A jednak losu nie oszukasz
Najlepsze przyjaciółki, Jadzia i Kasia, znały się od dziecka. Mieszkały w tej samej wsi, wszyscy mówili, że ich przyjaźń to nie rozdzielisz wodą. Obie ładne, choć Jadzia wydawała się delikatniejsza i spokojniejsza, a Kasia jak żywy ogień, pełna energii i zaciętości.
W liceum wszyscy wiedzieli, że za Jadzią wzdycha Damian, ale ona nie brała jego spojrzeń poważnie. Mimo to łechtało to jej dumę chłopak chodził za nią krok w krok, przynosił kwiaty (choć tylko polne), codziennie zapraszał na spacery, a nawet wyznał miłość. Lecz Jadzia tylko się uśmiechała w odpowiedzi temu sympatycznemu, lecz nieśmiałemu Damianowi. Może i ułożyłoby się między nimi, gdyby nie stanął na ich drodze zarozumiały Michał, który pragnął zdobyć wszystkie ładne dziewczyny naraz.
Czarnooki Michał przechadzał się dumnie po szkolnych korytarzach, nie dając spokoju dziewczętom. Obie przyjaciółki też się w nim zakochały, na początku nawet żartowały:
Wyobraź sobie, Jadziu, jaka szczęściara będzie ta, która zdobędzie tego przystojniaka śmiała się Kasia.
A Michał czuł, że podoba się obu, czuł się jak Casanova, umawiając się z nimi na zmianę. Tydzień z jedną, tydzień z drugą, aż w końcu dziewczyny zaczęły się na siebie złościć przez niego. To rywalizację jeszcze bardziej go podniecało. Lubił je drażnić, ale i kochać nie zapominał.
Pewnego dnia przyjaciółki pokłóciły się na dobre przez Michasia i czekały, kogo w końcu wybierze. Kiedyś Jadzia powiedziała mu, spotykając go:
Michał, czekam twojego dziecka. Co robimy?
Serio? zdziwił się, drapiąc się po głowie. No cóż, co robić? Pobierzemy się, po co tu się zastanawiać, dziecko musi mieć ojca. Mam nadzieję, że się zgadzasz? Gdzie teraz uciekniesz
Los dokonał za nich wyboru, i Michał się ustatkował. Tydzień później mieli szkolne zakończenie. Przyjaciółki niespodziewanie się pogodziły, porozmawiały i niby wszystko wyjaśniły. Jadzi wydawało się, że ich rozmowa była szczera, życzyły sobie nawzajem szczęścia. Ale myliła się Kasia odeszła ze skrywaną urazą i płonącą złością.
Było wesele Michasia i Jadzi, we wsi hucznie i wesoło, a potem zaczęli żyć małżeńskim życiem. Żyli dobrze, spokojnie, urodził się syn Staś. Mieszkali w swoim domu, który Jadzia dostała po babci. Michał się postarał wyremontował, rozbudował, był utalentowanym cieślą. Pracował jednak jako kombajnista i znał się na technice.
Nadeszły trudne czasy, kryzys. Jadzia pracowała w księgowości, ale ją zwolnili. W PGR-ze wszystko się zamykało, już i kombajnistów redukowano, choć Michał na razie miał pracę, ale wysłano go na długi urlop.
Michał, co robić? Staś już się zupełnie zniszczył, a przecież w tym roku idzie do pierwszej klasy. Buty na nim się palą, kalosze się rozpadły. A zaraz zima przyjdzie, wszystko trzeba będzie kupić na nowo mówiła zmartwiona Jadzia.
Michał zgadzał się z żoną ich prawie siedmioletni Staś szybko niszczył ubrania. A kryzys uderzył w ich PGR. Główna księgowa, Weronika, współczuła Jadzi bardzo była szybka w pracy, łapała wszystko w locie. Spotkawszy ją w sklepie, powiedziała:
Jadziu, moja córka mówiła, że w urzędzie skarbowym w powiecie potrzebują sekretarki, choć roboty tam dużo. Moja córka sama by poszła, ale jest w ciąży i już jej nie wezmą, rodzi za trzy miesiące.
O, dziękuję, Weroniko! Jutro rano pojadę autobusem ucieszyła się.
Rano wyruszyła do powiatu i, przekroczywszy próg urzędu, usiadła na ławce, czekając, aż ją zaproszą do kadr. Wiedziała już, że pensja niewysoka, ale obowiązków mnóstwo. To jej nie przerażało gdy nie ma nic, pracy się nie boi. W końcu zaproszono ją do gabinetu.
Dzień dobry powiedziała nieśmiało.
Witam, proszę siadać odcięła młoda kobieta w okularach, a jej głos wydał się Jadzi znajomy.
Kobieta miała na sobie elegancki garnitur, mocno pomalowane usta i okulary. Spoglądała w monitor, potem podniosła głowę, a Jadzi aż podskoczyło.
Kasia?! wykrzyknęła radośnie. No nie wierzę! Co za spotkanie!
Jadzia? też się zdziwiła Kasia. Ile to lat minęło, a ty taka sama. Więc to ty chcesz tu pracować? spytała już z lekką wyższością.
Tak, ja odpowiedziała radośnie Jadzia.
A jak będziesz dojeżdżać ze wsi do powiatu? ton Kasi był powściągliwy, zbyt spokojny.
Autobusem, jeżdżą często. A ty, Kasiu, jak sama? Po szkole wyjechałaś do miasta.
Tak. Skończyłam ekonomię, potem wróciłam i tu się zatrudniłam. Awansowałam, jak widzisz spokojnie powiedziała Kasia.
Brawo szczerze pochwaliła ją Jadzia. Patrz, jak ładnie wyszło razem się uczyłyśmy, może teraz razem pracować będziemy.
Kasia odchyliła się na oparcie fotela, arystokratycznym gestem poprawiła włosy.
Obawiam się, że nic z tego, Jadziu odpowiedziała grzecznie. Potrzebujemy kogoś z powiatu, roboty dużo, trzeba zostawać po godzinach, a ty musisz na autobus. Czasem i w weekendy. Poza tym mamy już kandydata, dziś ma rozmowę. Więc, Jadziu, nie wyjdzie.
W gabinecie zapadła cisza. Kasia patrzyła w monitor, a Jadzia czuła się tu niepotrzebna.
Czemu od razu nie powiedziałaś? No trudno, pójdę. Powoli wstała i skierowała się do drzwi. Może wiesz, gdzie jeszcze szukać roboty?
Nie wiem. Powodzenia odpowiedziała wesoło Kasia, nie patrząc jej w oczy.
Jadzia zrozumiała, że była przyjaciółka pamięta wszystkie urazy, wszystko, co nie zostało powiedziane tam, w szkole.
Kto? Kasia? zdziwił się mąż, gdy Jadzia mu opowiedziała. Więc ważna osoba teraz? I tak ci powiedziała, że cię nie wezmą? Przecież koleżanki ze szkoły.
Michał naprawdę się rozgniewał, ta wiadomość go rozjuszyła, a Jadzia piła uspokaj


