Cicha kobieta powiedziała głośno

Cicha kobieta powiedziała głośno

Wiesław! Ile można to znosić?! Drugi raz w tym tygodniu zalewacie mi mieszkanie! krzyczała sąsiadka z dołu, wymachując mokrą szmatą tuż przed nosem Danuty.

Już się przeprosiłem! Kaloryfer przecieka, hydraulika wezwałem! tłumaczył się mężczyzna, stojąc w drzwiach w samych kalesonach i podkoszulku.

Przeprosił! A co ja mam zrobić z sufitem? Właśnie nowe tapety położyłam! Wy tam w ogóle nic nie kontrolujecie?

Danuta stała za plecami męża, zaciskając pięści. Sąsiadka Krystyna miała rację, ale Wiesław, jak zwykle, nie chciał słuchać. Kaloryfer faktycznie przeciekał od miesiąca, a on ciągle odkładał naprawę.

No co się pani darzysz jak przekupka na bazarze! nie wytrzymał Wiesław. Naprawię, mówiłem przecież!

Kiedy naprawisz? Jak całe mieszkanie mi zaleje? Krystyna była wściekła, jej siwe włosy się rozczochrały, a policzki płonęły.

Danuta cicho podeszła do męża, dotknęła jego ramienia.

Wiesiu, może ja jutro rano znajdę hydraulika, dobrego. Mam numer jednego fachowca szepnęła.

Daj spokój! Sam się tym zajmę! odparł mężczyzna, nawet się nie odwracając.

Krystyna spojrzała na Danutę ze współczuciem. Kobiety znały się od ośmiu lat, od kiedy Nowakowie wprowadzili się do tego mieszkania, ale przez cały ten czas sąsiadka nigdy nie słyszała, żeby Danuta podniosła głos. Zawsze cicha, zawsze zgadzająca się, zawsze przepraszająca za męża.

Dobrze, Danuto, rozumiem, że to nie twoja wina. Ale trzeba coś z tym zrobić! Krystyna odwróciła się i poszła w stronę klatki schodowej.

Wiesław trzasnął drzwiami i poszedł do kuchni, gdzie na kuchence stał barszcz. Danuta szła za nim, jak zawsze, w milczeniu.

Co się tak nachmurzyłaś? burknął mąż, siadając do stołu. Nalej barszczu.

Danuta wzięła chochlę, ale ręce jej drżały. Krople czerwonego barszczu spadły na czysty obrus, który rano prasowała.

Niezdara! mruknął Wiesław. Normalnie nalać nie potrafisz!

Przepraszam szepnęła Danuta i szybko wytarła plamę serwetką.

Przy obiedzie mąż opowiadał o pracy, narzekał na szefa, na kolegów, na wszystkich po kolei. Danuta kiwała głową, od czasu do czasu wtrącając: Tak, oczywiście albo Masz rację. Tak było zawsze, przez dwadzieścia trzy lata ich małżeństwa.

Po obiedzie Wiesław położył się na kanapie oglądać mecz, a Danuta poszła zmywać naczynia. Przez kuchenne okno widać było, jak sąsiadka wiesza pranie na balkonie. Krystyna zauważyła jej spojrzenie i pomachała ręką. Danuta nieśmiało odpowiedziała tym samym.

Wieczorem, gdy mąż zasnął przed telewizorem, Danuta cicho się ubrała i zeszła do sąsiadki. Krystyna otworzyła drzwi w szlafroku, z kubkiem herbaty w ręce.

Danuto! Wejdź, wejdź! Herbaty się napijesz?

Dziękuję, nie trzeba. Tylko na chwilę. Chciałam zobaczyć, jak u was z sufitem.

W łazience rzeczywiście było kiepsko. Na suficie rozlewała się duża żółta plama, a w rogu już zaczynała odklejać się taśma z tapety.

Okropność! westchnęła Danuta. Krystyno, przepraszamy, naprawdę! Jutro znajdę hydraulika, sama zapłacę!

Ależ Danuto! Nie chodzi o pieniądze. Po prostu mam już dość. Widzisz przecież, jaki twój mąż ma charakter Zawsze wszystkich obwinia, a sam nic nie chce załatwić.

Danuta spuściła wzrok. Sąsiadka miała rację, ale nie potrafiła tego głośno przyznać.

On się męczy w pracy, stresuje cicho tłumaczyła.

Danuś, a ty jak żyjesz? nagle zapytała Krystyna. Znam cię tyle lat i nigdy nie widziałam, żebyś się uśmiechnęła. Zawsze taka smutna chodzisz.

Normalnie żyję. Co ty Danuta zmieszała się od tego pytania.

Macie dzieci?

Nie. Jakoś nie wyszło.

A chcieliście?

Danuta długo milczała, w końcu skinęła głową.

Chciałam. Bardzo chciałam. Ale Wiesław mówił, że jeszcze za wcześnie, potem że nie ma pieniędzy, potem że nie jest gotowy. A teraz już za późno.

Krystyna postawiła kubek na stole, podeszła do Danuty.

A czego ty chcesz? Nie Wiesław, a ty sama?

Nie wiem szczerze odpowiedziała Danuta. Już nawet nie pamiętam, czego chcę. Tak długo myślałam tylko o tym, czego on potrzebuje

Danuto, a przecież jesteś piękną kobietą. I wcale nie starą, czterdzieści pięć lat to nie wiek! Dlaczego się tak umniejszasz?

Danuta spojrzała na swoje odbicie w lustrze w przedpokoju. Rzeczywiście, twarz jeszcze nie stara, oczy żywe, figura zgrabna. Ale wyraz twarzy zmęczony, jakby wygaszony.

Nie umniejszam. Po prostu tak wyszło. Nie umiem głośno mówić, kłócić się. Mama mówiła, że dobra żona powinna być mężowi posłuszna.

A twoja mama była szczęśliwa?

Danuta zamyśliła się. Mama zawsze cicha, zawsze w cieniu ojca. Tata decydował, rozkazywał, a mama kiwała głową. Ale szczęśliwej jej nie pamiętała.

Chyba nie cicho przyznała.

No widzisz. A ty powtarzasz jej drogę.

Gdy Danuta wróciła do domu, w mieszkaniu było cicho. Wiesław chrapał na kanapie, w pokoju śmierdziało alkoholem widocznie po jej wyjściu sięgnął po wódkę. W kuchni w zlewie stała brudna miska, na stole leżały okruchy.

Zaczęła sprzątać automatycznie, ale nagle się zatrzymała. Spojrzała na śpiącego męża, na bałagan, który zrobił w pół godziny jej nieobecności. Coś w niej drgnęło, jak napięta struna.

Rano Wiesław obudził się z kacem, zły i zirytowany.

Gdzie śniadanie? burknął, wchodząc do kuchni.

Zrób sobie sam powiedziała Danuta, nie podnosząc wzroku od filiżanki kawy.

Co?

Zrób sobie śniadanie sam. Nie jestem twoją służącą.

Wiesław wytrzeszczył oczy. Przez

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × trzy =

Cicha kobieta powiedziała głośno