Już ogłoszono odjazd, więc Wojciech wyszedł na peron. Po tygodniowej delegacji wracał do domu. Wszedł do przedziału sypialnego i odnalazł swoje dolne miejsce. Gdy się rozlokowywał, usłyszał ciężki oddech kogoś, kto szedł wzdłuż wagonu. Odwrócił się stała przed nim starsza kobieta z walizką na kółkach, bardziej przypominającą plecak, w jesiennym płaszczu i kolorowej chustce, starając się złapać oddech.
No cóż pomyślał Wojciech babcia pewnie będzie chciała zamienić się na dolne miejsce.
Spójrz, synku, chyba mam miejsce na dole powiedziała pasażerka, gdy już odsapnęła.
Okazało się, że rzeczywiście miała dolne miejsce. Zaczęła się krzątać, rozpakowując swoje rzeczy. Wojciech zauważył, że kobieta miała około siedemdziesięciu lat. Ciekawe pomyślał w takim wieku i jeszcze podróżuje, czego nie siedzi w domu?
W końcu usiadła na swojej półce, składając pomarszczone dłonie na kolanach. Do wagonu wchodzili inni pasażerowie, ale nikt nie zajął górnych miejsc w ich przedziale. Wojciech już się pogodził z myślą, że będzie musiał jechać ze starszą kobietą, z którą nawet nie ma o czym rozmawiać.
Pociąg ruszył. Niedługo potem pojawiła się konduktorka, przynosząc pościel. Kobieta natychmiast zaczęła ścielić łóżko, starannie rozkładając prześcieradło i poduszkę. Potem znów usiadła i pierwsza odezwała się:
Niewygodna ta kolejowa pościel, w domu mam miękkie łóżko, a tu boki sobie połamię. Od młodości nie jeździłam, już i nie miałam nadziei, że jeszcze gdzieś pojadę.
Wojciech skinął głową i milczał.
Nazywam się Jadwiga Józefówna. A pana jak?
Wojciech.
A po ojcu?
Stanisławowicz. Może po prostu Wojciech.
No tak, młody jeszcze jesteś, można i po imieniu. W gości jedziesz?
Dlaczego w gości? zdziwił się Wojciech. Wracam z delegacji.
A, to dobrze, do domu. A ja ze starego domu uciekam. Kobieta nagle zamilkła i spojrzała w okno. Wojciechowi wydawało się, że ma łzy w oczach, choć nie płakała. Zrobiło mu się wstyd, że tak niechętnie ją przyjął.
A pani też do domu, czy? postanowił złagodzić sytuację.
Ze domu, synku, ze domu. Tylko dobę jadę, a już mnie ta droga męczy.
Do kogo jedziecie?
Do córki. Jadwiga Józefówna wyjęła z kieszeni chusteczkę i otarła łzę.
Powinna pani się cieszyć, a pani płacze.
A ja się cieszę, pięć lat nie widziałam córki, myślałam, że już nigdy nie zobaczę.
Pokłóciliście się?
Pokłóciliśmy się, synku, z własnej woli. Charaktery nam spokoju nie dały, duma przeszkadzała żyć w zgodzie. Jak tylko Kasia dorosła, przestałyśmy się dogadywać. Wychowywałam ją bez ojca, często się kłóciłyśmy. Wyszła za mąż pierwszy raz na złość mi, ale nie wyszło jej to. A ja nie wsparłam jej dobrym słowem, tylko krytykowałam tak i żyłyśmy w wiecznych sporach. Wnuczkę przeciwko mnie nastawiła, wszystko robiła na przekór. A pięć lat temu sprzedała mieszkanie i wyjechała, nie mówiąc dokąd. Chodziłam nawet na policję, żeby szukać martwiłam się, bo wyjechała z wnuczką.
Potem dała znak życia, napisała, że wszystko u niej dobrze, że wyszła za mąż, ale żebym jej nie szukała i nigdy nie przyjeżdżała. I tak żyłam z tym ciężarem na sercu. Z czasem zrozumiałam, że też byłam winna. Może mnie nie słuchała, ale przecież to moja córka.
A rok temu dostałam od niej list. Napisała, gdzie mieszka, że od dawna jest rozwiedziona, że już jest babcią i pytała o moje zdrowie. Płakałam całą noc, a potem odpisałam, że bez nich nie ma dla mnie życia. Potem się dodzwoniłyśmy, pogadałyśmy i zrozumiałyśmy, że obie zawiniłyśmy.
Wnuczka urodziła dziecko, więc mam już prawnuka. Kasia pomaga jej w domu, sama nie może wyjechać, więc mnie zaprosiła. I zdecydowałam się przyjechać, bo nie wiadomo, ile mi jeszcze życia zostało zdrowie słabe, ciśnienie dokucza a tak bardzo chciałam ją zobaczyć.
Wojciech milczał, ta obca historia dotknęła go głęboko. Zastanowił się o swojej matce, którą odwiedza rzadko. Mieszka na wsi, tam też jest jego starsza siostra zawsze myślał, że ona się nią zaopiekuje. Ale teraz, po opowieści pasażerki, coś ścisnęło go w piersi, ogarnął go smutek przecież to on jest synem, to po nim matka tęskni, jego chce widzieć częściej.
Przez całą drogę rozmawiał z Jadwigą Józefówną czas minął niepostrzeżenie. Pomógł jej wysiąść z pociągu i zauważył, że w ich stronę idzie urodziwa kobieta, niespokojnie rozglądając się. Wojciech odszedł na bok. Dwie kobiety spotkały się wzrokiem, przytuliły i długo nie mogły się rozstać. Obie płakały. To spotkanie było tak wzruszające, że Wojciech nie miał wątpliwości wszystko między nimi będzie dobrze.
Odszedł na bok, zapalił papierosa. Jakoś się zdenerwował. Wyjął telefon i wybrał numer do matki. Po prostu chciał powiedzieć:
Mamo, już jestem. W weekend przyjadę.
Czasem przypadek każe nam się zastanowić, jak traktujemy rodziców, i spojrzeć na siebie przez pryzmat czyjegoś gorzkiego doświadczenia.


