Ostatni wagon

**Ostatni wagon**

Czułam się dziwnie zrelaksowana, idąc do supermarketu. Wokół wszyscy się spieszyli, zwłaszcza mężczyźni w końcu jutro Dzień Kobiet. Zawsze lubiłam to święto. Mój mąż przynosił mi bukiet kwiatów, staraliśmy się jakoś je uczcić. Ale od kilku lat, odkąd odszedł, żyję sama.

W moich pięćdziesięciu ośmiu latach, patrząc na smutne doświadczenia znajomych, nawet nie miałam ochoty zaczynać życia z kimś nowym.

Wszyscy porządni mężczyźni dawno mają żony, są mocno zajęci. A z byle kim się wiązać to nie dla mnie. Nie chcę problemów. No tak, bywa nudno, samotnie, ale dzieci i wnuki mnie odwiedzają mówiłam przyjaciółce, siedząc czasem w kawiarni. Wiesz, Kasiu, przyzwyczaiłam się już do życia bez męża. Nie chcę nic zmieniać.

Kasia była zamężna, jej mąż był dla niej opoką. Dlatego współczuła mi dobra kobieta, a tak wcześnie owdowiała.

Może jeszcze kogoś spotkasz próbowała mnie pocieszyć.

Oj, Kasiu, co ty, skąd wziąć porządnego faceta? Nawet nie chcę o tym rozmawiać. Lepiej pogadajmy o czymś innym. I tak gadałyśmy godzinami o dzieciach, wnukach, o typowo kobiecych sprawach.

Naprawdę przywykłam do samotności i nie chciałam zmian. Hałas i zamieszanie mnie męczyły, ale do sklepu iść musiałam. Zbliżał się wieczór, wczesna wiosna, a z nieba sypał mokry śnieg. W południe wpadł syn, życzył mi wszystkiego najlepszego z okazji jutrzejszego święta.

Mamo, masz kwiaty. Jutro nie przyjadę, jedziemy z ekipą na działkę Może ty też do nas dołączysz?

Dzięki, synku, ale wolę zostać w domu. Głowa mnie trochę boli, ta wiosna grzecznie odmówiłam.

Z własnymi myślami weszłam do sklepu, coś tam kupiłam i stanęłam w długiej kolejce do kasy. Obojętnym wzrokiem obserwowałam przedświąteczny zamęt. Bawiło mnie, jak mężczyźni nagle wszyscy jak jeden przypomnieli sobie o swoich ukochanych, spiesząc się po tulipany lub mimozę.

Facetom dobrze, mają tylko jeden dzień w roku taki zabiegany. A my, kobiety, non-stop w biegu: co kupić, co ugotować, w co się ubrać

Mój nos złapał przyjemny zapach perfum. Pochodził od wysokiego, siwiejącego mężczyzny stojącego przede mną z wózkiem pełnym zakupów.

Skoro tak pachnie, to pewnie i wygląda nieźle pomyślałam, przemykając wzrokiem po jego plecach.

Mężczyzna trzymał wózek jedną ręką, a w drugiej miał telefon, na który odpowiadał krótko:

Tak, kupiłem. Tak, to też. Tak, zaraz wracam.

Pewnie z żoną gada pomyślałam.

Gdy chciał schować telefon, wyślizgnął mu się z dłoni. Złapałam go w ostatniej chwili, zanim uderzył o płytki podłogi. Mężczyzna odwrócił się gwałtownie, a jego spojrzenie przeszyło mnie iskrą.

No proszę, czego mi jeszcze brakowało pod sześćdziesiatkę? przemknęło mi przez głowę, gdy stałam jak wryta.

Dziękuję powiedział, odbierając telefon i uśmiechając się. Teraz jestem u pani dłużnikiem.

Proszę bardzo odparłam.

Właśnie jego kolej się skończyła, zapłacił i wyszedł z wózkiem, pewnie do samochodu.

No i tyle. Po co się denerwowałam? pomyślałam, płacąc za zakupy.

Wyszłam z siatkami, a tam on. Stał przed sklepem w kapturze, jakby na mnie czekał.

Marek przedstawił się.

Ewa odpowiedziałam, znów czując dziwne podniecenie.

Jestem pani bardzo wdzięczny za uratowanie telefonu uśmiechnął się. Mam pytanie: czy mogłaby mi pani podać swój numer?

Jak zahipnotyzowana, podyktowałam mu cyfry. Marek podziękował, pożegnał się i odszedł w stronę samochodu.

Co to było? myślałam zdumiona. Wszystko stało się tak szybko Dałam mu numer bez zastanowienia.

W domu, rozpakowując zakupy, przebrałam się w dres. Zaczynało się ściemniać. Postanowiłam zrobić kolację i wsiąknąć w internet.

Ale w telewizji akurat leciał mój ulubiony program historie zwykłych, a jednak niezwykłych ludzi, którzy opowiadali, jak ich życie nagle się zmieniło.

Zjadłam przed telewizorem, a gdy zaczęła się reklama, usłyszałam dzwonek telefonu.

Dobry wieczór, tu Marek. Mogę do pani przyjechać? spytał jego głęboki głos.

Tak, oczywiście odpowiedziałam bez zastanowienia, a potem przeraziłam się własnej śmiałości.

Dziękuję, tylko nie będę sam.

Dobrze odparłam, a on się rozłączył.

No proszę! Nie będzie sam. To ze swoją żoną przyjedzie podziękować za telefon?

Wyobraziłam ją sobie: młodą, zadbaną, piękną. Tacy przystojni faceci zwykle mają młodsze partnerki.

Powinnam się przebrać przemknęło mi przez głowę. Ale po co? I tak będę wyglądać jak szara myszka przy niej.

Nie zdążyłam nawet zdjąć wełnianych skarpet, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam i omal nie upadłam, gdy na mnie skoczył wielki, kudłaty pies, merdając ogonem.

Ojej! wykrzyknęłam, patrząc na psa.

Niech się pani nie boi, to Burek. Mówiłem, że nie będę sam.

Przede mną stali oboje przysypani śniegiem: Marek z bukietem czerwonych róż i Burek, który wciąż merdał ogonem.

Myślałam, że przyjdzie pan z żoną powiedziałam.

Żony nie mam odparł z uśmiechem. Była, ale odpłynęła. Wyjechała do ciepłych krajów z młodszym facetem.

A komu pan tyle kupował?

To dla matki. Zawsze robi mi listę, ja kupuję i jej przywożę. Mieszka sama. Mam też siostrę opowiadał radośnie. Czasem i jej coś przywiozę, siedzi z wnukami.

Zaprosiłam go do pokoju, czując się niezręcznie.

Mogłam chociaż się przebrać myślałam. Wyglądam przed nim jak kura domowa w dresie i grubych skarpetach.

Zaraz nastawię czajnik powiedziałam, wychodząc do kuchni. Akurat kupiłam szarlot

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 2 =

Ostatni wagon