Kobieca opowieść

Historia kobiety

Jolantę i Marka uważano za idealną parę. Oboje przystojni, spełnieni zawodowo, z pieniędzmi, tylko dzieci nie mieli. Lekarze rozkładali ręce, stawiając niepocieszającą diagnozę.

Ale nie tracili nadziei. Chodzili do kościoła, modlili się, jak potrafili, jeździli do miejsc świętych. Do kogo tylko nie zwracali się po pomoc. Gdy usłyszeli, że w jakiejś wsi jest stara znachorka, od razu jechali do niej. To ona powiedziała, że dziecko będzie, a nawet nie jedno, ale przez ból i straty. Dużo wtedy mówiła. Jolanta tak się ucieszyła, że słuchała jednym uchem, niczego nie zapamiętała poza tym, że trzeba wierzyć.

„Żyliby dla siebie, podróżowali, pieniędzy mają od góry, a oni robią z tego tragedię. Dzieci i tak niewdzięczne, jak dorosną, to nawet szklanki wody na starość nie podadzą” szeptali inni za jej plecami.

„Stara już, pewnie sama ma chorób bez liku, a jeszcze dzieci chce. Powinna myśleć o wnukach” Ale skąd wnuki, skoro nie ma dzieci?

Jolanta pewnego razu powiedziała Markowi, że go nie trzyma, żeby znalazł sobie młodszą kobietę, która urodzi mu dziecko, a może i nie jedno. Spojrzał na nią w taki sposób, że pożałowała swoich słów i więcej nie poruszała tego tematu.

Tak żyli.

Wszystko było praca, mieszkanie, pieniądze, ale okazało się, że to za mało dla szczęścia. Jolanta wiedziała, że byłaby najlepszą matką na świecie. Wyobrażała sobie, jak kołysze na rękach malutkiego człowieczka, podobnego do niej i męża, jak stawia pierwsze kroki, idzie do szkoły Czasem sama przekonywała siebie: „Ludzie żyją i bez dzieci. Widocznie taki los. Bóg nie daje dziecka, to znaczy, że nie zasłużyłam”. Szukała w sobie wad, za które mógł ją ukarać.

Może modlitwy pomogły, może Bóg zlitował się nad ich cierpliwością i wiarą. Pewnego dnia stało się to cudowne zdarzenie, w które tak mocno wierzyli.

Jolanta już nie śledziła dni cyklu. Gdy rano poczuła mdłości, pomyślała, że zjadła coś nieświeżego. Ale mdłości powtórzyły się następnego dnia. Potem gotowała zupę i od zapachu mięsia zrobiło jej się niedobrze. A może Nie, to niemożliwe! Mimo wszystko poszła do apteki i kupiła dwa różne testy.

Jak często marzymy o cudzie, a gdy go widzimy, wątpimy i nie wierzymy własnym oczom. Jolanta też nie od razu uwierzyła, gdy zobaczyła dwie upragnione kreski. Ledwo doczekała się Marka z pracy, by podzielić się radością.

„Jestem w ciąży” wykrztusiła, zanim jeszcze zdążył zamknąć drzwi, i podała mu test.

Przytulili się i stali tak długo, aż łzy szczęścia wyschły na policzkach.

Marek nie pozwalał jej dźwigać ciężarów, nawet do sklepu zabraniał chodzić bez niego, żeby nie nosiła zakupów. Ciągle pytał, jak się czuje.

„Przestań się tak mną przejmować. Kobiety starsze ode mnie rodzą” dąsała się Jolanta.

„Nie obchodzą mnie inne kobiety, mam tylko ciebie. Nie chcę, by cokolwiek stało się tobie i naszemu dziecku” mówił, całując żonę. „Poza tym, sprawia mi przyjemność opiekowanie się wami.”

Gdy brzuch stał się widoczny, sąsiedzi i współpracownicy nie pozostawili tego bez komentarza. Jedni cieszyli się szczerze, drudzy nie kryli negatywnych opinii.

„W końcu zrobili in vitro?”

„Nie urodzi, a jeśli urodzi, to kalekę” powiedziała jedna sąsiadka drugiej na ławce pod blokiem.
Jolanta usłyszała i szybko odeszła od „życzliwych”. Szła, gładząc brzuch i szepcząc:

„Nie słuchaj nikogo. Będziesz najkrótsza i najmądrzejsza.” Już wiedziała, że będzie córeczka.

Wcześniej omijała dziecięce działy w sklepach, teraz śmiało wchodziła i wybierała najładniejsze ubranka dla dziewczynki. W domu rozwijała je i podziwiała, wyobrażając sobie w nich swoją córeczkę. Przytulała malutki kombinezon do twarzy. Pachniał nowością, ale to przecież były ubranka jej dziecka.

Gdy nadszedł czas porodu, umówili się w najlepszej klinice na cesarskie cięcie, bojąc się niespodzianek. Zbyt długo czekali, by ryzykować. Dziewczynka urodziła się zdrowa. Nie było dnia, by nie dziękowali komuś z góry za darowane szczęście.

Jolanta nie miała pokarmu, kupowali najdroższe i najlepsze mleko modyfikowane. Mogli godzinami patrzeć, jak córeczka śpi. Potem były pierwsze ząbki, pierwsze słowa, pierwsze kroki. Marek zaproponował, by po urlopie macierzyńskim nie wracała do pracy. Dobrze zarabia, niech zostanie w domu z dzieckiem.

„Żadnych przedszkoli, od innych dzieci tylko choroby złapie.”

Córka stała się sensem życia dla Jolanty, z radością zajmowała się nią w domu. Kinga rosła otoczona miłością, była piękną i grzeczną dziewczynką, nie sprawiała problemów.

Do szczęścia szybko się przyzwyczajamy, przestajemy je dostrzegać.
Kinga już chodziła do szkoły. Pewnego wieczoru odrabiała lekcje, Marek czytał gazetę, a Jolanta przygotowywała kolację. Zostało tylko pokroić warzywa do sałatki, gdy przypomniała sobie, że zapomniała kupić majonez.

„Marek, skoczę szybko do sklepu” powiedziała.

„Mhm” mruknął, nie odrywając się od lektury.

Gdy wróciła, zabrała się za sałatkę. Dopiero gdy poszła wołać Kingę na kolację, zobaczyła, że jej nie ma.

„Marek, a gdzie Kinga?”

„Pobiegła do Oli na chwilę.”

„Dawno?”

„Zaraz jak wyszłaś.”

Jolanta spojrzała na zegarek wpół do siódmej. Mówią, że w takich chwilach matka czuje niepokój, przeczucie nieszczęścia. Ale Jolanta nic nie poczuła, była spokojna. Ola mieszkała w sąsiednim bloku. O co się martwić? W każdej chwili można pójść po córkę.

Nie czekali na Kingę, zjedli kolację. Potem Jolanta zadzwoniła do Oli. Odebrała jej mama.

„Dzień dobry, mówi mama Kingi. Już czas, żeby wracała do domu” powiedziała Jolanta.

„U nas jej nie ma. Myślałyśmy z Olą, że nie puściliście jej dzisiaj. Co się stało?”

„Jak to nie ma?” krzyknęła Jolanta, wypuszczając słuchawkę z ręki.
Marek natychmiast

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden + 11 =

Kobieca opowieść