Na takich jak ty się nie żeni

No cóż, Zosiu, musisz zrozumieć, że na takich jak ty się nie żenią powiedział spokojnie Kazimierz. Są kobiety do miłości i przyjemnego spędzania czasu, a są takie, które czekają do ślubu. Niestety, ty do tych drugich nie należysz.

A czym ja dla ciebie jestem zła, Kaziu? Gotuję, wyglądam dobrze, dbam o dom, jako kobieta cię w pełni zadowalam Zosia patrzyła ze zdziwieniem na ukochanego mężczyznę.

Właśnie tym! Jesteś popsuta, rozumiesz? Na takich się nie żeni. Z takimi się tylko spotyka bez zobowiązań. A żenić trzeba się z uczciwą i nieskalaną dziewczyną, dla której będziesz pierwszy! Żeby gotowa była nogi ci umyć i tę wodę wypić, jak to w przysłowiu bywa. Kazimierz, zadowolony, że ostatnie słowo należało do niego, odwrócił się do ściany i zaczął chrapać.

Zaledwie tydzień wcześniej Zosia siedziała z przyjaciółkami w kawiarni i dyskutowała o świetnych perspektywach, jakie przed nią stoją. Tak, trzydzieści lat to już nie młoda dziewczyna, ale kariera zbudowana, mieszkanie i samochód ma, wygląda znakomicie. Można śmiało wychodzić za mąż i rodzić dzieci! Tym bardziej że kandydat z doskonałym genofondem już był.

Kazimierz nigdy nie był żonaty, mieszkał wprawdzie osobno, ale kupił mieszkanie obok matki. Czterdzieści lat, przystojny, zadbany, prawie bez nałogów, a do tego na solidnym stanowisku. Marzenie, nie mężczyzna.

Z Zosią Kazimierz poznał się na jej przyjęciu przyszedł do gabinetu stomatologicznego na kontrolę, a spotkał ukochaną kobietę. Tak bywa.

Zosia dużo pracowała, przyjmowała zarówno w miejskiej przychodni, jak i prywatnie, więc na układanie życia osobistego nie miała czasu.

Kazimierz jeszcze tego samego wieczoru spotkał ją po pracy z bukietem i to nie banalnych róż, ale przepięknych piwonii. W lutym! Potem zaprosił do restauracji. Tak się to zaczęło.

Z jednej strony Zosia się martwiła: mija drugi rok, a oświadczyn od Kazimierza jak nie było, tak nie ma. Przyjaciółki już delikatnie sugerowały, że czas zmienić status i założyć pierścionek na palec. Ale Kazimierz się nie śpieszył.

Wsłuchana w rady dziewczyn, Zosia postanowiła go przyspieszyć. Sama zainicjowała poważną rozmowę przed snem i dostała odpowiedź zupełnie nieoczekiwaną: na takich jak ona się nie żeni!

Co on sobie w ogóle wyobraża? Trzeba było pilnie przedyskutować sytuację z mądrzejszymi ludźmi, więc następnego dnia po pracy Zosia znów spotkała się ze zamężnymi przyjaciółkami w kawiarni:

Wyobraźcie sobie, dziewczyny, powiedział mi, że jestem popsuta! Okazuje się, że na takich się nie żeni!

Jak to, Zocha? huknęła Kasia. Przecież jesteś piękna, mądra i ustawiona lepiej niż niejeden facet.

Powiedział, że ożeni się tylko z nieskalaną. A ja jestem trzeci sort nie małżeństwo. I co teraz robić, nie mam pojęcia! Poza tym mi odpowiada. Niegłupi, z pieniędzmi, i z tym też dobrze.

Zocha, rzuć go, póki nie jest za późno zaśmiała się Lidka. Bo tak ci mózgi zamąci, że będziesz potem latami odzyskiwać pewność siebie.

A najlepiej przyprowadź go do nas! Tym bardziej że mamy z Michałem okazję w te weekendy jubileusz, dziesięć lat po ślubie! Przyjeżdżajcie z twoim Kaziem, będziemy mu reklamować życie rodzinne wtrąciła się Kasia.

Tak postanowili. Kazimierz, który rzadko gdzieś bywał z Zosią, niespodziewanie zgodził się pojechać na imprezę za miasto, na działkę. Za kierownicę też siadł on. Zosia już wyobrażała sobie, jak wreszcie trochę odsapnie z przyjaciółkami, skoro nie ona będzie prowadzić w drodze powrotnej.

Na działce u Kasi i Michała panowała miła atmosfera. Biegały dzieci dwoje ich własnych i niezliczeni siostrzeńcy, smażył się kebab, kręcił się piesek Burek szpic. Zosia, patrząc na niego, myślała, że ten wiercipięta musi mieć gdzieś ukrytą baterię.

Zaczęli jeść koło południa i siedzieli do wieczora. Starsze pokolenie rodzice, dziadkowie już poszło do domu, dzieci się uspokoiły. Przy stole zostali najwytrwalsi: Kasia, jej mąż, przyjaciółki i Kazimierz. Pili herbatę z jagodowym ciastem i rozmawiali. Zeszło na małżeństwie. I wtedy Kazimierz znów wyciągnął swoją teorię.

Powiedzcie mi, Kasiu zaczął podstępnie mówicie, że Zosi czas za mąż. Ale dlaczego nie wyszła wcześniej? Dlaczego wy macie dziesięć lat małżeństwa, a ona jest sama?

Skąd mam wiedzieć zdziwiła się Kasia. My z Michałem byliśmy młodzi i głupi, pobraliśmy się na trzecim roku. A ona się uczyła, nie miała czasu.

A powiedzcie mi jeszcze coś: wyszłaś za mąż jako czysta i nieskalana dziewica?

Co za pytania prychnęła Kasia. A mówią, że to my, lekarze, jesteśmy cyniczni. Nie, nie czysta i nie nieskalana, byliśmy razem od pierwszego roku, jeśli cię to interesuje.

Ale poznaliście się, gdy była dziewczyną?

Słuchaj, a czemu zostałeś ubezpieczycielem, a nie lekarzem, skoro tak interesujesz się czyimś dziewictwem? warknął Michał. Moja żona była dziewczyną, gdy ją poznałem. Wystarczy?

Widzicie, była czysta i nieskalana. Szacunek, dobrzeście zrobili. Ale jak można oświadczyć się kobiecie, która przed tobą miała nie wiadomo ilu mężczyzn? Pomyślcie sami. Jeśli jest taka rozwiązła, już splamiła reputację, czy warto hańbić rodzinę?

A co to za rodzina? zaśmiała się Lidka. Hrabiowie czy książęta, że wam koniecznie trzeba nieskalaną, dziewczynę bez przeszłości? To po co, towarzyszu, wpajałeś naszej Zosi fałszywą nadzieję? Ona na tobie czas traci, między innymi! A mogłaby spokojnie znaleźć porządnego faceta i wyjść za mąż.

Nikt nikomu nic nie wpajał spokojnie odparł Kazimierz. Wasza przyjaciółka sama powinna już rozumieć, że jest kobietą drugiego sortu. A żeby się z nią ożenić, każdy mężczyzna potrzebuje mocnych argumentów. Ja ich nie widzę. A ty, Lidko, jesteś trzecim sortem, rozwódka z dzieckiem. Praktycznie bez szans na zamążpójście. Pozostało ci tylko współczucie

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 − 7 =

Na takich jak ty się nie żeni