Podzielił, jak mógł
– Cześć, mamo. Kasia starała się mówić tak, jakby nic się nie stało, ale wyszło to sztywno i nienaturalnie.
– Ojej, Kasiu! A ty co? Nie spodziewałam się ciebie dziś. odparła Anna Stanisławówna.
Kasia przyglądała się matce uważnie. Nie spodziewałam się to słowo wbiło się w jej duszę jak kolec, a potem zaczęło dudnić w głowie. Nie spodziewałam się! Kasi wydawało się, że od jakiegoś czasu nikt nigdy na nią nie czekał.
– No co stoisz jak słup soli? Chodź, ja tu ogórki pasteryzuję. Tak sobie przyszłaś, czy coś się stało? Z Jackiem wszystko w porządku?
– Wszystko w porządku, mamo, z Jackiem. Wynajęliśmy im mieszkanie na początek. Marek zapłacił za trzy miesiące z góry, a potem niech sami…
Kasia patrzyła na matkę. Jak zwykle zajęta była domowymi sprawami. Tak było zawsze. Od dziecka Kasia przywykła, że matka zawsze gdzieś się spieszy i wszędzie spóźnia.
Trzeba szybciej, zaraz skoczę do sklepu, przywieźli, ty siedź w domu, a ja pójdę, Kasiu, nie przeszkadzaj, widzisz, że pracuję. Anna Stanisławówna zawsze interesowała się rzeczami materialnymi, a córce najczęściej mówiła poczekaj.
– Kasiu, nalej sobie herbaty sama, bo nie mam czasu, jeszcze słoiki nie wysterylizowane. Dobrze?
– Dobrze, mamo. Kasia nalała herbatę do kubka, choć wcale nie miała na nią ochoty.
– No to po co przyszłaś?!
– Mamo, słuchaj, a ty nigdy nie myślałaś o rozwodzie z tatą? zaczęła niepewnie Kasia.
– Eee nie, a po co? Zmieniać siodło na kieł. Wszyscy faceci tacy sami! A co?
– Mamo, wiesz, ja chcę się rozwieść…
– Co?! A co się wam stało?! Znalazł sobie inną?!
Anna Stanisławówna wyraźnie nie spodziewała się takiego zwrotu akcji, więc na chwilę przestała wycierać słoik.
– Mamo, czuję, że jesteśmy zupełnie różni. Jacek dorósł, sam już z dziewczyną mieszka. Myślę, że z Markiem powinniśmy się rozwieść…
– Jezu, co wam się stało?!
– Dzisiaj mija dwadzieścia pięć lat od naszego ślubu. Rano nawet o tym nie wspomniał. Pytał tylko, gdzie są jego skarpetki i za ile minut będzie śniadanie. I tyle Kasia łkała cicho.
– I tyle?! Kasiu, no głupia jesteś! Samowolka jakaś, do jasnej cholery! Rocznica ślubu! Wielkie rzeczy! Mój ojciec nigdy mi nic nie dawał, a ja jemu też nie. Po co pieniądze na głupoty wydawać?! Anna Stanisławówna rozkręciła się.
Kasia patrzyła na matkę i myślała, że niepotrzebnie przyszła się z nią dzielić swoimi uczuciami. Matka nigdy jej nie rozumiała. Po policzku spłynęła łza.
– No jeszcze mi tu urządź dramę! Wiesz, jakie to teraz problemy z tym rozwodem? Mieszkanie do podziału, działka, macie jeszcze samochód A pieniądze na koncie? Ja swoje wyciągnęłam, schowałam w domu. To teraz mieszkanie rozdzielać! Taka fajna trzypokojówka, a ile w remont włożyliście
Kasia patrzyła na matkę. Anna Stanisławówna mówiła coś o mieszkaniu, o podziale. Wyglądało na to, że stara się przypomnieć sobie, co, ile i komu przypadnie. Kasi zrobiło się jeszcze ciężej na sercu…
– Powiem ci tak, córko idź do domu i wybij to sobie z głowy. A kwiatków chcesz, to wytnę ci piwonie, i tak już przekwitają
– Dziękuję, nie trzeba. Kasia wytarła nos.
– No jak chcesz. To idziesz już?! U nas w sklepie wczoraj piasek tani przywieźli, nie potrzebujesz?!
Kasia pokręciła głową i postarała się wyjść jak najszybciej. Bycie w rodzinnym domu było nie do zniesienia.
Poszła w stronę przystanku, ale po chwili zmieniła zdanie i postanowiła przejść się pieszo: skręciła na chodnik, potem weszła na bulwar.
W torebce zadzwonił telefon. Kasia od razu pomyślała, że to Marek, że przypomniał sobie o rocznicy. Na ekranie wyświetliło się imię jedynego syna.
– Tak, Jacku.
– Mamo, cześć. Słuchaj, masz chwilę? Muszę z tobą pilnie pogadać.
– Jasne, że mam. Możemy się spotkać w kawiarni za godzinę. Pasuje ci?
– Tak, dawaj. Gdzie?
– W Romantyczce jesteśmy. Jestem niedaleko. Mi też trzeba z tobą pogadać.
Kasia skręciła w inną ulicę, przeszła kilka przecznic i po dwudziestu minutach była na miejscu. Syn przyjechał po dziesięciu minutach.
– Cześć, mamo.
– Cześć, Jacku. Zamówiłam tylko kawę, jeść mi się nie chce.
– No i dobrze. Mam tylko dwadzieścia minut.
– O czym chciałeś pogadać?
– Słuchaj, mamo Tu taka sprawa No wiesz, Milena powiedziała, że jest w ciąży…
Kasia na moment straciła kontakt z rzeczywistością. Kilka tygodni temu Jacek wprowadził się do ukochanej dziewczyny. Ogólnie nie miała nic przeciwko, ale zostać babcią w wieku czterdziestu pięciu lat jakoś jej się nie uśmiechało.
– Mamo, czemu milczysz?
– A ja po prostu to takie nagłe, Jacku. Poradzicie sobie?
– No jasne, w razie czego ty pomożesz? A ty co chciałaś powiedzieć?
– Ja Synku, a jakbyś zareagował, gdybym z tatą się rozwieść?
– A wy co, rozwód bierzecie? Co się stało?
– No wiesz, jesteśmy zupełnie różni, obcy sobie. Dzisiaj dwadzieścia pięć lat naszego ślubu, a on nawet nie pamiętał.
– Rozumiem. No to się rozwieście, ja już nie dziecko. No to lecę.
– Pa, synku
Kasia zapłaciła za kawę i poszła do domu, choć wcale nie miała na to ochoty. Po drodze wstąpiła do sklepu, a w domu przygotowała kolację.
Mąż, jak zwykle, wrócił późnym wieczorem. Marek zjadł kolację, opowiadał coś o szefie i o nowym samochodzie Darka. Kasia słuchała, kiwała głową, zgadzała się.
Następnego ranka mąż znów pojechał do pracy. Kasia pozmywała po śniadaniu. Wciąż była zdezorientowana. Z jednej strony bolało ją zachowanie męża. Z drugiej dwadzieścia pięć lat razem to niemal całe życie. Znisz


