Losu nie oszukasz

Najlepsze przyjaciółki, Kinga i Agnieszka, znały się od dzieciństwa, mieszkały w tej samej wsi, a wszyscy mówili, że ich przyjaźń to „para nierozłączna”. Obie ładne, choć Kinga wydawała się delikatniejsza i spokojniejsza, podczas gdy Agnieszka była jak ogień żywiołowa i pełna temperamentu.

W liceum wszyscy wiedzieli, że Łukasz wzdycha do Kingi, ale ona nie traktowała poważnie jego spojrzeń. Mimo to pochlebiało jej to chodził za nią krok w krok, przynosił kwiaty (choćby polne), codziennie zapraszał na spacery i nawet wyznał miłość. Kinga tylko się uśmiechała w odpowiedzi temu sympatycznemu, lecz nieśmiałemu Łukaszowi. Może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie pojawił się między nimi zadufany w sobie Marek, który chciał mieć wszystkie ładne dziewczyny dla siebie.

Brunet o czarnych oczach przechadzał się dumnie po szkolnych korytarzach, nie dając spokoju dziewczynom. Obie przyjaciółki też się w nim zakochały, na początku nawet żartowały:

Wyobraź sobie, Kinga, jaka szczęściara zostanie żoną tego przystojniaka Marka śmiała się Agnieszka.

A Marek czuł, że podoba się obu, czuł się jak Casanova, chodził z nimi na zmianę. Tydzień z jedną, tydzień z drugą, aż w końcu dziewczyny zaczęły się na siebie złościć przez niego. To rywalizowanie jeszcze bardziej go podniecało. Lubił je drażnić, ale i kochać też nie zapominał.

Pewnego dnia przyjaciółki pokłóciły się o Marka na dobre i czekały, kogo w końcu wybierze. Gdy Kinga spotkała go, oznajmiła:

Marek, spodziewam się twojego dziecka. Co teraz?

Poważnie? zdziwił się, drapiąc się po głowie. No cóż, co robić? Pobierzemy się, nie ma nad czym myśleć, dziecko musi mieć ojca. Mam nadzieję, że się zgadzasz? Gdzie teraz uciekniesz

Los podjął za nich decyzję, i Marek nieco się uspokoił. Tydzień później był ich szkolny bal. Przyjaciółki niespodziewanie się pogodziły, porozmawiały i jakby wszystko wyjaśniły. Kinga sądziła, że rozmowa z Agnieszką była szczera, życzyły sobie nawzajem szczęścia. Ale myliła się Agnieszka odeszła z ukrytą urazą i płonącą złością w sercu.

Było wesele Kingi i Marka, we wsi było głośno i wesoło, a po ślubie zaczęli wspólne życie. Żyli dobrze, spokojnie, urodził się syn Kacper. Mieszkali w swoim domu, który Kinga odziedziczyła po babci. Marek się postarał, wyremontował, rozbudował był utalentowanym stolarzem. Pracował jednak jako kombajnista, znał się na technice.

Nadeszły ciężkie czasy, kryzys, Kinga pracowała w księgowości, ale ją zwolnili. W PGR-ze wszystko się zamykało, kombajnistów też redukowali, choć Marka na razie oszczędzili, wysłali go tylko na długi urlop.

Marek, co teraz? Kacper nasz już się zniszczył, a idzie przecież do pierwszej klasy. Buty na nim już się palą, kalosze popękały. A potem przyjdzie zima, trzeba będzie znowu kupować wszystko od nowa mówiła zmartwiona Kinga.

Marek zgadzał się z żoną, ich prawie siedmioletni Kacper szybko niszczył ubrania. A kryzys uderzył w ich PGR. Główna księgowa, Weronika, współczuła Kindze była bardzo szybka w pracy, łapała wszystko w lot. Spotkawszy ją w sklepie, powiedziała:

Kinga, moja córka mówiła, że w urzędzie skarbowym w powiecie potrzebny jest sekretarz, choć pracy tam mnóstwo. Córka sama by poszła, ale jest w ciąży, już jej nie zatrudnią, rodzi za trzy miesiące.

Och, dziękuję, Weroniko, jutro rano pojadę autobusem ucieszyła się Kinga.

Rano wyruszyła do powiatu i, przekroczywszy próg urzędu, usiadła na ławce, czekając, aż zaproszą ją do kadr. Wiedziała już, że pensja niewielka, obowiązków dużo, ale to jej nie przerażało gdy nie ma nic, pracy się nie boi. W końcu Kingę zaproszono do gabinetu.

Dzień dobry powiedziała nieśmiało.

Witam, proszę usiąść odparła młoda kobieta w okularach, a jej głos wydał się Kindze znajomy.

Kobieta miała na sobie elegancki garnitur, mocno pomalowane usta i okulary. Spojrzała w monitor, potem podniosła głowę, a Kinga aż podskoczyła.

Agnieszka?! wykrzyknęła radośnie. No nie wierzę! Co za spotkanie!

Kinga też się zdziwiła Agnieszka. Ileż to lat minęło, a ty taka sama. Więc to ty chcesz u nas pracować? spytała już z lekką wyższością.

Tak, ja odpowiedziała radośnie Kinga.

A jak będziesz dojeżdżać ze wsi do powiatu? ton Agnieszki był powściągliwy, aż za spokojny.

Jak? Autobusem, jeżdżą często. Lepiej powiedz, Agnieszko, jak sama się masz? Wyjechałaś po szkole do miasta.

Tak. Sk

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 + dwadzieścia =

Losu nie oszukasz