Zawsze wróciła
Gdy mama postanowiła wyjść za mąż, Kinga nie miała nic przeciwko. Wydawał się jej sympatyczny, ten wybranek matki spokojny i zrównoważony Marek, który zawsze dobrze się z nią dogadywał. Do mamy odnosił się z czułością i troską. Wszystko było w porządku, ale piętnastoletnia Kinga postawiła warunek:
Mamo, nie mam nic przeciwko twojemu małżeństwu, zwłaszcza że wujek Marek to dobry człowiek. Będzie ci samotnie, kiedy ja wyjadę na studia. Ale ja przeprowadzam się do babci.
Jak to do babci? Przecież masz dopiero piętnaście lat, nie jesteś pełnoletnia! Jak mogłabym zostawić cię bez opieki? Mama stanowczo się sprzeciwiała.
Mamo, przecież nie będę sama. Babcia mnie dopilnuje, skoro tak się o mnie martwisz upierała się Kinga. Już z nią rozmawiałam i bardzo się cieszy, że do niej przyjadę.
Aha, czyli wszystko już za moimi plecami postanowione powiedziała mama, bardziej zmartwiona niż zła.
Mamo, uwierz mi, tak będzie lepiej dla wszystkich. Choć wujek Marek jest porządny, to dla mnie wciąż obcy mężczyzna.
Matka westchnęła i zamyśliła się, ale w tej chwili zadzwonił telefon. Dzwoniła babcia, Anna Zawadzka.
Cześć, córko. No i jak, dogadałyście się z Kingą co do przeprowadzki? Uważam, że będzie jej u mnie lepiej. Wiesz przecież, jak uwielbiam moją wnuczkę. Czyż nie poradzę sobie z prawie dorosłą dziewczyną?
Wiem, mamo, że kochasz Kingę, ale rozumiesz serce matki
Wszystko będzie dobrze, nie martw się. Jakoś dałam radę z tobą, to i z Kingą sobie poradzimy.
Mama zakończyła rozmowę, a Kinga, już pakując swoje rzeczy, powiedziała wesoło:
Mamo, nie przejmuj się, będzie super!
Anna Zawadzka nie była świętą cierpliwą to energiczna starsza pani, emerytowana nauczycielka matematyki. Zresztą Kinga też miała charakterek. Zdarzały się między nimi drobne sprzeczki, ale babcia była mądra i nigdy nie pozwalała, by kłótnie wymknęły się spod kontroli.
Czasem pokłócą się, a wieczorem babcia wchodzi do pokoju wnuczki, głaszcze ją po kręconych włosach i opowiada bajki albo różne historyjki. Wnuczka uśmiecha się spokojnie i zasypia, zapominając o urazie. Ale bywało też, że to Kinga pierwsza przepraszała, rozumiejąc, że niepotrzebnie uraziła babcię.
Wtedy kupowała ulubione cukierki Anny Zawadzkiej, piły razem herbatę i zgoda wracała. Tak żyły, aż nadszedł czas, gdy Kinga postanowiła wyjechać z miasta. Skończyła studia w Krakowie, dostała pracę, ale zarobki były marne. Koleżanki z pracy opowiedziały jej o firmie w Szczecinie, gdzie podobno świetni szefowie, fajni współpracownicy i dobre wynagrodzenie.
Babciu, nie gniewaj się i postaraj mnie zrozumieć. Wyjeżdżam daleko, ale zawsze będziemy w kontakcie.
Kinga, moja droga mówiła babcia, gładząc jej włosy czy naprawdę musisz jechać aż tak daleko? Nie znajdziesz tutaj pracy?
Babciu, już tu pracowałam. Najpierw był staż, potem zatrudnili mnie na najniższe stanowisko za tysiąc złotych.
Każdy tak zaczyna. Trzeba zdobywać doświadczenie. Nie ma co szukać szczęścia na końcu świata przekonywała Anna.
Ale Kinga była uparta. Postanowiła i tak zrobi. Chciała od razu dobrej pracy i większych pieniędzy. Spakowała walizkę i wyjechała.
Na nowym miejscu faktycznie się jej udało. Dostała lepszą posadę z przyzwoitą pensją, nawet miejsce w akademiku, więc nie musiała wynajmować mieszkania. Gdy dostała pierwszą wypłatę, była zachwycona. Po pracy wpadła do sklepu i wykupiła mnóstwo smakołyków, nawet ulubione cukierki babci. Ale gdy wieczorem usiadła sama z herbatą, ogarnął ją smutek nie miała z kim się tym podzielić. Cukierki babci leżały nietknięte w wazonie.
Mijały miesiące. Z mamą i babcią rozmawiała prawie codziennie, wszystko było w porządku. Kinga oszczędzała, chciała uzbierać na samochód. Ale jak to mówią człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi
Pewnego dnia zadzwoniła mama i powiedziała, że babcia nie żyje.
Jak to, mamo? Co się stało? pytała przez łzy.
Serce, córeczko. Miała chore serce, ale przed nami to ukrywała. Wiedziałam, ale nie sądziłam, że to stanie się tak szybko. Nigdy się nie skarżyła.
Dla Kingi był to cios. Płakała w taksówce, gdy wracała do babcinego mieszkania.
Wszystko w porządku? Mogę jakoś pomóc? zapytał kierowca.
Nie, dziękuję odparła. Wiedziała, że w mieszkaniu będzie mogła wypłakać się do woli, ale teraz nie potrafiła powstrzymać łez.
Dlaczego tak się stało? myślała. Spóźniłam się na pogrzeb babci, samolut miał opóźnienie z powodu mgły Nie zdążyłam pożegnać się z najdroższą osobą.
Kinga stała przed drzwiami mieszkania, które teraz należało do niej. Anna Zawadzka jeszcze za życia przepisała je na wnuczkę. Długo nie mogła się zdecydować, by otworzyć, ale w końcu przekręciła klucz i weszła. W mieszkaniu panowała przejmująca cisza.
Chyba będę musiała je sprzedać pomyślała i usiadła w swoim ulubionym fotelu.
Przypomniała sobie, jak babcia witała ją słowami:
Kinga, umyj ręce, zaraz nastawię czajnik
Były czasem takie chwile.
Teraz w mieszkaniu panowała cisza, aż bolało w uszach. Po chwili zebrała się w sobie i zaczęła zastanawiać, co dalej. Spojrzała na zdjęcie na komodzie ona i babcia, uśmiechnięte. Minęło tyle lat
Nagle usłyszała cichutki dźwięk, coś jak pisk. Nie wiedziała, skąd pochodzi. Przeraziła się i już chciała uciekać, gdy nagle zza uchylonych drzwi szafy wyjrzała rudawa kocia mordka.
Ojej, a ty skąd się tu wzięłaś? zdziwiła się, gdy kotka wyskoczyła na środek pokoju.
Przypomniała sobie, że babcia opowiadała o przygarniętej z ulicy kotce, która przylgnęła do niej. Nazwała ją Majką, bo znalazła ją w maju.
Majka! zawołała Kinga,



