tu raz w miesiącu, siedząc przy kodzie! Gdzie mam postawić mój rower?

Klatka zamieniła się w arenę, a rozbite doniczki stały się symbolem wojny sąsiadów, każdy widział w kwiatach coś innego.

Następnego dnia konflikt rozgorzał z nową siłą. Jadwiga przyniosła nowe doniczki z piwnicy, gdzie trzymała zapas, i demonstracyjnie podlała petunie, narzekając na niewychowaną młodzież. Jej szlafrok falował, a konewka błyszczała pod przygasłą lampą. Krzysiek, po powrocie z treningu, zobaczył, że jego rower znów stał w kącie, otoczony pustymi doniczkami, i wywołał siostrę.

Bronka, co to za cyrk? krzyknął, stukając w doniczki. Mówiłem, że potrzebuję miejsca!

Bronka, siedząca przy kuchennym stole pełnym notatek, odłożyła podręcznik.

Krzyśku, nie zaczynaj. Rozmawiałam z Jadwigą jest naprawdę zdenerwowana. Może się przeprosić?

Krzysiek przewrócił noski, zrzucając buty sportowe, które z hukiem spadły na podłogę.

Przeprosić? Za co? Ona rozrzuciła kwiaty po całym korytarzu, a ja muszę się dostosować? To też mój korytarz!

Bronka westchnęła, głos stał się łagodniejszy, ale stanowczy.

To nasz korytarz, Krzysiek. I jej też.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem + 7 =

Konflikt na pierwszym piętrze