Biznesmen przez 16 lat szukał zaginionej córki, nie wiedząc, że od dawna mieszka i pracuje w jego własnym domu…

**Dziennik Aleksandra Kowalskiego**

Szesnaście lat szukałem córki, nie wiedząc, że cały czas była tuż obok…

Katarzyna szlochała, wtulona w poduszkę. Jej rozpaczliwe łkania wypełniały ciszę pokoju. Aleksander nie mógł znaleźć sobie miejsca nerwowo krążył po pokoju, próbując pojąć, jak to możliwe.

Jak można zgubić dziecko? zapytał, zaciskając pięści.

Nie zgubiłam jej! wykrzyknęła Kasia. Siedziałyśmy na ławce, Zosia bawiła się w piaskownicy. Wokół było pełno dzieci, sam wiesz. Nikt nie pilnuje każdego całą dobę! A potem wszyscy się rozeszli Od razu przeszukałam całe osiedle, dzwoniłam do ciebie!

Głos kobiety znów się załamał, a ona wybuchnęła jeszcze głośniejszym płaczem. Aleksander zatrzymał się, usiadł obok i delikatnie położył dłoń na jej ramieniu.

Przepraszam powiedział już łagodniej. Rozumiem. To nie była zwykła strata. Ktoś ją zabrał. Znajdę ich. Muszę.

Poszukiwania pięcioletniej dziewczynki zaczęły się natychmiast. Policja przeczesywała podwórka, piwnice, parki, lasy. Wszystkie siły rzucono na poszukiwania, ale nie znaleziono ani śladu. Dziecko zniknęło, jakby zapadło się pod ziemię.

Aleksander postarzał się o dziesięć lat w jedną noc. Pamiętał obietnicę daną umierającej żonie: sprawić, by Zosia była najszczęśliwszą dziewczynką na świecie, chronić ją ponad życie. Dwa lata po śmierci pierwszej żony ożenił się z Katarzyną. Nalegała, twierdząc, że Zosia potrzebuje kobiecej opieki. Relacje między dziewczynką a macochą nie układały się, ale Aleksander wierzył, że to tylko kwestia czasu.

Przez rok był bliski szaleństwa. Czasem pił na umór, innym razem nie tknał nawet kieliszka. Firmą zarządzała młoda żona, co mu odpowiadało. Jedyne, co robił każdego dnia dzwonił na policję. I zawsze słyszał to samo: Nie ma nowych informacji.

Rok po zniknięciu córki Aleksander wrócił na plac zabaw, gdzie wszystko się zaczęło. Łzy spływały mu po twarzy.

Rok Cały rok bez niej

Dobrze, popłacz. Łzy oczyszczają duszę rozległ się głos obok.

Aleksander drgnął. Obok siedziała babcia Marysia osiedlowa sprzątaczka, która była tu od zawsze, odkąd tylko powstała ta ekskluzywna dzielnica. Wydawała się wieczna ani starsza, ani młodsza, po prostu część krajobrazu.

Jak teraz żyć?

Nie tak, jak teraz. Już dawno przestałeś przypominać człowieka. A jeśli Zosia wróci jak jej się pokażesz? I co z ludźmi?

O czym ty mówisz?

O tym, że twoja żona wyprzedaje firmę. Ludzie tracą pracę. Dałeś im nadzieję, a teraz wyrzucasz ich jak śmieci.

To niemożliwe

A jednak. Może cię nawet otruć wtedy córeczce nie będzie do kogo wracać.

Babcia Marysia wstała i odeszła, nie żegnając się, szurając miotłą po chodniku.

Aleksander jeszcze chwilę posiedział, po czym wrócił do domu. W godzinę doprowadził się do porządku. Gdy spojrzał w lustro, wzdrygnął się patrzył na niego obcy, wynędzniały starzec.

Wszedł do samochodu, którego nie prowadził od roku, i wyruszył do biura. W środku coś zadrżało czuł, że zaczyna wracać do życia.

Na parterze zamiast znajomej recepcjonistki siedziała młoda dziewczyna, wgapiona w telefon. Nawet na niego nie spojrzała. Na piętrze nowa sekretarka, umalowana jak lalka.

Nie może pan tam wejść! próbowała go zatrzymać.

Aleksander odsunął ją i wszedł. W gabinecie zastał żonę na kolanach u młodego mężczyzny. Gdy go zobaczyła, zerwała się, poprawiając ubranie.

Alek! Zaraz wszystko wyjaśnię!

Wynoś się. Masz dwie godziny, żeby zniknąć z miasta.

Katarzyna wybiegła, a jej towarzysz wymknął się za nią. Aleksander dodał zimno:

Dotyczy to też pana.

W ciągu kilku godzin przywrócił porządek w firmie. Zwolnił zdrajców, odciął Katarzynę od kont. Znajomi dziwili się gdzie podział się ten łagodny, kompromisowy człowiek? Teraz w jego miejsce był twardy biznesmen, który nie znosił sprzeciwu.

Minęło pięć lat, firma kwitła. Po dziesięciu stała się regionalnym liderem. Bały się go konkurencje, ale trzech ludzi znało prawdę: sekretarka Irena, gosposia Wanda i babcia Marysia. Wiedzieli, że pod tą zimną maską kryje się ból, którego nie przeżył.

Pewnego wieczora Wanda zajrzała do gabinetu.

Aleksandrze, mogę na chwilę?

Oczywiście.

Odłożył papiery i uśmiechnął się:

Co tak pachnie? Naleśniki?

Zgadł pan. Chyba specjalnie je pan upiekł, żebym nie mogła odmówić.

Może i tak. O co chodzi?

Dom jest za duży. Nie daję rady sama. Potrzebuję pomocy.

Aleksander zmarszczył brwi nie znosił zmian, szczególnie w swoim domu.

Dobrze w końcu ustąpił. Tylko żeby było cicho.

Następnego dnia, zamiast do biura, pojechał do parku, gdzie zniknęła Zosia. Od szesnastu lat przyjeżdżał tu co roku, jak na stypę. Gdy wrócił do domu, zastał Wandę i młodą dziewczynę.

Aleksandrze, to Kinga, moja pomocnica.

Dziewczyna spuściła wzrok, nerwowo poprawiając kosmyk włosów. Aleksandrowi coś ścisnęło serce. To spojrzenie, ten gest

Mówi? spytał.

Mówi, ale niechętnie odparła Wanda.

Aleksander usiadł w gabinecie, sięgnął po whisky i album rodzinny. Na zdjęciu Zosia w wieku czterech lat. Gdy przyjrzał się uważniej, serce zamarło mu w piersi.

Wpadł na kuchnię.

Gdzie ona?!

Kinga stała w salonie, przerażona. Aleksander chwycił ją za rękę, odsłaniając nadgarstek. Znajomy, wyblakły dziecięcy bransolet.

Napisz podsunął jej notatnik.

*Nie pamiętam. Zawsze go miałam.*

Kto są twoi rodzice?

*Nie wiem. Żyłam u Cyganów. Uciekłam, gdy chcieli mnie wydać za mąż.*

Tydzień badań był najdłuższy w jego życiu. Gdy lekarz potwierdził Kinga to Z

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście − 8 =

Biznesmen przez 16 lat szukał zaginionej córki, nie wiedząc, że od dawna mieszka i pracuje w jego własnym domu…