Niespokojna dusza

**DZIENNIK NINKI**

Gdziekolwiek się pojawiłam, zawsze zwracałam na siebie uwagę. Ubierałam się w taki sposób, że cały personel sklepu, w którym pracowałam jako kasjerka, po cichu pękał ze śmiechu. Trzydziestoletnia, rudowłosa, pulchna kobieta z manią słodyczy przed kasą zawsze leżał woreczek z cukierkami. Moja miłość do biżuterii i jaskrawych ubrań wyraźnie przysłaniała zdrowy rozsądek.

Klienci często zamierali w bezruchu, widząc za ladą kobietę z wysoką, rudą fryzurą ozdobioną kokardkami, kolorowymi spinkami i wstążeczkami. Nosiłam niewiarygodnie krzykliwe bluzki (skąd je tylko wytrzepywałam?), szale i pierścionki na każdym palcu. Jak to mówią u mnie każdy dzień był jak karnawał!

Ale miałam jedną zaletę nigdy się nie obrażałam. Choć wyśmiewano się ze mnie i namawiano, żebym ubierała się normalnie i nie podjadała słodyczy cały dzień, tylko machałam ręką, błyskając pierścionkami, i sięgałam po kolejnego cukierka.

Pracowałam świetnie dokładnie, uprzejmie, z uśmiechem i życzliwym słowem. Klient wychodził usatysfakcjonowany, rozgrzany moim szerokim uśmiechem i życzeniami zdrowia, a przy następnej wizycie od razu kierował się do mojej kasy. Ani jednej skargi, same podziękowania.

Kierownictwo chwaliło mnie za dobrą pracę, ale odmawiałam zmiany stylu. Trzeba było znosić moje dziwactwa.

Nikt nie wiedział, że pod tą wesołą maską kryłam strach, a w torebce paralizator.

Pięć lat temu, późnym wieczorem, napadli na mnie nastolatkowie pobili, zabrali telefon, pieniądze i biżuterię. Pamiętam, jak w deszczu wlokłam się do domu, ocierając krew i łzy. Byłam przerażona, bezradna

Od tamtej pory zawsze nosiłam paralizator.

Ukrywałam swój lęk pod warstwą kolorowych ubrań i sztucznej radości. Bałam się młodych chłopaków i ciemności, ale wszyscy uważali mnie tylko za roztrzepaną dziwaczkę.

Aż pewnego dnia zdarzyła się przygoda, która zmieniła wszystko.

W wolny dzień postanowiłam przejść się po Warszawie, może coś nowego sobie kupić. Co ma robić samotna kobieta? Musi się czasem rozpieszczać. Jechałam autobusem, marząc o zakupach, gdy nagle na przystanku wsiadło trzech młodych chłopaków.

Gdy autobus przejeżdżał przez opustoszały park, zerwali się z miejsc.

Nie ruszać się, suki! Pieniądze, telefony, biżuteria szybko! Albo pożałujecie! Jeden przyłożył nóż do gardła kierowcy, a dwaj zaczęli obdzierać pasażerów.

Przerażeni ludzie bez słowa oddawali swoje rzeczy. Ja też się bałam ten sam ścisk w gardle, ten sam lęk. Szarpnęłam się za torebkę, próbując oddychać.

Znowu? Dlaczego ja? Boże, pomóż

Przypomniałam sobie tamtą noc, ciosy, bezsilność I nagle poczułam złość. Złość na siebie, na biernych pasażerów, na tych smarkaczy.

W trudnych chwilach zawsze pomagały mi cukierki. Kilka kostek i rozwiązanie samo przychodziło do głowy. Tym razem jednak, sięgając do torebki, trafiłam na paralizator.

To, co zrobiłam potem, nawet mnie samej zaskoczyło.

Ścisnęłam go w dłoni, włączyłam i gdy jeden z napastników podszedł, uderzyłam mu w splot słoneczny. Ryknął i zwalił się na podłogę. Nikt nie zrozumiał, co się stało. Udawałam przerażoną, ale sąsiad obok tylko lekko zakaszlał, ukrywając uśmiech.

Drugi bandzior podbiegł do kolegi dostał porażenie w szyję.

Kierowca, szybko ogarniając sytuację, zahamował i obezwładnił trzeciego. Pasażerowie rzucili się pomóc, związali ich

Gdy przyjechała policja, nie mogli uwierzyć, że to pulchna kobieta w kwiecistej bluzce i kokardach w rudych włosach pokonała bandytów.

W pracy nie powiedziałam ani słowa. Tylko zauważyłam, że wreszcie uwolniłam się od tego duszącego strachu. Po raz pierwszy od lat szłam spokojnie ciemną ulicą.

Dostałam nawet dyplom za zatrzymanie niebezpiecznych przestępców kierownictwo sklepu osłupiało.

Kapitan policji, który mi go wręczał, długo trzymał moją dłoń, patrząc w moje niebieskie, zmrużone oczy. Co ciekawe ani moje pierścionki, ani krzykliwa bluzka go nie zraziły. Widział we mnie po prostu kobietę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 − dwa =

Niespokojna dusza