Podróżniczka

Ogłoszono już odjazd, a Marek wyszedł na peron. Po tygodniowej służbowej podróży wracał do domu. Wszedł do wagonu przedziałowego, odnalazł swoje miejsce na dole. Gdy się rozlokowywał, usłyszał, jak ktoś ciężko oddychając, idzie korytarzem. Obrócił się stała przed nim starsza kobieta z walizką na kółkach, bardziej przypominającą plecak, w jesiennym płaszczu i kolorowej chuście, usiłując złapać oddech.

No tak pomyślał Marek babcia pewnie będzie prosić o dolne miejsce.

Spójrz, synku, chyba mam miejsce na dole powiedziała pasażerka, gdy już odsapnęła.

Rzeczywiście, miała dolne miejsce. Zaczęła się krzątać, rozpakowując swoje rzeczy. Marek zauważył, że sąsiadka ma około siedemdziesięciu lat. No proszę pomyślał i w takim wieku podróżują, czego nie da się usiedzieć w domu?

Kobieta w końcu usiadła na swoim miejscu, składając pomarszczone dłonie na kolanach. Do wagonu wchodzili kolejni pasażerowie, ale górne miejsca w ich przedziale pozostały puste. Marek już pogodził się z myślą, że będzie musiał spędzić podróż ze starszą kobietą, z którą nawet nie ma o czym rozmawiać.

Pociąg ruszył. Wkrótce pojawiła się konduktorka, przynosząc pościel. Kobieta natychmiast zabrała się do ścielenia łóżka, starannie rozkładając prześcieradło i wkładając kołdrę w poszewkę. Potem znów usiadła i pierwsza przerwała milczenie:

Niewygodne to łóżko, w domu mam miękkie, a tu pewnie połamię sobie kości. Od młodości nie jeździłam pociągiem, już myślałam, że nigdy więcej nie wsiądę.

Marek skinął głową i milczał.

Nazywam się Halina Stanisławówna. A ty jak?

Marek.

A po ojcu?

Janowicz. Możesz mówić po prostu Marek.

No tak, młody jeszcze jesteś, można i po imieniu. W gości jedziesz?

Dlaczego w gości? zdziwił się Marek. Wracam z delegacji.

A, do domu! To dobrze. A ja właśnie z domu wyjechałam na stare lata. Kobieta nagle zamilkła i spojrzała przez okno. Markowi wydawało się, że ma łzy w oczach, choć nie płakała. Zrobiło mu się wstyd, że od początku był taki nieprzyjazny wobec starszej sąsiadki.

A pani też do domu, czy z domu? Postanowił złagodzić swój chłód i nawiązać rozmowę.

Z domu, synku, z domu westchnęła. Tylko dobę jadę, a już taka nerwowa jestem.

A do kogo pani jedzie?

Do córki Halina Stanisławówna wyciągnęła z kieszeni chusteczkę i otarła łzę.

Powinna pani się cieszyć, a pani płacze.

A ja się cieszę, pięć lat nie widziałam córki, już myślałam, że nigdy więcej nie zobaczę.

Pogubiłyście się?

Pogubiłyśmy, synku, z własnej woli. Charaktery nam nie pozwalały żyć w zgodzie, duma przeszkadzała. Jak tylko córka dorosła, zaczęłyśmy się kłócić. Wychowywałam ją bez ojca, było różnie: często się sprzeczałyśmy. Pierwszy raz wyszła za mąż na złość mnie, ale nie wyszło jej to na dobre. A ja nie wsparłam jej dobrym słowem, tylko krytykowałam tak się kłóciłyśmy całe życie. Wnuczkę przeciwko mnie nastawiła, zawsze robiła mi na przekór. A pięć lat temu sprzedała mieszkanie, wyjechała i nawet nie powiedziała, dokąd. Chodziłam nawet na policję, żeby się dowiedzieć martwiłam się, bo wyjechała z wnuczką.

Potem się odezwała, napisała, że jej się dobrze powodzi, że wyszła za mąż, ale żebym jej nie szukała i nigdy nie przyjeżdżała. I z tym ciężarem na sercu żyłam te wszystkie lata. Z czasem zrozumiałam, że też byłam winna. Może mnie nie słuchała, ale przecież to moja córka.

A rok temu dostałam od niej list. Napisała, gdzie mieszka, że dawno się rozwiodła, że już została babcią i pytała o moje zdrowie. Płakałam całą noc, a potem odpisałam, że bez nich nie ma dla mnie życia. Potem się dodzwoniłyśmy, pogadałyśmy i zrozumiałyśmy, że obie byłyśmy winne.

Wnuczka urodziła dziecko, więc mam już prawnuka. Ewa pomaga jej we wszystkim, sama nie może wyjechać, więc mnie zaprosiła. I zdecydowałam się pojechać, bo nie wiadomo, ile mi jeszcze życia zostało zdrowie nie najlepsze, ciśnienie dokucza chcę je zobaczyć.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 − dwanaście =

Podróżniczka