Nowo narodzone szczęście 🌺🌼🌸

**NOWONARODZONE SZCZĘŚCIE**

Panie, przestań pan chodzić za mną krok w krok! Mówiłam panu, że noszę żałobę po mężu. Niech mnie pan nie nęka! Boję się pana! prawie krzyczałam, tracąc cierpliwość.

Pamiętam, pamiętam Ale mam wrażenie, że ta żałoba jest bardziej nad panią samą. Wybaczcie mój wielbiciel nie dawał za wygraną.

Przebywałam w sanatorium. Pragnęłam ciszy i śpiewu leśnych ptaków, a nie natrętnych zalotów obcych mężczyzn. Mój mąż zmarł nagle, niespodziewanie. Potrzebowałam ochłonąć, pogodzić się z tą stratą.

Z mężem, Robertem, zaczęliśmy remont mieszkania, oszczędzaliśmy każdy grosz, odmawiając sobie wszystkiego, aż tu nagle Robertowi zrobiło się słabo, karetka nie zdążyła pomóc. To był drugi zawał. Po pogrzebie zostałam bez drugiej połowy i bez remontu. Za to z dwoma nastoletnimi synami. Ręce mi opadały. Jak przeżyć tę stratę?

W pracy zaoferowali mi voucher do sanatorium. Broniłam się. Nie chciałam nawet wychodzić z domu. Koledzy nalegali:

Nie jesteś pierwszą wdową i nie ostatnią. Masz dzieci. Trzeba żyć! Jedź, Kinga, odpocznij. Uporządkuj myśli.

Więc pojawiłam się tam, choć z ciężkim sercem.

Minęło czterdzieści dni od śmierci Roberta. Ból nie ustępował.

W sanatorium zamieszkałam z wesołą dziewczyną, Kasią.

Promieniowała radością, aż raziło. Nie chciałam dzielić się z nią swoim smutkiem. Po co miałaby to wiedzieć? Do Kasi zalecał się animator. Wiadomo, w takich miejscach sami kawalerowie, rozwodnicy lub zrozpaczeni wdowcy. Mnie nie oszukasz Ostrzegałam Kasię przed tym błaznem. Pewnie żonaty po raz drugi, jeśli nie trzeci.

Kasia tylko się śmiała:

Oj, nie strasz mnie, Kinga! Ja już wróbla wypatroszonego nie złapiesz

I wróbelek co wieczór fruwał na randki. Ja zaś tydzień przesiedziałam w pokoju. Czytałam książkę, choć nie pamiętałam o czym, patrzyłam w telewizor, nie widząc ekranu.

Pewnego ranka obudziłam się w doskonałym nastroju. Wyjrzałam przez okno raj! Pomyślałam: przejdę się po lesie, posłucham ptaków, odetchnę świeżym powietrzem. I wtedy spotkałam go.

Zauważyłam go wcześniej w jadalni. Ten niski, nachalny jegomość o bezczelnym spojrzeniu. Był o głowę niższy. Brrr Nieprzyjemny typ.

Ale był zadbany, ogolony, ubrany jak z żurnala. Przy każdej kolacji kłaniał mi się z przesadną uprzejmością. Odwzajemniałam skinieniem głowy, tylko z grzeczności. Aż w końcu podszedł do mojego stolika.

Smutno pani? spytał aksamitnym głosem.

Nie odpowiedziałam sztywno.

Nie oszukujmy się, proszę pani. Na twarzy ma pani żałobę. Może mogę pomóc? nie ustępował.

Zgadł pan. Żałoba po mężu. Jeszcze jakieś pytania? sięgnęłam po serwetkę, dając do zrozumienia, że rozmowa skończona.

Przepraszam, nie wiedziałem. Współczuję. Ale może się poznamy? Janusz przedstawił się pośpiesznie, jakby bał się, że zaraz zniknę.

Kinga mówiąc to, już wstawałam od stołu.

Od tej pory Janusz przy każdej kolacji wręczał mi bukiet dzwonków. Rosły tu wszędzie. Nie ukrywam, było mi przyjemnie. Ale nie zamierzałam tego rozwijać.

Janusz nie rezygnował. Dołączył do moich wieczornych spacerów. Co więcej, zaczęłam nosić buty bez obcasów, żeby nie było dysonansu. A jemu jego niski wzrost i błyszcząca łysina najwyraźniej nie przeszkadzały. Zaczęłam podejrzewać, że kobiety uwodzi głosem. Nigdy nie słyszałam tak hipnotyzującego tembru. Chyba wpadłam w jego sidła.

Zaczęliśmy chodzić na wieczorne tańce, jeździć do miasta po owoce Mój adorator próbował wciągnąć mnie do swojego pokoju. Ale ja, jak żołnierz z ołowiu, nie ustępowałam.

W końcu Janusz przypomniał mi:

Kinga, jutro wyjazd. Może wpadniesz do mnie wieczorem na herbatę?

Zastanowię się odpowiedziałam wymijająco.

Nastąpił ostatni wieczór. Postanowiłam nie robić mu przykrości i przyszłam, wiedząc, jak to się skończy

Stół był elegancko nakryty, pełen smakołyków. Pewnie pożyczył sztućce z jadalni pomyślałam z uśmiechem. Janusz podał mi krzesło. Niespodziewanie pojawiło się szampan.

Zaczynamy, Kinga? Nie wiem, jak jutro się rozstać. Zostaw adres. Na pewno przyjadę powiedział ze smutkiem.

Zapomnisz drugiego dnia. Znam was, facetów. Za co pijemy, Janek? byłam już gotowa na wszystko.

Nie domyślasz się? Za miłość, Kinga, za miłość! wzniósł toast.

Rano obudziliśmy się w objęciach. Boże, po co się tak opierałam? Dlaczego nie przyszłam od razu? Stracony czas Jednym słowem zakochałam się jak dziewczynka. A dziś trzeba pakować walizki i wracać do domu.

Pożegnałam się z Kasią. Siedziała na łóżku i płakała.

Co się stało? spytałam.

Jestem w ciąży, Kinga. Nie wiem od kogo szlochała.

Ten animator narozrabiał? próbowałam zgadnąć.

Nie wiem Poznałam jeszcze jednego, z sąsiedniego ośrodka. Żonaty.

O rany, Kasia. Zadzwoń do rodziców. Niech przyjadą, rozwiążą sprawę. Jak mogli cię tu samą wysłać? Chodźmy do dyrektora. Może coś wymyśli.

Kasia wybiegła z pokoju, zalana łzami. Tak, dziewczyno, jeszcze się nażresz gorzkiego chleba

Spakowałam się. Nie chciało mi się wyjeżdżać. Te dwadzieścia cztery dni wszystko tu uczyniły bliskim. Zwłaszcza Janek

Podjechał autobus. Janek przyszedł mnie odprowadzić. Z bukietem dzwonków. Zaczęłam płakać, przytuliłam go mocno. I już. Romans dobiegł końca. Serce ścisnęło się. Gdyby tylko zawołał: Zostań!, rzuciłabym wszystko

Mieszkaliśmy w innych miastach. Kontaktować się można było tylko listownie. I oto list od żony

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × pięć =

Nowo narodzone szczęście 🌺🌼🌸