Za chwilę wrócę…
Przy wyjściu z metra zrobił się tłok. Na zewnątrz lało jak z cebra. Szczęśliwi posiadacze parasoli zwalniali w drzwiach, wyciągając je z toreb. Ci, którzy nie mieli, nie spieszyli się, by wyjść na deszcz. Ale z tyłu naciskał tłum, wypychając ich na zewnątrz.
Wyjmij parasol powiedział Marek, stojąc tuż przy wyjściu.
Nie mam parasola odparła zmieszana Weronika, nie mogąc się oprzeć napierającym ludziom.
Przecież rano ci mówiłem, że będzie padać irytował się Marek, stojąc już pod deszczem i z żalem patrząc na drzwi metra.
Spóźniałam się, nie myślałam o tym Mógłbyś sam wziąć. Zresztą, twój parasol jest większy, zmieścilibyśmy się pod nim we dwoje odcięła się Weronika.
Dobrze, nie jesteśmy z cukru, nie rozpuścimy się Marek ruszył zdecydowanie naprzód, a Weronika ledwo nadążała.
Właśnie, że duży. Wczoraj nosiłam go cały dzień, a deszczu nie było. Ty masz składany. Po co go w ogóle wyciągałaś z torebki? mamrotał po drodze Marek.
Suszyłam
Szli i kłócili się, przekrzykując szum deszczu.
Zawsze sobie znajdujesz wymówki, a mnie od razu obwiniasz zirytowała się Weronika, zmęczona sprzeczką.
Nie obwiniam cię, tylko powiedziałem
Powiedziałeś to w taki sposób, że znów poczułam się winna. Nie można było tego ująć inaczej? Albo w ogóle się nie odzywać? Mam dość twoich uwag. Potrafisz z byle czego zrobić problem na skalę kosmiczną.
Deszcz to dla ciebie byle co? spytał mąż, nie odwracając się. Po prostu powiedziałem
Och, nie zaczynaj znowu. Mam dość! przerwała mu Weronika.
Była zdyszana od szybkiego marszu, głos jej drżał.
Marek jeszcze coś burknął, ale ona już nie odpowiadała, aż w końcu i on zamilkł. Weronika wiedziała, że nie miała racji, a ten deszcz Ubranie szybko nasiąkło wodą, przylegając do ciała. Z włosów spływały krople.
Kiedy to się zaczęło? Te drobne kłótnie i pretensje. A może zawsze tak było? Pewnie tak. Tylko wcześniej starała się ustępować, gasić iskrę zanim roznieci się ogień.
Naprzeciw szedł mężczyzna. On też nie miał parasola, ale wyglądał, jakby czerpał przyjemność z deszczu. Szedł wolno, z rękami w kieszeniach dżinsów. Serce Weroniki zabiło szybciej, wyprzedzając wzrok i rozum. Krzysztof!
Nie mogła oderwać od niego wzroku. On też na nią patrzył, ale gdy się mijali, nagle spojrzenie odwrócił. Jak to rozumieć? To przecież on! Nie mogła się pomylić. A jednak przeszedł obok, nawet nie skinął głową. A może jednak się myliła? Weronika wciągnęła powietrze okazało się, że cały czas wstrzymywała oddech. Z żalu i dezorientacji w oczach zabłysły łzy, ale twarz była mokra od deszczu, więc nic nie było widać.
Znasz go? Dlaczego się tak na ciebie gapił? Marek pochylił się nieco, próbując zajrzeć żonie w twarz.
Nie. Pewnie mi się wydawało wyrzuciła z siebie Weronika po chwili milczenia.
*A dlaczego udawał, że mnie nie poznaje?* myślała, czując, jak ból rozrywa jej serce.
Kłamiesz. Patrzyliście na siebie jak Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.
*Bo i tak było* pomyślała, ale powiedziała tylko:
Wyglądał jak mój kolega z roku. Pomyliłam się. Sam widziałeś, nawet nie kiwnął głową. Starała się mówić spokojnie, ale w środku gotowała się. Co, zazdrościsz mi? Próbowała to obrócić w żart.
Jesteś jakaś roztrzęsiona nie odpuszczał Marek.
Przestań mnie przesłuchiwać. Nie. Znam. Go! wrzasnęła Weronika, tracąc panowanie nad sobą.
*Ma rację, zobaczyłam ducha. Tak bardzo próbowałam o nim zapomnieć! Ale skoro on udawał, że mnie nie poznaje, to ja też nie chcę go znać. Zdradził mnie*
Przyznaj się, że coś między wami było, skoro tak reagujesz powiedział Marek, udając obojętność.
Czego ty ode mnie chcesz? Daj mi spokój jęknęła Weronika.
W końcu dotarli do domu.
Ja pierwsza pod prysznic! oznajmiła Weronika, wchodząc do mieszkania, i wślizgnęła się do łazienki.
Marek coś tam burknął, ale ona odkręciła wodę, żeby go nie słyszeć. *I tak wyglądam? I on mnie taką zobaczył. Nic dziwnego, że przeszedł obok. Wszystko przez ten deszcz* myślała, patrząc w lustro.
Zrzuciła mokre ubranie, wrzuciła je do pralki i znów spojrzała na swoje odbicie. Sylwetka szczupła jak dawniej, biust niewielki, ale jędrny, na twarzy brak zmarszczek. Cieszyła się, że natura obdarzyła ją gęstymi, ciemnymi rzęsami. Rzadko używała makijażu. *Jeszcze tylko rozmazana tusz do rzęs, jak u kobry, i byłoby idealnie. Ale i tak wyglądam nieźle* pomyślała z zadowoleniem. *A on się zmienił, dojrzał, rysy twarzy stały się ostrzejsze*
Weszła pod prysznic. Gorące strumienie wody rozgrzewały, zmywając zmęczenie i napięcie. Stała tak, nie mogąc uwolnić się od wspomnień
***
Weronika podeszła do tablicy. Przed listami przyjętych stał tłum maturzystów. Wysocy chłopacy zasłaniali jej widok.
Przepuście! nie wytrzymała, przepychając się do przodu.
Proszę bardzo jakiś chłopak ustąpił jej miejsca.
Znalazła swoje nazwisko, ale ciągle ją popychano, więc kilkakrotnie traciła je wzrokiem, aż w końcu upewniła się wszystko się zgadzało. Z trudem wydostała się z tłumu.
Gratuluję usłyszała obok siebie.
Odwróciła się i zobaczyła nieznajomego.
Dzięki. Ty też się dostałeś? zapytała radośnie.
Tak. Więc będziemy razem studiować.
Super uśmiechnęła się.
We wrześniu spotkali się jak starzy znajomi. Byli w różnych grupach, widywali się na wykładach i w stołówce. Krzysztof zerkał


