Przekartkowując życie

**Przewracając karty życia**

Zawsze żyły we trzy: babcia Weronika, mama Wanda i Aniela. Ojca Aniela nie pamiętała. Kiedyś próbowała zapytać matkę o niego, ale ta tylko przytuliła córkę mocno, a w jej oczach zabłysły łzy. Aniela więc więcej nie pytała nie chciała sprawiać mamie przykrości.

Nie będę już jej denerwować postanowiła wtedy. Po co mi ojciec, skoro z babcią i mamą jest nam tak dobrze.

Lecz babcia Weronika odeszła, gdy Aniela skończyła dziesięć lat. Zostały we dwie. Aniela od małego uwielbiała rysować szkicowała wszędzie, gdzie tylko się dało. Wanda nie zwracała uwagi na jej bazgroły, tylko mruczała:

Córuś, marnujesz papier zamiast się uczyć.

W szkole nauczyciel plastyki nie szczędził jej pochwał:

Aniela, jeśli pójdziesz na artystkę, czeka cię wielka przyszłość. Wierz mi, znam się na tym. Powtórz moje słowa mamie.

Lecz matka nie potraktowała tego poważnie:

Co tam jakiś nauczyciel od rysunków. Niech sobie maluje, byle była zajęta. Mimo to kupowała córce farby i pędzle.

Aniela zatracała się w malowaniu, najbardziej kochała pejzaże. Gdy nadszedł czas wyboru studiów, chciała iść na akademię sztuk pięknych. Lecz Wanda miała inne plany:

Żadnej akademii! Idziesz na pedagogikę.

Mamo, ja nie chcę

Nikt cię nie pyta o zdanie! Co to za zawód malarka? Aniela nie śmiała się sprzeciwić.

Jak każda dziewczyna, marzyła o księciu wysokim, przystojnym, czułym. Wiedziała, że pozna go od razu.

Gdy zbliżały się matury, Aniela uciekała z sztalugą nad rzekę, by się uspokoić. Tylko tam czuła się szczęśliwa, malując krajobrazy. Na drugim brzegu wznosiła się stroma skarpa, a za nią rozciągał się sosnowy las. Czasem widywała tam wędkarzy jedni łowili z łódek, inni zarzucali wędki z brzegu. Przenosiła to wszystko na płótno, starając się uchwycić chmury odbijające się w wodzie.

Pewnego dnia obraz jakoś nie wychodził. Siedziała zamyślona, wpatrując się w płótno, gdy nagle usłyszała męski głos:

Farbę trzeba kłaść lżej, delikatniej. Przyciskasz za mocno, dlatego chmury wyglądają nienaturalnie. Dotykaj płótna lekko, jakbyś się bawiła. Patrz. Aniela oniemiała, gdy nieznajomy wziął jej pędzel, muskając płótno tak, że chmury ożyły, zaczęły drżeć.

Lecz nie tylko chmury zadrżały jej serce zabiło mocniej. Spojrzała na młodzieńca i zamarła. To był jej wymarzony książę.

Witaj, jak ci na imię, piękna? spytał. Ja jestem Krzysztof.

Aniela zastygła, słowa utknęły jej w gardle. W końcu wyszeptała:

Aniela. Wyciągnął dłoń, a gdy podała swoją, ku jej zdumieniu, pocałował ją z czułością. Nikt tak do niej nigdy nie podszedł.

Od tamtej pory spotykali się nad rzeką. Uczył ją malarskich sekretów, bo sam był artystą. Okazało się, że przyjechał do ich miasteczka z Warszawy, by odwiedzić ciotkę. Skończył akademię, lecz jak wielu wielkich malarzy, nie zyskał uznania. Czuł gorycz:

Nic nie szkodzi. Jeszcze pożałują. Przyjdzie mój czas, a te bezduszne głupki zrozumieją, kogo odrzuciły! mówił, obejmując Anielę i całując ją. Ona topniała w jego ramionach, aż w końcu pewnej nocy stało się to, czego nawet nie zauważyła. Nie opierała się była ślepo zakochana. Powtórzyło się to jeszcze kilka razy, aż Krzysztof zniknął. Czekała na niego dzień za dniem, ale pędzel leżał nietknięty.

Czyżby mnie porzucił? myślała. Przecież mówił, że mnie kocha na zawsze Nie mógł tak po prostu odejść. Lecz w końcu zrozumiała, że nie wróci.

Matury dobiegały końca, przed nią studia. Aniela nie miała ochoty na nic, choć zdała dobrze. Minęły dwa miesiące od zniknięcia Krzysztofa, gdy nagle poczuła się źle.

Dlaczego jesteś taka blada? zaniepokoiła się Wanda.

Nie wiem, mamuś jakoś kręci mi się w głowie.

Anieli nie było dane zostać studentką. Okazało się, że jest w ciąży. Matka wpadła w szał. Krzyczała, płakała, tupała, aż w końcu oznajmiła:

Znam lekarza. Za rozsądną cenę wszystko załatwi

Aniela zdrętwiała. Nie chciała stracić dziecka, mimo zdrady Krzysztofa.

Mamo, nigdy się na to nie zgodzę.

A kto cię pyta? Ten dzieciak nam niepotrzebny. Zbieraj się, idziemy dziś do doktora.

Nie! Jeśli mnie zmusisz, ucieknę z domu albo zrobię sobie krzywdę. Zrozumiałaś? powiedziała tak stanowczo, że Wanda zbladła i przestraszyła się.

Wybacz mi, córko wybuchnęła płaczem. Wybacz Wychowałam cię sama, i wnuka wychowamy.

Pogodziły się. Wanda więcej nie wspominała o tamtej decyzji. Wręcz przeciwnie z radością czekała na dziecko. Gdy nadszedł poród, Anielę zabrano do szpitala.

Obudziła się na sali. Nad nią stała obca kobieta w kitlu.

No, już dobrze.

Kto pani jest? spytała Aniela. Gdzie moja córeczka?

Jestem lekarzem. Dziewczynki już nie ma. Zrobiłam, co mogłam, ale nie przeżyła. Bile jeszcze będziesz miała dzieci.

Aniela krzyczała, aż uspokojono ją zastrzykiem. Gdy oprzytomniała, uparła się, by pójść na pogrzeb. Widziała małą trumienkę, a nawet pozwolono jej zobaczyć córeczkę. Ten obraz został z nią na zawsze.

**Czas leczy rany**

Minęły lata. Aniela nie wyszła za mąż i nie została malarką. Chęć tworzenia umarła razem z dzieckiem. Czas jednak goił rany. Została krawcową, pracowała w fabryce odzieży.

Pewnego dnia Wanda ciężko zachorowała. Aniela opiekowała się nią, biegając z pracy do domu. Matka gasła powoli, aż w końcu szepnęła ledwie słyszalnie:

Anielciu twoja córka żyje. Moja wnuczka Weronika ona jest Weronika Stanisławówna So nie dokończyła. Jej

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście − sześć =

Przekartkowując życie