**Dziennik Weroniki**
Obudziłam się od dźwięków garnków w kuchni. Mama jak zwykle wstała wcześnie i przygotowywała śniadanie tacie przed pracą. Przeciągnęłam się, uśmiechnęłam i nasłuchiwałam może usłyszę życzenia z kuchni? Ale dobiegały stamtąd tylko zwykłe poranne rozmowy o tym, że znowu zaczyna padać i że parasol został w autobusie.
Usiadłam na łóżku, poprawiając piżamkę z różowymi słonikami. Dzisiaj kończyłam dziewięć lat. Całe dziewięć! Wczoraj kilka razy przypominałam mamie, że jutro mam urodziny, a mama tylko kiwała głową i mówiła: *Oczywiście, słoneczko, oczywiście pamiętam*. Ale teraz nikt się nie śpieszył, żeby mi pogratulować.
*Weronika, śniadanie gotowe!* zawołała mama swoim zwykłym, codziennym głosem, bez śladu świątecznej radości.
Szybko się ubrałam i wybiegłam do kuchni. Tata siedział przy stole z gazetą, mama nakładała jajecznicę na talerze. Zatrzymałam się w drzwiach, czekając.
*Dzień dobry, córeczko* powiedział tata, nie odrywając wzroku od gazety. *Siadaj jeść, bo spóźnisz się do szkoły.*
*Dzień dobry* odpowiedziałam cicho, podchodząc do stołu.
Usiadłam na swoim miejscu i czekałam. Może chcą zrobić niespodziankę? Może zaraz przyniosą tort albo prezenty? Ale mama, jakby nigdy nic, postawiła przede mną talerz z jajecznicą i szklankę mleka.
*Jedz, nie marudź. Dzisiaj dużo lekcji, będziesz potrzebować sił* powiedziała mama, wycierając ręce w ściereczkę.
*Mamo, a pamiętasz, jakie dziś jest?* zapytałam ostrożnie, bawiąc się widelcem.
*Piętnastego października. A co?* Mama spojrzała na mnie roztargniona, myśląc już o swoich sprawach.
*Tak tylko pytałam* szepnęłam, spuszczając wzrok.
Piętnasty października. Mama pamiętała datę, ale nie pamiętała, co to znaczy. W gardle zaczęło mi się ściskać, ale starałam się nie pokazywać smutku.
Tata dopił kawę, pocałował mamę w policzek i mnie w czubek głowy.
*No to lecę. Do zobaczenia wieczorem* powiedział, zakładając kurtkę.
*Do widzenia, tato* odpowiedziałam cicho.
Zostałyśmy z mamą same. Mama zbierała ze stołu, nucąc pod nosem. Zjadłam jajecznicę, chociaż smakowała jak tektura.
*Mamo, może upieczemy coś dzisiaj?* spróbowałam jeszcze raz. *Może tort?*
*Wera, jaki tort w środku tygodnia? Nie mam czasu. Wieczorem idziemy do przychodni, pamiętasz? Miałaś ostatnio ból gardła. Mamy wizytę o osiemnastej.*
Pamiętałam o lekarzu, ale miałam nadzieję, że mama przełoży wizytę. W urodziny nie chciało mi się iść do doktora.
*Może przełożymy?* zapytałam cicho.
*Nie, co ty! Zapisy są na miesiąc do przodu, jeszcze dobrze, że się udało. Zbieraj się do szkoły, bo spóźnisz się na pierwszą lekcję.*
Poszłam do swojego pokoju pakować plecak. W lustrze patrzyła na mnie dziewczynka ze smutnymi oczami. *Może przypomną sobie później?* pomyślałam, wiążąc warkocz.
W szkole cały dzień czekałam, aż ktoś mi pogratuluje. Moja najlepsza przyjaciółka Kinga powinna była pamiętać razem planowałyśmy, jak świętować. Ale Kinga była zajęta przygotowaniami do sprawdzianu z matematyki i tylko powtarzała wzory.
Na długiej przerwie podeszłam do Kingi, która siedziała z podręcznikiem na korytarzu.
*Kinga, pamiętasz, o czym mówiłyśmy w związku z piętnastym października?* zapytałam, siadając obok.
*A co jest piętnastego?* Kinga oderwała wzrok od książki.
*No jak to co? Przecież planowałyśmy…*
*Oj, Wera, przepraszam, całkiem pogubiłam się w tych równaniach! Co planowałyśmy?* Kinga znów wpatrzyła się w zadania.
Zrozumiałam, że też zapomniała. W gardle zrobiło mi się jeszcze ciaśniej, ale przełknęłam ślinę i powiedziałam:
*Nic ważnego. Ucz się.*
Po szkole wracałam powoli, przyglądając się wystawom sklepów. W cukierni stały piękne torty, w sklepie z zabawkami lśniły nowe lalki. Wszystko to mogłoby być moimi prezentami, ale nikt nawet nie wspomniał o urodzinach.
W domu mama przywitała mnie zwykłymi pytaniami o oceny i zadanie domowe.
*Jak w szkole? Co dostałaś?* zapytała, mieszając zupę na kuchence.
*Dobrze. Piątkę z polskiego* odpowiedziałam, zdejmując kurtkę.
*Brawo! A teraz odrabiaj lekcje, potem jedziemy do lekarza.*
Poszłam do pokoju i usiadłam przy biurku. Zamiast odrabiać zadania, wyjęłam kartkę i kredki. Skoro nikt nie pamięta, sama sobie narysuję kartkę urodzinową.
Starannie narysowałam tort ze świeczkami, balony i napisałam ozdobnymi literami: *Wszystkiego najlepszego, Weronika!* Wyszło ładnie i kolorowo. Kartkę schowałam pod stos zeszytów to będzie mój mały sekret.
Czas wlókł się niemiłosiernie. Co chwilę zerkałam na zegarek, może mama nagle sobie przypomni? Może przygotuje coś specjalnego na kolację? Albo kupi po drodze mały tort?
*Weronika, zbieraj się, jedziemy do lekarza!* zawołała mama o wpół do szóstej.
W przychodni było głośno i tłoczno. Czekałyśmy w kolejce, a mama rozmawiała z sąsiadką o cenach w sklepach i problemach z ogrzewaniem. Zwykłe tematy. Nic świątecznego.
Lekarka okazała się miłą, młodą kobietą. Obejrzała moje gardło, osłuchała płuca i powiedziała, że wszystko w porządku, ale dla pewności warto wziąć witaminy.
*A ile lat ma nasza pacjentka?* zapytała, wypisując receptę.
*Dziewięć* odpowiedziała mama.
*Dziewięć?* Lekarka uśmiechnęła się do mnie. *Już taka duża! A kiedy masz urodziny?*
Spojrzałam na mamę, potem na doktor.
*Dzisiaj* powiedziałam cicho.
Lekarka uniosła brwi, a mama nagle zbladła i zakry


