Niespodziewany wypadek z wodą

Dzisiaj znów myślę o tym, jak dziwnie potoczyło się moje życie. Gdyby nie ta awaria wody, pewnie do dziś mieszkałabym sama w tej wynajętej kawalerce.

No dobrze, oto mój numer telefonu, urządzajcie się, a ja lecę, bo jutro o świcie mam samolot na wakacje mówiła w biegu Zofia Nowak, właścicielka mieszkania, które właśnie wynajęła Alinie. W razie czego dzwońcie. Do widzenia.

Dobrze, do widzenia odpowiedziała trochę zdezorientowana Alina, wciąż trzymając w ręce umowę najmu i pełnomocnictwo do współpracy z administracją.

Szybka i spostrzegawcza ta gospodyni. Zresztą, tacy powinni być wszyscy pomyślała Alina.

Mieszkanie podobało jej się od pierwszego wejrzenia nowy budynek, a z okna widok na las i małą rzeczkę, która nawet zimą nie zamarzała. Niektórzy żartowali, że płynie w niej płyn do spryskiwaczy.

Minął tydzień. Alina wracała z pracy po zmroku zima była ostra. Sąsiadka z naprzeciwka, pani Wanda Kowalska, urocza starsza pani, odwiedziła ją już trzeciego dnia.

Dobry wieczór powiedziała spokojnie. Jestem Wanda Kowalska, mieszkam naprzeciwko. Poznajmy się, skoro tu wynajęłaś. Sąsiadów trzeba znać.

Witam, proszę wejść! Nazywam się Alina, bardzo mi miło odparła Alina. Napiłaby się pani herbaty? Niestety, nic specjalnego nie mam, tylko czekoladkę.

Dziękuję, Alinko, ale to ja przyszłam cię zaprosić. Mam świeże jabłeczniki, prosto z piekarnika. Chodź. Ach, i wybacz, ale będę mówić ci ty. Po pierwsze, jesteś młoda, po drugie sąsiadki, a po trzecie, byłam nauczycielką, więc do uczniów zawsze zwracałam się per ty.

Musiała być świetną nauczycielką przemknęło Alinie przez myśl.

Ojej, dziękuję! Nie spodziewałam się takiej uczty zaśmiała się.

Siedziały do późna, rozmawiając o szkole, uczniach, życiu na emeryturze. Alina nie żałowała czasu pani Wanda była niesamowitą gadułą.

Alina dwudziestoośmioletnia singielka trzy miesiące wcześniej rozstała się z chłopakiem. Zbyt delikatny, zbyt bezużyteczny. Nie potrafił nawet umyć filiżanki, a co dopiero mówić o naprawach w domu. Rozstali się po roku, przez głupie sprzeczki o codzienność.

Tego wieczora wróciła późno, zmęczona po pracy. Zjadła kolację, włączyła telefon i w końcu zrobiło się jej sucho w gardle. Wstała, by napić się wody.

Nagle huk! Woda trysnęła z kranu z ogromną siłą, zalewając blat i podłogę.

O kurczę! Co teraz? serce waliło jej jak młot.

Przypomniała sobie, że Zofia pokazała jej zawór odcinający wodę. Wbiegła do łazienki, ale kurki nie dały się przekręcić zardzewiałe od lat. Woda lała się dalej. Rzuciła ścierkę na podłogę, ale to nic nie dało. Najbardziej bała się o sąsiadów na dole.

Kto tam mieszka? Zaraz ich zatopię!

Z całych sił szarpnęła zaworem. Ustąpił trochę, ale wciąż przeciekał. Szybko znalazła numer Zofii bez odpowiedzi. Przecież wyjechała.

Zadzwoniła do administracji cisza. W końcu do matki.

Przyjedziemy z Jackiem! spanikowała mama.

Mamo, mieszkam sto pięćdziesiąt kilometrów dalej! Co wy niby zrobicie? Dzwonię do administracji, ale nie odbierają.

Ledwo zebrała wodę z podłogi. Wyszła na klatkę i zapukała do pani Wandy. Ta otworzyła w koszuli nocnej, ale natychmiast zrozumiała sytuację.

Zadzwonimy po straż pożarną! oświadczyła.

Alinę olśniło. Jak mogłam nie pomyśleć o tym sama? To przecież awaria!

Pani Wanda szybko przekonała dyspozytora.

No i co teraz? spytała przestraszona Alina.

Popijemy herbatę. Przyjadą, skoro zgłoszenie jest.

Po dziesięciu minutach na klatce rozległy się kroki. Gdy Alina tłumaczyła strażakom sytuację, do mieszkania pani Wandy wszedł młody mężczyzna w dresie, senny i zirytowany.

Antoni Nowak, inżynier z administracji przedstawił się i poszedł sprawdzić awarię.

Zejdę do piwnicy i odetnę wodę rzucił i wyszedł.

Alina patrzyła, jak strażacy chlapią się w kałużach. Była jedenasta w nocy.

Kiedy ja w końcu się wyśpię? Jeszcze po nich sprzątać

W końcu naprawili, posprzątali i poszli. Alina odetchnęła z ulgą sąsiadów nie zalała.

Następnego wieczora Antoni zajrzał do niej, by sprawdzić naprawę. Gdy już miał wychodzić, weszła pani Wanda i zaczęła go pouczać o windzie, która ciągle się psuła. W końcu zaprosiła wszystkich na herbatę. Ku zaskoczeniu Aliny, Antoni się zgodził.

Minęły dwa dni. Alina zobaczyła Antoniego wychodzącego z klatki. Potem spotkali się w drzwiach.

Czy on przypadkiem nie mieszka w naszym bloku? spytała panią Wandę.

A może mu się spodobałaś? uśmiechnęła się sąsiadka.

Gdyby tak było, poprosiłby o numer.

Może się wstydzi odparła. Chwilę później dodała: To mój syn. I ty mi się spodobałaś.

Alina osłupiała.

Dlaczego w takim razie dzwoniła pani po strażaków, skoro mogła pani zadzwonić do niego?

Bo każdy ma swoje obowiązki. W piątek wieczorem nikt nie organizuje napraw na siódmym piętrze. Strażacy sami go wezwali. A Zofia do ciebie dzwoniła?

Tak, wraca za trzy dni.

Gdy Alina zbierała się do wyjścia, pani Wanda zatrzymała ją.

Antek to dobry chłopak. Tylko pech w małżeństwie. Trzy lata sam. Złota rączka, ale boi się znowu wpaść w złe ręce. Jeśli zadzwoni odpisz mu, o ile ci się podoba.

Alinie nie uśmiechało się takie aranżowane spotkanie, ale w jej zabieganym życiu i tak nie było romantycznych perspektyw. Zgodziła się.

Następnego dnia pod blokiem czekał na nią Antoni z bukietem róż i tortem.

Alina, zaprosisz mnie na herbatę?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × trzy =

Niespodziewany wypadek z wodą