Teściowa szeptała za moimi plecami

Teściowa szeptała za plecami.

Co ty wygadujesz, Marianno Franciszko?! głos Ludwiki Bronisławy brzmiał oburzeniem. Jak można takie rzeczy o synowej rozpowiadać?

A co ja mówię? udawała zdziwienie sąsiadka, poprawiając okulary. Nic złego nie powiedziałam, tylko zauważyłam, że twoja Kinga ostatnio jakaś dziwna. Albo bardzo zmęczona, albo…

Albo co? Ludwika podeszła bliżej do płotu. Mów już do końca!

No nie wiem… Marianna zniżyła głos do szeptu, ale tak, żeby słychać było i u sąsiadów. A może ona… w ciąży? I ukrywa? To dziwne, że po trzech latach małżeństwa jeszcze nie mają dzieci…

Kinga zastygła za furtką, ściskając w dłoni torbę z chlebem. Właśnie wracała ze sklepu i przypadkiem usłyszała tę rozmowę. Serce waliło jej tak głośno, że zdawało się, iż całe osiedle je słyszy.

Marianno, co ty pleciesz! machnęła ręką teściowa. Młodzi jeszcze, karierę budują. Kinga pracuje w banku, odpowiedzialne stanowisko. Nie czas teraz na dzieci.

Tak, kariera… przeciągnęła sąsiadka. A ja widziałam, jak wychodzi rano z domu. Blada, podkrążone oczy. Do sklepu teraz częściej biega. A wczoraj stała pod apteką i długo się w coś wpatrywała…

Kinga poczuła, jak przebiega ją dreszcz. Rzeczywiście, wczoraj stała przed witryną apteki, oglądając testy ciążowe, ale nie odważyła się kupić. Strach paraliżował ją od dwóch tygodni przed niepewnością, rozmową z mężem, przed zmianami.

Daj już spokój! zirytowała się Ludwika. Kinga to dobra dziewczyna, pracowita. Gdyby coś było, powiedziałaby mi pierwsza. Dobrze się dogadujemy.

Dobrze się dogadujecie… powtórzyła Marianna z dziwnym naciskiem. A wiesz, że dzwoni codziennie do swojej mamy? Długo rozmawia, a jak Tomek wraca, to nagle się kończy?

Kinga zamknęła oczy. Tak, dzwoniła do matki codziennie, szczególnie ostatnio. Nie dlatego, że kryła coś przed teściową, ale po prostu… mama ją rozumiała.

I co w tym złego? broniła się Ludwika. Dziewczyna lubi pogadać z mamą, to normalne.

Normalne, oczywiście zgodziła się sąsiadka, ale w głosie czaiła się przebiegłość. Tylko że Weronika mi mówiła, jak widziała Kingę na przystanku. Płakała, mówi, w autobusie, chusteczką oczy wycierała.

Kinga przypomniała sobie tamten dzień. Płakała, ale nie z powodu ciąży czy małżeńskich problemów. W pracy zwolniono jej koleżankę, z którą przyjaźniły się od lat. A szef zasugerował, że redukcje się nie skończą.

Słuchaj, Marianno głos teściowej stał się twardy. Co ty chcesz przez to powiedzieć? Mów wprost.

Nic specjalnego pospiesznie odpowiedziała sąsiadka. Tylko myślę, że może ma jakieś kłopoty. W pracy? Albo… znów zniżyła głos, z Tomkiem nie jest najlepiej?

Z moim synem wszystko w porządku! wybuchnęła Ludwika. Kochają się, to widać!

Widać, widać… mruknęła Marianna. A zauważyłaś, że Tomek ostatnio później wraca? I ubiera się… odświętniej. Nową koszulę kupił, perfumy…

Kinga zacisnęła pięści. Tak, Tomek miał dużo pracy, ale mówił jej o tym. Koszulę dostał od niej na urodziny. Perfumy też.

Marianno Franciszko Ludwika mówiła cicho, ale wyraźnie. Proszę cię, nie rozpuszczaj plotek o mojej rodzinie. Jeśli masz fakty mów wprost. A jeśli tylko domysły zachowaj je dla siebie.

Ależ ja się martwię o dziewczynę! obraziła się sąsiadka. Może potrzebuje pomocy?

Jeśli będzie potrzebować, poprosi odcięła teściowa. Twoje szepty nikomu nie pomogą.

Kinga weszła do domu dopiero po chwili, gdy upewniła się, że nikogo nie ma. W przedpokoju stała Ludwika wysoka, stateczna kobieta z siwym kokiem.

Kinga, gdzie byłaś? spytała, wciągając synową. Jakaś jesteś blada.

W sklepie pokazała torbę. Ludwiko, mogę z tobą porozmawiać?

Oczywiście. Herbaty się napijesz?

Usiadły w kuchni. Kinga kręciła w dłoni filiżankę, nie wiedząc, od czego zacząć.

Słyszałam, jak rozmawiałaś z Marianną… zaczęła niepewnie.

A, rozumiem kiwnęła głową Ludwika. I co usłyszałaś?

Mówiła… że może jestem w ciąży. Albo że mamy z Tomkiem problemy…

Teściowa postawiła filiżankę i spojrzała Kingi w oczy.

A jest w tym ziarno prawdy?

Gdybym była w ciąży, powiedziałabym wam. Naprawdę. A z Tomkiem… westchnęła. Po prostu w pracy jest ciężko. Redukcje, boję się, że mnie zwolnią. A przecież oszczędzamy na mieszkanie…

Ludwika pój

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście − 6 =

Teściowa szeptała za moimi plecami