Wiele zależy od s

Wiele zależy od losu. Często sami ludzie czynią swoje życie trudnym, nie do zniesienia, ale w porę zdają sobie sprawę, że trzeba wybaczyć, zrozumieć i pokochać. Wtedy wszystko się układa, a żyje się lżej. Oli nie miała ani braci, ani sióstr. Jedynaczka w rodzinie, czasem brakowało jej towarzystwa.

Kiedy jednak Ola wyszła za mąż za Jacka i dowiedziała się, że spodziewają się bliźniaków, nie mogła się od nadmiaru szczęścia pozbierać.

Moje dzieci nie będą czuły się samotne, we dwoje zawsze będzie weselej ta myśl nieustannie krążyła jej po głowie i rozgrzewała serce.

Wkrótce para dowiedziała się, że będą mieli córeczki, choć Jacek marzył o synu. Ale szybko zapomniał o tych marzeniach. Zosia i Marysia zajęły całe jego serce bez reszty. Obie dziewczynki były śliczne i niemal identyczne. Jacek dziwił się, jak Ola potrafi je odróżniać po ledwo zauważalnych szczegółach, których on nie widział. Dla niego to była udręka:

Ola, nie mam pojęcia, którą właśnie nakarmiłem, a która jest głodna a żona, śmiejąc się, przysuwała mu tę, która jeszcze nie jadła.

Jak ty to robisz? To niemożliwe! Ciągle się mylę, która jest która.

Ale jedno pozostawało niezmienne jego miłość do córek. Dziewczynki rosły, a Ola, spędzająca z nimi całe dnie, była coraz bardziej zmęczona. Nie mogła doczekać się wieczoru, kiedy mąż wróci z pracy i odciąży ją choć na chwilę. Marzyła o odpoczynku, chwili dla siebie.

Mam już tego dość powiedziała kiedyś Jackowi. Nie mogę się od nich oderwać ani na minutę, wszędzie się pchają, trzeba mieć oczy dookoła głowy. Wziąłbyś choć urlop!

Olu, wiesz przecież, że teraz nikt mi nie da wolnego. Poza tym to ja teraz utrzymuję naszą rodzinę. Rozumiem, że jesteś zmęczona, ale pomagam, jak tylko mogę.

Jacek rzeczywiście po pracy zabierał córeczki na spacery, żeby Ola mogła odpocząć, a jeśli pogoda nie dopisywała, bawił się z nimi w domu.

Pewnego dnia wrócił z pracy, otworzył drzwi i od razu usłyszał głośny płacz córek. Wpadł do pokoju Ola spała na kanapie, a gdy ją obudził, okazało się, że jest pijana.

Szybko uspokoił dziewczynki, nakarmił je, postanowił, że z żoną porozmawia później. Gdy już ułożył Zosię i Marysię do snu, postanowił porozmawiać.

Ola, nie rozumiem, po co się upiłaś? Dziewczynki płakały, a ty nawet tego nie słyszałaś.

Nie rozumiesz? A może dlatego, że też jestem człowiekiem i potrzebuję chwili wytchnienia. Żebym ja tak mogła wyjść z domu na cały dzień! Wypiłam trochę wina, nie sądziłam, że tak szybko odejdzie mi we śnie.

Wierzę ci, Ola, ale to nie jest rozwiązanie. Alkohol nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. A córki trzeba pilnować, co by było, gdyby się przewróciły, Bóg jeden wie.

Jacek wierzył Oli naprawdę była wykończona, a on musiał jej bardziej pomagać. Miał nadzieję, że to się nie powtórzy, ale się mylił. Coraz częściej zastawał żonę pijaną, a córki płaczące. Ola domagała się odpoczynku.

Mam dwie córki, rozumiesz, jak się męczę? Więc odprężam się, jak mogę. Tobie dobrze, cały dzień jesteś w pracy. Ja tu się wykańczam.

Żadne perswazje nie pomagały. Ola piła coraz więcej. Nie chciała słuchać Jacka, tylko wciąż domagała się wytchnienia. Jacek nie widział wyjścia. Gdy córki skończyły cztery lata, zdecydował się na rozwód, mając nadzieję, że dzieci zostaną z nim, a nie z pijącą matką.

Ale sąd zdecydował inaczej. Jedną córkę przyznał matce, drugą ojcu. To była tragedia dla Jacka dziewczynki płakały przy rozstaniu. Nie miał wyboru. Jacek z Marysią wyjechali do rodziców do innego miasta. Z Olą została Zosia.

Matka nastawiała córkę przeciw ojcu:

Podziękuj swojemu tatusiowi, to on rozdzielił cię z siostrą mówiła płaczącej Zosi.

W rodzinnym mieście Jacek znalazł pracę, mieszkał z córką u rodziców, którzy pomagali. Mógł spokojnie wyjść do pracy, wiedząc, że Marysia jest w dobrych rękach. Za Zosię bolało go serce, często o niej myślał.

Marysia szybko przywiązała się do babci i dziadka, którzy ją rozpieszczali. Pamiętała o Zosi i pytała o nią tatę, ale z czasem wspomnienia bladły. Otoczona miłością, żyła szczęśliwie.

Życie Zosi wyglądało inaczej. Można powiedzieć trudne. Czuła się porzucona i niekochana. Matka coraz bardziej pogrążała się w alkoholu, a jej znajomi ciągle kręcili się po domu. Niektórzy traktowali Zosię jak powietrze, krzyczeli na nią bez powodu.

Zosia coraz częściej uciekała z domu, siadała na ławce w parku, z dala od matki i jej towarzystwa. Wieczorami wracała i kładła się spać. Z zazdrością patrzyła na inne dzieci, które bawiły się z rodzicami, miały ładne ubrania. A ona chodziła w znoszonych rzeczach. Często myślała o tacie i siostrze.

Pewnego dnia, gdy była w czwartej klasie, powiedziała matce:

Mamo, chcę zamieszkać z tatą i Marysią. Zabierz mnie do nich, tam będzie mi lepiej. Tęsknię za nimi.

Nietrzeźwa matka wytrzeszczyła oczy i warknęła:

Aaa, przypomniałaś sobie ojca? Wiesz, że on nas zostawił dla innej baby? Kupił Marysi lalkę, obiecał nie wiem co, a ta się dała nabrać! Teraz pewnie żałuje i chce wrócić.

Zosia wyobraziła sobie siostrę płaczącą, brudną, otoczoną obcymi ludźmi. Ojciec-zdrajca, który je porzucił. Zaczęła go nienawidzić i przestała o nim myśleć.

Minęły lata. Marysia ma już osiemnaście lat, studiuje. Mieszka z ojcem i macochą. Ale Kasię trudno nazwać macochą Marysia zawsze mówiła do niej mamo. Kasia była dobra i cierpliwa, kochała ją jak własną córkę. Swoich dzieci nie miała, więc całą miłość dała Marysi. Jacek z Kasią otworzyli firmę, wybudowali dom za miastem i żyli spokojnie.

Zosia w wieku siedemnastu lat już spotykała się z dużo starszymi mężczyznami, później zm

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć + 12 =

Wiele zależy od s