No problem, okej, posłuchaj jak to teraz brzmi po naszemu.
– Dobra, masz mój numer telefonu, urządzaj się, bo muszę lecieć, jutro w nocy mam samolot, lecę na wakacje mówiła w biegu Katarzyna Nowak, właścicielka mieszkania, które właśnie wynajęła Julii. Jak coś, dzwoń. Do widzenia.
– Dobrze, do widzenia odpowiedziała trochę zdezorientowana Julia, wciąż trzymając w ręce umowę i pełnomocnictwo do współpracy z administracją, tak na wszelki wypadek.
– Szybka i zaradna ta gospodyni, ale chyba tacy właśnie powinni być wszyscy pomyślała Julia.
Mieszkanie podobało jej się nowy blok, a widok z okna rewelacyjny: las niedaleko i mała rzeczka, która nawet zimą nie zamarza. Nikt nie wiedział, dlaczego. Niektórzy żartowali, że płynie w niej płyn do spryskiwaczy.
Minął już ponad tydzień, odkąd Julia się wprowadziła. Wracała z pracy po zmroku na dworze zima. Sąsiadka z naprzeciwka, pani Zofia Kowalska, najsłodsza i najżyczliwsza starsza pani, odwiedziła Julię już trzeciego dnia.
– Dobry wieczór powiedziała spokojnie. Zofia Kowalska, z naprzeciwka. Poznajmy się, skoro już tu mieszkasz. Sąsiadów trzeba znać i żyć z nimi w zgodzie mówiła, jakby tłumaczyła to Julii albo sobie samej.
– Witam, proszę wejść! Mam na imię Julia, bardzo mi miło. I słusznie, żyję tu, a nikogo nie znam odpowiedziała ciepło. Może herbatę? Niestety, nic wyjątkowego nie mam, tylko czekoladę.
– Dziękuję, Julciu, dziękuję. Ale ja przyszłam zaprosić cię do siebie. Mam świeże jabłecznik prosto z piekarnika, chodź. A w ogóle, wybacz, ale będę mówić ci ty. Po pierwsze, jesteś młoda, po drugie, sąsiadki, a po trzecie byłam nauczycielką, więc z uczniami zawsze byłam na ty uśmiechnęła się ciepło.
– Pewnie była świetną nauczycielką przemknęło Julii przez myśl, a na głos dodała:
– Ojej, dziękuję, pani Zofio, niespodziewanie trafiłam na jabłecznik! zaśmiała się. Jabłecznik to zawsze dobry pomysł.
Zasiedziały się u sąsiadki, ale Julia nie żałowała pani Zofia była fascynującą rozmówczynią. Opowiadała historie ze szkoły, o uczniach, przyznała, że tęskni za pracą, ale życie toczy się dalej.
Julia nie była zamężna, miała dwadzieścia osiem lat. Trzy miesiące temu rozstała się z chłopakiem był zbyt delikatny i bezużyteczny, nie umiał nawet swojej szklanki po herbacie umyć. A co dopiero mówić o naprawach zawieszanie półek czy wymiana żarówki to było dla niego wyzwanie. Pokłócili się przez codzienne sprawy, po roku wspólnego życia.
Wróciła od sąsiadki późno, najadła się ciasta, napiła herbaty i padła spać. W pracy czekał raport, pewnie wróci późno. Z takimi myślami zasnęła. Następnego dnia faktycznie nie odrywała się od komputera, tylko na szybko wpadła na lunch.
W końcu wróciła do domu i odetchnęła.
– Uff, dzięki Bogu, raport skończony pomyślała. Za kilka dni święta, w końcu odpocznę, może w góry, pojeżdżę na nartach. Tylko muszę namówić Kasię, ale ona leniwa, nie lubi jeździć.
Zjadła kolację i wgapiona w telefon wylegiwała się na kanapie. Nie wiem, jak długo, ale w końcu zachciało jej się pić. Wyszła do kuchni, postawiła kubek na stole i nagle dziwny hałas! Obróciła się i zobaczyła, jak woda leje się z kranu pod ogromnym ciśnieniem, bryzgając na wszystkie strony.
– O kurczę, zaraz będzie potop, co robić?! nigdy nie była w takiej sytuacji.
Przypomniała sobie, że właścicielka pokazała jej, gdzie jest zawór. Wpadła do łazienki, znalazła kurek, ale ten nie dawał się przekręcić. Chyba nikt od lat go nie używał. Woda wciąż lała się strumieniem, rzuciła szmatę na podłogę, ale to nic nie dało. Najbardziej martwiła się o sąsiadów z dołu.
– Kto tam mieszka? Zaraz ich zaleję!
Z całej siły nacisnęła na kran trochę się poddał, ale woda wciąż ciekła, choć już nie tak mocno. Szybko znalazła numer Katarzyny Nowak, zadzwoniła, ale nikt nie odebrał. Właścicielka była przecież za granicą.
Usiadła na kanapie i zadzwoniła do administracji bez odpowiedzi. Spróbowała do mamy, ta wpadła w panikę:
– Zaraz z Tadkiem przyjedziemy!
– Mamo, przecież jestem sto pięćdziesiąt kilometrów od was! Co wy zrobicie? Nie ruszajcie się, dzwonię do zarządcy, tylko nie odbierają.
Julia zebrała wodę z podłogi, ale wciąż kapało. Wyszła na klatkę i zadzwoniła do pani Zofii. Ta otworzyła w koszuli nocnej, ale szybko zrozumiała sytuację i zadzwoniła na straż pożarną. Julia aż się zdziwiła:
– Jak ja sama na to nie wpadłam? To przecież awaria! A sąsiedzi z dołu mogą mieć szkody
Pani Zofia gadała do słuchawki, strasząc dyspozytora. Przyjęli zgłoszenie.
– I co teraz? zapytała przerażona Julia.
– No to może herbatę na pięć minut, przyjadą jak nic, zgłoszenie jest odpowiedziała spokojnie, bo w szkole widziała różne sytuacje i umiała zachować kontrolę.
Wtem zadzwonił telefon pani Zofii.
– Tak, Tomek, tak kiwała głową. Już dzwoniła, w administracji nikt nie odbiera. Dlatego zadzwoniłam do straży. Ale rozumiesz, u niej leci woda, może zalać sąsiadów.
Po dziesięciu minutach na klatce słychać było tupot i głosy. Ktoś dzwonił do drzwi Julii, a gdy tłumaczyła sytuację, do mieszkania pani Zofii wszedł młody mężczyzna w dresie sportowym, zaspany i zirytowany. Spojrzał na Julię i przedstawił się:
– Tomasz Nowak, inżynier z administracji.
Poszli do mieszkania Julii, gdzie już krzątali się strażacy.
– Schodzę do piwnicy, żeby zakręcić wodę powiedział Tomasz i wyszedł.
Julia patrzyła, jak czterech mężczyzn drepta po mokrej podłodze. Była już jedenasta w nocy, a Julia myślała:
– O której ja w końcu pójdę spać? Jeszcze po nich trzeba posprzątać
W końcu nap


